31 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




Atropeia... Jak tylko zobaczyłam na jego klatce piersiowej siny ślad wiedziałam już z czym mam do czynienia. Postanowiłam przyspieszyć swoje działania. Stan Simona, mimo, iż ten jak narazie nie narzeka, nie jest dobry. Jak tylko spojrzałam na jego liczne blizny aż przeszedł mnie zimny dreszcz. Nie rozumiem tego. Jak można było tak katować dziecko..? 
-- Nie potrzebuję twojej czystej krwi. Poradzę sobie jakoś. Pobiorę ci krew trzy razy, ok? -- spytałam podchodząc do niego powoli z pierwszą strzykawką. Nakazałam mu się rozluźnić, a gdy to zrobił wbiłam mu igłę w żyłę. Szybko i sprawnie napełniłam także kolejne fiolki. Potem pobrałam sobie krew. Jako, że nie cierpię igieł, musiałam wziąć kilka głębszych wdechów, by i sobie wbić tą przeklętą strzykawkę. 

Minęło już trochę czasu od naszego przybycia do laboratorium. Ja zdążyłam przeanalizować truciznę w krwi Simona, wyodrębnić ją z płynu i rozłożyć na czynniki pierwsze. Wszystkie zachowania badanych elementów, reakcje pisałam na tablicy na ścianie. Szło mi jak dotąd dość sprawnie. Simon siedział na swoim miejscu i przyglądał mi się podczas pracy. Mnie tak pochłonęło szukanie antidotum, że nawet nie zwróciłam uwagi na płynący czas. Za to efekty były co najmniej zadowalające. Atropeia okazała się nie aż tak skomplikowaną trucizną, jak myślałam. Krew Simona, mimo, że sama w sobie jest lekarstwem, nie mogła sama siebie uzdrowić.Trucizna, która od lat się w nim kłębiła za bardzo wyniszczyła ją od środka. 
-- Noo, jest tak jak myślałam na samym początku. Moja stężona krew z cząstkami twojej, według moich wstępnych obliczeń, będzie w stanie cię uleczyć. Muszę jedynie tak dobrać proporcję, by moje krwinki nie zniszczyły twoich. Jak na razie, moja krew jest silniejsza, ale, jak ją odpowiednio osłabię... -- zapisałam równanie chemiczne do końca -- ...to razem stworzą coś na kształt nowej grupy krwi. Lekarstwo na wszystko. -- Popatrzyłam dumnie na swoje dzieło na tablicy, a następnie przeniosłam wzrok na Simona, który nie mógł uwierzyć w to, co powiedziałam. -- Będziesz całkowicie zdrowy -- powtórzyłam to, co powiedziałam wcześniej. Posłałam mu lekko zmęczony uśmiech. Rękami chwyciłam się za zesztywniałą szyję. Od ciągłego stania i pochylania rozbolał mnie kark i plecy. A no tak, pora na kolejną porcje mojego lekarstwa. Zaczęłam przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu białego pudełka z maścią od Simona. -- Gdzie to się podziało... przecież brałam to ze sobą.. 


< Simon? > 

Od Simon'a CD Soraya




Siedziałem dosyć sztywno.. nic na to nie mogłem poradzić. Nie lubię, chodź..nie tyle co nie lubię, a nie kojarzy mi się dobrze badanie.. Kiedy Soraya powoli jeździła po moim ciele, co chwila przeszywał mnie dreszcz oraz fala gorąca.. Moje pragnienia w końcu dały o sobie znać.. Musiałem się kontrolować.. Sam nie wiedziałem, że aż tak na to zareaguję. Patrzyłem cały czas na ciemnowłosą i w sumie tylko na niej się skupiłem. Gdy Soraya poszła po stetoskop, ja zdjąłem w tym czasie koszulę..dopiero teraz zauważyłem, iż na prawej piersi widniała sina plama.. Kiedy jej tknąłem nie stało się nic..no przecież bólu nie czuję od dziecka..
-Co to?-pytanie Sor oderwało mnie.
-To pozostałość po ciemności.. Znalazła sobie tu miejsce widać.. Jednak, gdy ta tylko..-urwałem.
-Mów-powiedziała stanowczo. Spojrzałem na nią zrezygnowany..
-Kiedy ciemność, którą pochłaniam cały czas, dotrze do serca, umrę.-wyjaśniłem. Ciemnowłosa chwilę stała w bezruchu, jakby nad czymś się zastanawiała, po czym bez słowa zaczęła mnie osłuchiwać. Robiłem wszystko tak jak dziewczyna kazała, nie czułem już takiego stresu jak na początku. Wiedziałem, że Soraya mi nic nie zrobi, zaufałem jej.
-W moich żyłach płynie trucizna Atropeia. Powoduje ona znaczne osłabienie, niemiłosierny ból, który objawia się kiedy tylko zapragnie.. Na szczęście ja z tym walczyć nie muszę..bólu nie czuję od dziecka.. Ta substancja rozprowadza się po całym organizmie równocześnie powodując jego wyniszczanie.-opowiedziałem o truciźnie. -Jeśli chcesz połączyć moją próbkę krwi z twoją, musisz moją najpierw oczyścić.. Kilka fiolek mojej czystej krwi mam w domu.-zakończyłem.
<Soraya?>

Od Sorayi Cd Simon




Widziałam po nim, że się denerwuje. Pewnie stara się nie okazywać swojego lęku przed badaniami. Rozumiem jego obawy. Trauma odcisnęła na nim swoje piętno. Postaram się, by jakoś się przy mnie rozluźnił, wtedy obojgu będzie nam łatwiej. Anioł nie chciał za szybko wypuścić mnie ze swoich ramion. Było to bardzo miłe uczucie. Simon sprawiał, że się przy nim zawstydzałam, a to trudna sztuka. Nie wytrzymałam jego wzroku, gdy spojrzał mi w oczy kiedy się zarumieniłam. Coś w moim środku drgnęło, jakby budząc się do życia. Usta same ułożyły się w uśmiech. W brzuchu poczułam gromadę latających motyli. Na Bogów, co się ze mną dzieje? Wyswobodziłam się szybko z objęć Simona. Moja twarz pewnie płonęła szkarłatem, zaś dłonie jakoś tak nagle strasznie zaczęły się pocić. Także serce zaczęło szybciej bić. Moje reakcje były dla mnie niezrozumiałe. Wzięłam głęboki wdech, by się jako tako uspokoić. Powinnam skupić się na tym co najważniejsze, czyli na wyleczeniu Simona. Tak, dokładnie. To teraz trzeba zrobić.
Opanowałam swoje emocje, by na mojej twarzy ponownie zapanował stoicki spokój. Pełen profesjonalizm, to jedynie miał wyrażać wyraz mojej twarzy. Zbliżyłam się do Simona na bezpieczną odległość, by wreszcie zacząć badanie.
-- Zacznę on ogólnych badań. Osłucham się, sprawdzę koordynację ruchową, zmierzę ciśnienie. Potem pobiorę ci krew i wymaz śliny, a następnie sprawdzę, jak twoje próbki zachowywać się będą w połączeniu z moimi. -- Dostrzegłam w jego oczach wahanie. Dlatego uśmiechnęłam się lekko i pogładziłam go po twarzy. -- Spokojnie, będę delikatna, obiecuję. Nie poczujesz żadnego bólu. To co... -- Zrobiłam w jego stronę jeszcze jeden krok, dzięki czemu stanęłam między jego nogami, gdy ten usiadł z powrotem na kozetce. -- Mogę zaczynać?
Simon dopiero po chwili wpatrywania się we mnie udzielił mi swojej zgody, dlatego nie marnując już więcej czasu, zaczęłam dłońmi, które wcześniej odkaziłam, powoli jeździć po jego ciele. Poczęłam od twarzy, potem szyi i barków. Następna była klatka piersiowa. Szukałam jakichkolwiek zmian, które mogła wywołać nieznana mi jak narazie trucizna. Aby ponownie się nie speszyć, starałam się nie patrzeć Simonowi w oczy. Dokładnie, centymetr po centymetrze obadałam jego górną część ciała, aż zostały mi jedynie ramiona i ręce.
-- Opisz mi dokładnie, najlepiej ze szczegółami truciznę, którą ci wszczepiono. -- Rękami wróciłam do jego twarzy, więc chcąc nie chcąc, nasze spojrzenia się spotkały. Poczułam, jak czerń jego oczu zaczyna mnie pochłaniać, dlatego dość szybko odeszłam od niego, by podejść do stołu po stetoskop. -- Odwróć się, osłucham cię teraz.


< Simon ? > 

Od Simon'a CD Soraya





Nie byłem zdziwiony tym, iż ciemnowłosa uderzyła mnie w twarz..Ja też bym nie wytrzymał sam ze sobą. Oboje byliśmy w życiu potępiani.. Teraz wszystko rozumiem.. rozumiem dlaczego jest taka..dlaczego mnie rozumie.. Sama przechodziła podobne.. Dzięki niej widzę chodź odrobinę światła w tym wszystkim, widzę, że razem możemy odnaleźć swój własny spokój. Muszę jej pomóc tak jak ona mnie.. Razem dojdziemy do tego co upragnione. Uśmiechnąłem się lekko do niej i tym razem ja ująłem jej twarz, otarłem jej łzy i tknąłem jej czoła swoim, nadal patrząc jej w oczy.
-Co ja bym zrobił, gdybym cię nie poznał?-zapytałem uśmiechając się. Objąłem ją w talii i pociągnąłem do siebie. 
-Umarłbyś. Zabierajmy się do badań-rzekła uśmiechając się i cicho się śmiejąc. Mój uśmiech stał się jeszcze szerszy, jednak nie pozwoliłem jej tak po prostu odejść, nie wypuściłem jej z objęć, zamiast tego złączyłem nasze usta w delikatnym jak na razie pocałunku, który gdy tylko Sor się dołączyła, pogłębiałem. Po chwili puściłem Sor i podszedłem do maszyn laboratoryjnych..nie kojarzyły mi się z czymś dobrym.. W ani jednym znaczeniu.. Westchnąłem cicho i nabrałem powietrza w płuca, powoli je wypuszczając i tym samym rozluźniając się chodź trochę. Chwila nie minęła, a poczułem dłonie na moim torsie. Soraya przytuliła się do mnie, a następnie stanęła przodem do mnie, widziałem dobrze jej rumieńce, które sprawiały, że była jeszcze piękniejsza. 
-To..od czego zaczynamy?-zapytałem trochę niepewnie.. Widok tego wszystkiego..widok laboratorium sprawiał we mnie lekki lęk.. 
~Wszystko dobrze Simon'ie?-usłyszałem Risara, lekko się zdziwiłem, że jego myśli dolatują do mnie z tak daleka.. Widać jesteśmy już ze sobą na dobre związani.
~Tak. Jestem z Sorayą-wytłumaczyłem mu. Po czym urwałem z nim kontakt. Skupiłem się ponownie na Sorayi.
<Soraya?>

30 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




Słuchałam tego wszystkiego bardzo uważnie. Jego cierpienie jest ogromne. Jeszcze nigdy nie spotkałam człowieka, który by tak się zadręczał. Sama w środku obwiniam się o to, co zrobiłam. A mam o co. Simon pokazał mi wszystko. Te wspomnienia były okropne. Po prostu potworne. Chciałam odwrócić wzrok, jednak coś nie pozwoliło mi tego zrobić. Rozkleił się przy mnie na dobre. Szlochał, błagał bym przestała mu pomagać. Bym nie litowała się nad nim.
Bym go zostawiła.
Nie wytrzymałam i uderzyłam Simona prosto w twarz. Moje nerwy w końcu puściły, a co za tym idzie, głęboko skrywane uczucia i prawdziwa natura wyszły na jaw. Moja prawdziwa energia wypłynęła ze mnie. Po prostu przestałam nad sobą panować. Tak jak wtedy, gdy uciekłam od Ciernia. Nie pamiętam za dobrze tamtego okresu. Jedyne co mam w głowie to krzyki, ogień, cierpienie i strach. I to ja byłam tego wszystkiego sprawcą. Moja boska natura przejęła nade mną kontrolę. Zniszczyła wszystko co stanęło jej na drodze. Pokonała Ciernia, wydostała się z więzienia. Zabiła wszystkich, którzy znaleźli się w jej pobliżu. To wtedy dopuściłam się największej zbrodni. Wcześniej, owszem zabiłam wielu ludzi, ale oni wszyscy, co do jednego, zasługiwali na śmierć. Byli winni. Natomiast ludzie w tamtym mieście, te wszystkie bezbronne istnienia....
Zabawiłam się w Boga.
Wybiłam z Wisielcami całe miasto, jednocześnie stając się trzecim Diabłem Głównym. Sam Mistrz Zakonu był pod wrażeniem. Jednak ja... Ja wtedy... Odeszłam od nich. Gdy odzyskałam w pełni świadomość i doszłam do siebie postanowiłam odciąć się od tego mrocznego piekła. Zerwałam wszystkie swoje kontakty ze światem zbrodni. Nie potrafiłam powiedzieć braciom co się ze mną wtedy działo. Nie zrozumieli by tego.
-- Ja jestem diabłem. Wykonawcą piekielnych wyroków. Boskim posłańcem śmierci. -- Spojrzałam na Simona, obdarzając go spojrzeniem zimniejszym od lodu. -- Diabłem... Chcesz się licytować? A proszę bardzo! Ludzie, którzy się nad tobą znęcali i upokarzali.., ja jestem właśnie taka. Potrafię złamać w kimś ducha i patrzeć, jak ten ktoś sam sobie podcina gardło. Potrafię torturować ludzi na setki sposobów. Cieszyć się ich cierpieniem. Patrzeć z uśmiechem, jak własnoręcznie morduję swoje ofiary. Zabiłam niemal wszystkich tych, który skatowali mojego brata. Świadomie stałam się tym, kim jestem dzisiaj. Poszłam drogą krwi i mordu, bo tego zapragnęłam. Chciałam zemsty i własnej sprawiedliwości. Zapędziłam się we własnych zbrodniach. -- Zamilkłam na moment. Cisza między nami była inna, niż do tej pory. Wyciągnęłam rękę w stronę Simona, by pokazać mu, że mówię prawdę. -- Zobacz moje wspomnienia i przekonaj się, że masz przed sobą prawdziwego diabła, który..., który żałuje wszystkiego, czego się dopuścił. Noszę w sobie cierpienie wszystkich swoich ofiar. Bycie empatą, to moja osobista kara. -- Anioł ujął moją wyciągniętą, bladą dłoń. Po chwili i jemu ukazały się należące do mnie wspomnienia. Ogień i krzyki zabijanych. Łatwość, z jaką pozbawiałam życia innych. Radość z zabijania, którą odczuwała ta druga ja. A potem łzy, zadręczanie i użalanie nad sobą. Gdy skończył oglądać wyrwałam szybko rękę z jego dłoni. Jak dotąd tylko Orion widział to wszystko. Ponownie poczułam wstyd. Dobrze wiem, że przez to co zrobiłam moje życie jest nic nie warte. Spłonę w piekle, cierpiąc wieczne męki.
-- Teraz już wiesz, że takich jak ty na świecie jest więcej. Nie jesteś złem wcielonym, bo ty chociaż próbujesz naprawić swoje błędy. Moje są nieodwracalne. Gdy tylko wyjdzie na jaw, że brałam udział w tamtej masakrze, o której wciąż się mówi pomimo upływu lat,z miejsca skażą mnie na śmierć i powieszą. I nawet moje szlacheckie pochodzenie mi nie pomoże.
Podeszłam powoli do chłopaka, który od dobrych kilku chwil milczał. Chyba był w niemałym szoku, zresztą nie dziwię mu się. Ja na jego miejscu też bym była.
-- Nie mam zamiaru odpuścić. Sprawię, że wyzdrowiejesz, bo ja tak chcę. Nie masz nic do gadania, a spróbuj się tylko postawić, a własnoręcznie pozbawię cię głowy. -- Uniosłam lekko głowę do góry, by spojrzeć na Simona z góry. Co jak co, ale to ja tu z naszej dwójki mam prawdziwą boską krew w sobie. -- Bogowie dają ci kolejną szansę. Postawili mnie na twojej drodze, półboga. Chcą, byś przejrzał na oczy i wreszcie przestał żyć przeszłością. Zawsze znajdzie się ktoś, kto miał w życiu gorzej. Kto cierpiał jeszcze bardziej. Mimo, że sama nadal nie potrafię sobie wybaczyć tego co zrobiłam, wiem, że nie mogę użalać się nad sobą. Muszę iść dalej, ponieważ mam jeszcze coś do zrobienia. Mam rodzinę, na którą mogę liczyć, przyjaciół, za którymi w ogień skoczę. Byłam zdradzona nie raz. Przez bardzo ważne dla mnie osoby, które pchnęły mnie w łapy Ciernia. Ale wiesz co? Ja nadal wierzę w ten świat. Tak jak mój boski przodek. Wierzę, że ten świat przetrwa. Ta samo wierzę w to, że ty, mój mroczny aniele, wyjdziesz ze swojej mrocznej skorupy i dostrzeżesz, że nie jesteś taki zły, jak sądzisz. -- Podeszłam do Simona. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Nasze podobieństwo wydało mi się jeszcze większe, niż kiedykolwiek. Ujęłam jego twarz w dłonie. -- Anioł, nawet upadły, to wciąż anioł. Masz sumienie. Masz serce, które bije. Źródło twojej prawdziwej siły. Jeszcze się przekonasz, jak wielka ona w rzeczywistości jest. -- Uśmiechnęłam się po chwili przez łzy cierpienia, które od dłuższego czasu spływały po mojej twarzy. -- Wierzę w to, że odnajdziesz swój spokój i że ja też go kiedyś odnajdę. Zrobię wszystko, byś w końcu był wolny od cierpienia. Byśmy razem odnaleźli upragniony spokój.


< Simon? >

Od Simon'a CD Soraya




Dobrze wiedziałem, że smoczyca kryształu miała obawy co do przewiezienia mnie na swoim grzbiecie, jednak Sor ją uprosiła. W mgnieniu oka znaleźliśmy się.. w akademii. Dlaczego tutaj ? Sam nie wiedziałem. Kiedy przeszedłem próg laboratorium, wszystko z nim związane..do mnie wróciło. Jeszcze widok ciemnowłosej w tym stroju..budził we mnie dawny ból. Jednak przetrwam to wszystko dla niej. Soraya posiadała na prawdę potężną wiedzę, skoro to wszystko uczyniła i stworzyła. Mogłem jej tylko gratulować, ja sam nie działam tak bardzo w medycynie.. Może to i przez to co było.
-Wątpię by mój ból z przeszłości się skończył..jestem na to skazany przez to co uczyniłem.-zacząłem i wstałem. -Nie masz pojęcia jaką jestem kreaturą.. Ile uczyniłem zła na tym świecie, by tylko sprzeciwić się woli ojca. Od dziecka żyłem w cieniu zła.. od dziecka przeżywałem istne cierpienie, z którego nikt nigdy nawet nie starał się mnie wyciągnąć. Sama Arrow nie miała na tyle siły by sprawić bym był tak na prawdę szczęśliwy..chodź jedno wydarzenie sprawiło, iż poczułem w tamtych czasach szczęście.. Otóż, spodziewaliśmy się z Arrow dziecka.. Byłem prze szczęśliwy, jednak straciliśmy je, Arrow poroniła. Wiedziałem, że w jej rodzinie to tak jest, jednak miałem nadzieję, że w naszym przypadku tak nie będzie i dziecko narodzi się całe i zdrowe. Ale to już przeszłość.-mówiłem, a Soraya stała przy mnie patrząc z żalem. -W tamtym dniu gdy prawie zabiłem Arrow poddając się własnej furii, olśniło mnie.. Zdałem sobie sprawę z tego, że taka osoba jak ja nie zasługuje na coś takiego jak szczęście! Dla mnie jest tylko ból, którego nawet już nie czuję! Cierpienie przez całe życie, w którym kurwa cały czas muszę trwać! Nic mnie od tego nie uratuje! Nawet pieprzone lekarstwo!-krzyczałem zalany łzami, padłem kolanami o podłogę. Nie wiem kiedy ostatnio zdarzyło mi się uronić łzę.. Soraya objęła mnie, chodź z początku nie chciałem jej na to pozwolić. Zamknąłem oczy..
-Nie myśl tak, proszę..-szepnęła stanowczo. Musiałem..musiałem jej pokazać to co ja widzę w sobie.. Chwyciłem ją za dłoń.
-zamknij oczy..-szepnąłem, a kiedy w końcu spełniła mą prośbę wysłałem jej moje wspomnienia.. Zobaczyła całe cierpienie, w którym ja muszę ciągle trwać.. Zobaczyła niektóre osoby, które ja zabiłem.. Niektóre z nich były niewinne.. Moje wspomnienia jednak poleciały zbyt daleko, niż chciałem jej pokazać. Zobaczyła obrazy mojego dzieciństwa.. To jak zabiłem swoją matkę.. Jak zastępczy rodzice przykuwali mnie do stołu by tylko sprawić mi cierpienie na każdy jeden sposób.. Wstrzykiwali trucizny bym ja je zwalczał... Sprawiali ból.. Biczowali.. Uczyli, że nie ma czegoś takiego jak dobro, nie ma czegoś takiego jak zaufanie.. Nie ma miłości! Bo na nią nie zasługuję. Znęcali się nade mną psychicznie, mówiąc mi iż jestem nic niewartym cholerstwem, nad którym się tylko i wyłącznie litują. Wpajali mi jak to zły jest świat, i że ja będę jeszcze gorszy.. Wszystko to co mi robili przeżywałem silnie.. Każdej nocy zamykany w komorze, gdzie światło nie miało prawa się dostać..niekiedy siedziałem w niej kilka dni bez jedzenia i wody.. Każdej nocy, aż do dziś boję się zasnąć.. Koszmary z każdej strony napierają na mnie.. W nocy to wszystko do mnie wraca i wracać będzie.. Soraya zobaczyła jak pastwili się nade mną naukowcy z laboratorium.. Jak odrywali mi kawałki skóry, by zobaczyć jak się regeneruję.. Odsączali krew, by ją badać.. Krzywdzili moje skrzydła i moją boską stronę.. naruszyli wszystko.. Zabiłem ich..
Soraya zobaczyła każdy mój najgorszy koszmar... Tylko to jest we mnie.. Puściłem jej dłoń i popatrzyłem w jej oczy, które były pełne łez.
-Teraz widzisz jaki jestem. I co przeżyłem. Nie możesz mi pomagać.. Nie lituj się nade mną, bo to nic nie da! Jestem całym złem tego świata i nie zasługuję na to!-krzyczałem roniąc łzy, jednak trzymając się jako tako w ryzach.
<Soraya?>

Od Eshii Cd. Amarisy

Te niebieskie oczy i włosy. Ten dziwny uśmiech i dość blada skóra. Już go nie znosiłam. Zresztą chyba ze wzajemnością. Cóż poradzę, że mężczyzn nie toleruje. Jeszcze kiedyś nie było to tak nasilone. Jednak po Ataku…. Wszystko się zmieniło. Wszyscy ci "samuraje" to byli mężczyźni. Oni nie znali litość. Wycięli w pień osiemnaście z dwudziestu wiosek ninja. W tym i moją. Yuegi.
To co przed chwilą słyszałam było co najmniej niepokojące… I ten facet również. Chociaż jak się tak zastanowić wszyscy faceci byli niepokojący. Racja. Byli. Większość osobników płci przeciwnej nie przeżywało w moim pobliżu dłużej niż parę sekund.
Uspokoiłam wewnętrzną kłótnię i z przyzwyczajenia wykonałam oficjalny ukłon jednocześnie wypowiadając dobrze znaną mi formułkę:

- Hajimemashite* - chłopak natomiast wyciągnął w moim kierunku rękę

Nie podałam mu jednak mojej. Symbolizowało to nieufność i ostrzeżenie. A przynajmniej tam gdzie się wychowałam.
Amarisa spojrzała na mnie niespokojnie orientując się, że jeśli ten facet natychmiast nie usunie mi się z drogi, niechybnie zginie.

- To my już pójdziemy. Musimy zawiadomić Dyrektora o przybyciu mojego przyjaciela
- Oczywiście - odpowiedziałam spokojnie przypatrując się jej gościowi

Na szczęście sztukę ukrywania uczuć miałam opanowaną do perfekcji. Nie musiałam się zatem martwić o nieprzyjemności.
Moja przyjaciółka wraz z tym obcym ruszyła w kierunku głównej bramy. A ja?
Oczywiście za nimi. Nienawidzę mężczyzn. Niech ten knypek ma się na baczności…


< Amarisa? Eshia chyba go nie polubiła ^^ >

Hajimemashite* - (jap.) Miło mi cię poznać - tradycyjna wymagana przy pierwszym spotkaniu formułka




29 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




Wezwałam do siebie moją smoczycę. Czułam, że jest gdzieś niedaleko. Simon dopytywał gdzie chcę go zabrać, jednak nic mu nie zdradziłam. Nie wiem jak zareaguje, gdy powiem mu, że mam zamiar zabrać go do akademickiego laboratorium. Czas gra tu największą rolę. Myślę, że jestem w stanie wyleczyć Simona i nawet wiem, czego użyję. Mam pewien pomysł. Jest on trochę ryzykowny i opiera się jedynie na mojej dopiero co wymyślonej teorii, ale powinien zdać egzamin. Gdy smok wylądował obok nas, Simon pozdrowił ją z szacunkiem, jednak użył innego nazwiska, nie te, które podał mnie. Postanowiłam nie robić teraz z tego afery. Mamy ważniejsze rzeczy na głowie. Simon jest teraz dla mnie największym priorytetem.
~ Zabierz nas do Akademii, proszę.
~ Wiesz kto to jest? ~ odpowiedziała mi pytaniem smoczyca. Popatrzyła wrogo na anioła obok mnie i nastroszyła się odrobinę. Jej kryształowe łuski stały się jeszcze bardziej widoczne.
~ Tak, wiem kto to. Proszę po raz drugi. Zabierz mnie i jego do Akademii. On potrzebuje pomocy.
~ Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie. Zaufam mu, ale jeśli coś ci zrobi, to go rozszarpię na małe kawałki. ~ Jak zwykle dumna, krysztalica pozwoliła wejść na swój grzbiet mnie i Simonowi. Westchnęłam po drodze zrezygnowana. Dlaczego wszyscy tak bardzo źle myślą o tym aniele? Jak dotąd, nie zauważyłam żadnego powodu by go potępiać. 
~ To, że popełnił błędy w przeszłości to normalne. Wszyscy je popełniamy ~ rzekłam do smoka. ~ Dobrze wiesz, jaka ja jestem. Wiesz, co ukrywam przed wszystkimi. 
~ Ty to co innego. ~ Jedynie tyle odpowiedział jaszczur. Tak właśnie temat się zakończył.
Gdy znaleźliśmy się już w Akademii, poprowadziłam anioła szybkim krokiem przez rzadko uczęszczane korytarze, aż do końca jednego z nich. Było tu chłodniej, niż w innych miejscach w tym budynku. Zbliżyłam się prędko do podwójnych metalowych drzwi, po czym pchnęłam je. Weszłam do środka. Na wejściu przywitał mnie charakterystyczny zapach chemikaliów i innych specyfików. Przytrzymałam Simonowi drzwi, by ten mógł wejść do środka.
-- Normalnie zabrałabym cię do siebie, do domu. Mam tam lepiej wyposażoną pracownię, ale tam są moi bracia. Wyczuli by cię i byłoby nieciekawie. Arrow już zdążyła naopowiadać Oktayowi, jaki ty jesteś niegodziwy. Tu będziesz bezpieczny. Siadaj na kozetce. Zaraz cię zbadam -- poleciłam chłopakowi nawet na niego nie patrząc. Sięgnęłam po swój biały kitel na wieszaku, ubrałam go, poprawiłam jeszcze włosy, wyciągając je na wierzch. -- Lek, który ci podałam, to specjalny roztwór, który sama stworzyłam. To ekstrakt z mojej własnej krwi. Może dziwnie to zabrzmi, ale i moja krew jest wyjątkowa. To jeden z dowodów na to, że jestem półbogiem, i że w moich żyłach płynie krew Dreyara. Jest słodka niczym wino, ma nawet podobny zapach, jednak jej spożycie przez kogoś, kto nie jest z mojej rodziny to szybka i bolesna śmierć. Jeśli by się ją wstrzyknęło do organizmu kogoś innego, umarłby w jeden dzień. To takie zabezpieczenie. Ewolucja zadbała o to, by moja rodzina przetrwała i by linia życia była czysta. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, by stworzyć w mojej krwi broń, jednak podczas zaawansowanych badań... -- przerwałam na moment, by sięgnąć po stołek i by usiąść na przeciw anioła. -- Okazało się, że eksperymentując z nią stworzyliśmy coś na kształt antidotum absolutnego. Jednak, jak się z czasem okazało, było ono niezwykle niebezpieczne, ponieważ przedawkowanie leku, nawet o jedną malutką kroplę, kończyło się śmiercią. -- sięgnęłam do kieszeni szortów i wyjęłam fiolkę, w której pływała sobie ciemnoczerwona ciecz. -- To właśnie ci dzisiaj podałam. Dokładnie trzy krople. Do czego zmierzam... Myślę, że łącząc twoją krew z moją, uda mi sie ciebie wyleczyć niemal całkowicie. Moja krew dosłownie wypali z ciebie truciznę, a twoja, którą lekko usprawnię, podziała jako substancja łagodząca. -- Przybliżyłam się do niego na bardzo bliską odległość. Ponownie zaczęłam tonąć w jego czarnych oczach, które tak bardzo przypominały moje własne. Wolną dłonią pogładziłam jego policzek. -- Wyleczę cię i będziesz wolny od bólu.


< Simon? > 

Od Simon'a CD Soraya




Jej obecność ponownie działała na mnie bardzo dziwnie, ale przyjemnie.. Myślę, że to już będzie nomalka przy ciemnowłosej. Wyprostowałem się i lekko przeciągnąłem, z kieszeni wyciągnąłem rękawiczkę i założyłem ją na dłoń, która na szczęście nie barwiła się już na czarny kolor. Zastanawiałem się gdzie Soraya ma zamiar mnie zabrać, jednak ta nie chciała mi odpowiedzieć, zostawiłem więc ten temat. Byłem również ciekaw, jakie lekarstwo mi podała.. Nie chciałem jednak mieszać jej nie potrzebnie w moje problemy.. Zasłużyłem na to wszystko, sama nie wie ile zła uczyniłem.. Jestem samym złem..jednak ona obudziła we mnie ostatnie cząstki światła..ostatnie cząstki dobra. Moje pióra nadal zachowywały się po ostatniej nocy inaczej.. Mieniły się z czerni na biel i odwrotnie. Dziś jednak potym incydencie z ciemnością, moje skrzydła były całkowicie czarne jak smoła. 
Po kilku minutach poczułem smoczą energię, która zbliżała się do nas bardzo szybko.. Ujrzałem Smoczycę Kryształu..jej energia była dosyć mi znana, wpasowywała się dobrze do energii Sor, ale nie tylko to było znajome.. Ona musi, jest potomkinią Leory, pierwszej i najważniejsze Smoczycy Kryształu, która przesiaduje w tym momencie w niebiosach i swe dzieci rozsyła po światach by zasiedlały one te miejsca.. Smoczyca Sorayi na pewno czuje iż jestem wygnańcem, i na pewno nie będzie z tego zadowolona, iż jestem obok jej pani. Pokłoniłem się lekko przed smoczycą składając jej wyrazy szacunku. Zawsze smoki były dla mnie czymś wyjątkowym, jednak pech to pech i każde z nich(oczywiście zdarzają się wyjątki) mnie nienawidzą.
-Witaj potomkini Leory. Jestem Simon Samuel Whitesky-przywitałem się. Dobrze wiedziałem, że przedstawiłem się przy Sor swoim prawdziwym nazwiskiem rodowym, ale smoczycy nie mógłbym okłamać.
<Soraya?>

Od Sorayi Cd Simon




Starałam się jakoś ogarnąć. Szybko starłam spływające łzy z policzków i popatrzyłam na Simona hardo. Jego słowa mnie zdziwiły, ale jednocześnie też wytrąciły z równowagi. Mimowolnie zaczęłam szybciej oddychać.  Czułam jak serce łomocze mi w piersi coraz mocniej. 
-- Przestań wygadywać głupoty -- warknęłam pod nosem. -- Nie okłamiesz mnie. Nie jestem ślepa, widzę co się dzieje. Jesteś chory. -- Nie potrafiłam okiełznać w sobie rosnącego gniewu. Siedziałam na rozgrzanym piasku. Zaciśnięte dłonie w pięści oparłam na kolanach. Jak on może wygadywać takie rzeczy? Jaka znowu kara?! Patrzylam mu w oczy i nie zobaczyłam w nich niczego złego. On najzwyczajniej w świecie cierpiał. Jego ból uderzył i we mnie. Poczułam wielkie cierpienie, które sprawiło, że musiałam wziąć kilka głębszych wdechów, by się uspokoić. W tamtej chwili cierpiałam razem z nim.
-- Nie pozwolę byś musiał przechodzić przez to sam. Wyleczę cię. Przysięgam, że to zrobię. Pomogę Ci nawet z ciemnością. Zrobię wszystko, byś był szczęśliwy. 
Przyrzekłam coś, dobrze wiem, że nie mogę złamać danego słowa. Uczynię wszystko co tylko w mojej mocy, by Simon wyzdrowiał.  By był zawsze blisko mnie. Wstałam, otrzepałam tyłek z piachu, po czym wyciągnęłam rękę w stronę Simona, by pomóc mu wstać. 
-- Chodź, zaprowadzę Cię w bezpieczne miejsce. Tam opowiesz mi więcej o truciźnie, którą masz w sobie. Jestem niemal pewna, że znajdę na to antidotum. Opowiem Ci też o leku, który sama ci przed chwilą podałam. Im szybciej się za to wezmę, tym szybciej cię uleczę.


< Simon ? >

Od Simon'a CD Soraya




Straciłem przytomność, jak nic.. Mój stan pogorszył się z minuty na minutę.. Nie mogłem nic na to poradzić, moje leki nie pomagały tym razem. 
---
Czułem gorzki smak w ustach..oraz żar rozpływający się po moim ciele.. Czułem bardzo znajomą mi energię, która była tak blisko mnie.. Czułem dotyk, którego nie dało się zapomnieć.. Słyszałem jej wołanie, wołała moje imię.. Powoli otworzyłem oczy i zamrugałem kilkakrotnie. Ujrzałem piękną ciemnowłosą, która..płacze.. Od razu zareagowałem i otarłem jej łzę jedną dłonią.
-Hej..jest dobrze..-powiedziałem lekko się uśmiechając. Moja dłoń odzyskała normalny kolor..lek rozprzestrzenił się pewno po ciele.. Soraya objęła mnie mocniej.
-Spokojnie, nic mi nie jest-powiedziałem. Podniosłem się i popatrzyłem na zapłakaną dziewczynę. 
-Nie kłam..widzę co się z tobą dzieje. Tak nie może być.-powiedziała poważnie. Westchnąłem lekko i pociągnąłem ją do siebie. Moja energia odzyskiwała siłę, a ja wraz z nią.
-Walczę z tym, ale jestem do tego stworzony..To moja kara za wszystko. Wciągam do swego organizmu całą ciemność, która szerzy się na tym świecie. Nie ma na to lekarstwa, sami bogowie tak mnie ukarali.-wytłumaczyłem.
<Soraya?Ktoś?>

Od Sorayi Cd Black Arrow




Arrow opuściła mój pokój. Nawet nie zdążyłam jej odpowiedzieć. To, co powiedziała o Simonie nie spodobało mi się i to ani trochę. No ok, może ona zna go dłużej niż, może wie o nim więcej, ale to, czego ja się o nim dowiedziałam z pewnością jest jej nieznane. Muszę uważać. Bracia nie będą pochwalać mojej znajomości z Simonem. Arrow pewnie już nagadała Oktayowi jaki to on jest zły, że to pewnie samo zło wcielone. Gdyby mała Arrow wiedziała, że Simon nie jest jedynym, który ma ręce splamione niewinną krwią...
Zaczęłam zastanawiać się nad obecną sytuacją. Moje położenie nie jest tragiczne. Dopóki moi bracia nie wiedzą za wiele, mogę w spokoju robić swoje. A zamierzam zrobić bardzo wiele. Po pierwsze: pomogę Simonowi pozbyć się trucizny z jego ciała. Potem znowu zacznę pracować nad moim genotypem. Jestem już tak blisko. Jeszcze tylko kilka tygodni pracy i będę mogła pozbyć się tego przekleństwa!
Gdy tak rozmyślałam nad moimi kolejnymi posunięciami, wyszłam z sypialni i pokierowałam się do kuchni, gdzie buszował już Tobiraya. Przywitał się ze mną, jak zwykle prawie mnie miażdżąc w swoich ogromnych ramionach. Moje żebra zaprotestowały, wiec brat szybko mnie puścił i posłał mi szeroki uśmiech. Wtedy przyszła do nas Ana, z dzieckiem na ręku. Dowiedziałam się, że ten maluszek, który już zaczął rosnąć jak na drożdżach, to Trey, zaś jego brat  Rey śpi sobie smacznie na górze. Wzięłam ostrożnie niemowlaka na ręce. Akurat się rozbudził, ale nie wołał o jedzenie. Ana musiała go nakarmić zanim przyszła na dół. Porozmawiałam chwilę z rodziną, wypytałam Anę o każdy najdrobniejszy szczegół z jej porodu, ponabijałam się z Tobisia, a także zapewniłam ich z tysiąc razy, że ze mną jest wszystko w porządku. Anielska energia i nowe lekarstwo od Simona działały znakomicie. Czuję się na serio dobrze. Po zjedzeniu kanapki postanowiłam udać się na plażę za domem. Najwyższa pora zacząć przygotowywać się do treningu. Udałam się z powrotem do pokoju, by przebrać się w coś bardziej odpowiedniego. Postanowiłam, że ubiorę się w krótkie szorty i luźną, szarą koszulkę, która choć po części zasłoni opatrunki. Włosy związałam w wysokiego kuca, używając oczywiście moją czerwoną wstążkę od mamy.Coś mnie tknęło, by wziąć ze sobą fiolkę z moim nowym serum, które ostatnio opracowała, więc nie myśląc za wiele, ukryłam lek w kieszeni szorów. Zabrałam jeszcze tylko czarny koc i byłam gotowa to wyjścia.
Szłam piaskiem, moje bose stopy co chwilę pieściła letnia woda oceanu. Zapach morskiej wody, śpiew mew wypełnił moje uszy. Zamknęłam oczy, jednak po chwili otworzyłam je szeroko. Wyczułam coś bardzo niepokojącego, aż ścisnęło mnie za serce. Musiałam złapać się za klatkę piersiową, przez co koc wypadł mi z rąk. Coś było nie tak. Bardzo nie tak. Ktoś cierpi. Zaczęłam iść szybciej, rozejrzałam się wokół i wtedy zobaczyłam nieprzytomnego Simona. Wiedziałam od razu, że to on. Wieczorne słońce odpijało się w morskich falach, które co chwilę obijały się o jego nieruchome ciało, mocząc go. Puściłam się biegiem. Ból pleców, rozciąganych szwów sprawił, że potknęłam się w pewnym momencie, lecz nie pozwoliłam się pokonać bólowi. Nie takie męki już znosiłam. 
-- Simon! Simon..! -- dopadłam do niego, upadając na kolana. Strach i panika zaczęły mieszać mi w głowie, ale wystarczyła mi jedna sekunda, by się opanować i zebrać myśli. Przewróciłam go na plecy, co nie było takie znowu łatwe. Chłopak swoje przecież waży. Dobrze chociaż, że jego skrzydła zniknęły. Obadałam szybko jego stan, nie wyczułam pulsu, w dodatku jego ręka... Była cała czarna.
-- To ta trucizna... Na pewno... -- rzekłam pod nosem. W sekundzie podjęłam decyzję. Sięgnęłam po fiolkę w kieszeni, odkorkowałam ją i zbliżyłam do ust Simona. -- Mam nadzieję, że ci to pomoże, a nie zaszkodzi.
Trzy krople, to maksimum, które mogłam mu zaaplikować. Większa dawka z pewnością by go zabiła. Moja krew, w przeciwieństwie do jego, nie leczy, a uśmierca. W smaku przypomina najsłodsze wino. Boska krew Dreyara to jedna z najszybszych trucizn na świecie, lecz mnie udało się opracować na jej podstawie lek. Antidotum na niemal wszystkie inne trucizny. Jest ono tak silne, że niszczy inne substancje, a w żyłach zaczyna płynąć jedynie specjalny roztwór - ekstrakt z boskiej krwi.
-- Simon, słyszysz mnie? -- Potrząsnęłam aniołem, jednak ten nie zareagował. Wzięłam go w swoje ramiona i przytuliłam do swojej zabandażowanej piersi. Do oczu napłynęły mi łzy. Kilka kropel spadło na twarz Simona i dostało do jego ust. Pewnie później będzie chciał wiedzieć skąd ten gorzki posmak. Kolejna ciekawostka, moje łzy, podobnie jak każdego Dreyara są nie słone, a gorzkie właśnie. Krew słodyczą, zaś łzy goryczą. 
-- Simon, proszę, obudź się....


< Simon ? Lub jeszcze ktoś inny? > 

Od Black Arrow CD Oktay




Uspokoiłam się w ramionach Oktaya, który lekko gładził moją głowę, bawiąc się moimi długimi białymi włosami. Biłam się z myślami..czy mam mu powiedzieć, że pióro należało do Simona? Naraziłabym go w tedy na poważne niebezpieczeństwo.. Simon jest aniołem.. Nie mogę, nawet jeśli go nienawidzę z całego serca, go wydać. Westchnęłam lekko. Wiadomość o tym iż Simon spotkał się z Sor, musiała wyjść w końcu na jaw, jednak, czy to odpowiedni czas? Może Soraya przyswoiła sobie moje słowa i już się z nim nie skontaktuje? Nie mogę robić jej problemu. 
-Simon..nie może się tu pojawić.. Jeśli wpadnie w szał nikt z was, nawet razem nie jest w stanie go powstrzymać.-zaczęłam, nie mogłam powiedzieć, że to wszystko dlatego, iż ciemnowłosy jest boskim aniołem.-Soraya nie może się z nim spotkać, on umie każdemu namącić w głowie.. i wykorzystać to na swoją korzyść.. Może ją skrzywdzić. Nie chcę by komukolwiek zrobił krzywdę..-powiedziałam i bardziej przybliżyłam się do Oktaya. Czułam przy nim spokój i bezpieczeństwo, coś czego ktoś inny nigdy nie mógł mi zapewnić.. Zawsze było coś co wszystkim zagrażało.. w każdej jednej chwili.
<Oktay?>

Od Simon'a




Leżałem na łóżku gapiąc się na sufit, zupełnie nie wiedziałem co teraz zrobić.. Mimo, iż znam się jako tako na medycynie, nie potrafię sobie pomóc.. Moja krew mi nie pomaga, bo jakim cudem mogłaby zadziałać na jej właściciela.. Ciemność, którą wchłania mój organizm..jest jej zbyt dużo. Do tego trucizna, której nie mogę się pozbyć. Stosowałem już chyba wszystko, lecz nic nie daje pożądanego efektu.
~Wszystko w porządku? Czuję, że jesteś słaby Simon'ie-usłyszałem głos Risara, to małe smoczątko już teraz ma ze mną zmartwienia. Nie powinien się mną tak przejmować.
-Jest dobrze, tylko..źle spałem-powiedziałem. Wstałem z łóżka i lekko się zaskoczyłem, a właściwie przeraziłem. Moja lewa ręka była cała czarna, zdjąłem rękawiczkę ukrywającą mój anielski znak.
A Sleight of Hand ~ Harry Woodgate
Jest źle..jest bardzo źle.. Musiałem natychmiast pędzić do gabinetu, gdzie miałem różne leki. Jeśli ciemność dostanie się do serca, którego w sumie raczej nie posiadam.. Umrę i nic mnie nie ocali. To będzie mój koniec.
Dobrałem się szybko do leku Warsno, który wstrzyknąłem sobie w żyłę. Ciemność zniknęła, uwalniając powoli moją rękę od ciemnego ubarwienia. Poczułem jak w głowie mi się mąci.. Musiałem wyjść..wyjść na zewnątrz tego wszystkiego.
Wyleciałem z mojego świata, ale nie potrafiłem już nic.. Przed moimi oczyma pojawiała się ciemność. Moje skrzydła zniknęły, a ja upadłem na piasek. Mój oddech był mocno przyspieszony.
Modliłem się w duchu, by lek zadziałał.
<Ktoś?>

Od Oktaya Cd Black Arrow




Mimo, iż miałem ochotę na drzemkę, to jakoś sen nie chciał nadejść. Leżałem tak sobie, z twarzą ukrytą pod poduszką, gdy usłyszałem otwieranie drzwi. Potem poczułem, jak materac się ugina. Okręciłem się tak, by spojrzeć na Arrow, która położyła się tuż obok mnie. Jej mina była nietęga. Doskonale widziałem w jej oczach wielkie poruszenie, no i zmartwienie. Coś w środku mówiło mi, że to ma jakiś związek z moją młodszą siostrą. Wyciągnąłem rękę i potarłem czule ramię białowłosej, dodając jej odrobinę otuchy.
-- Powiedz mi, co cię tak zaniepokoiło? To przez to pióro, które Sor ma u siebie? -- Nie chciałem naciskać na dziewczynę, ale musiałem dowiedzieć się jak najwięcej. Po prostu musiałem. Jeśli coś zagraża mojej rodzinie, to nie ma czasu na zwłokę. Muszę zacząć działać i zażegnać konflikt od razu. Najlepiej ucinając głowę skurwielowi, który miałby czelność zrobić coś moim bliskim. Przysunąłem się bliżej Arrow, po czym ulokowałem ją w swoich uścisku. Jej ciało jest dość drobne, przez co wygląda tak krucho w moich muskularnych, wyćwiczonych ramionach. Moja ręka powędrowała do jej białych włosów. Zacząłem głaskać ją po głowie, zaciągnąłem się jej przyjemnym zapachem, który tak samo jak tamtej pamiętnej nocy, zaczął mieszać mi w głowie. 
-- Arrow, ja muszę wiedzieć. Czy tobie zagraża? Tobie, albo mojej siostrze? Co to było za pióro, które aż tak bardzo wytrąciło cię z równowagi?


< Arrow? > 

Od Black Arrow CD Soraya




Oktay zostawił nas same, sama nie wiedziałam co mam teraz myśleć. Simon mógł jej nieźle namieszać w głowie..jak to on zawsze używa swoich sztuczek, jednak to iż Soraya ma jego pióro zdziwiło mnie najbardziej. Simon nikomu nie pozwala tknąć swoich skrzydeł, a co dopiero by podarować swoje pióro komukolwiek. Jego piór..jego..mogłam dotykać tylko ja..zawsze byłam jedyną, która miała okazję ich tknąć. Jednak po tym co mi zrobił, nie obchodzi mnie jego los, chcę chronić wszystkich właśnie przed nim, by nie stała się kolejna masakra. To, że czarnowłosa wie o mnie i o Simonie, również nie jest przypadkowe.. Automatycznie spięłam się na jego myśl..
-Soraya, ja proszę cię uważaj na niego.. Nie wiem co on ci powiedział, ale on używa swoich gierek na każdym bez wyjątku. Nie chciałabym by i tobie coś zrobił.. On..on-mówiłam, lecz mój głos drżał. -On nie ma serca.. stracił je kilka lat temu.. Jego gniew wewnątrz jest już zbyt wielki.. Wchłania ciemność i zło z tego świata i sam zapomina o tym co dobre. Nie wieżę w to, iż męczy go to, że prawie mnie zabił, jak zabijał mnie jak zawodowiec.. Proszę nie kontaktuj się z nim i najlepiej nie bądź z nim sam na sam.. proszę cię..-skończyłam. Byłam zbyt roztrzęsiona.. Musiałam natychmiast się uspokoić, ponieważ mogę zaszkodzić dziecku, a tego na prawdę bym nie przeżyła. Wyszłam z pokoju, zostawiając Sorayę samą. Mam nadzieję, że coś do niej dotarło.. Skierowałam się do pokoju Oktaya, gdzie również i ja aktualnie sypiałam. 
<Soraya? Oktay? Ktoś?>

Od Logana Cd Varus




Byliśmy już tak blisko. Niemal czułem napływające ciepło z zewnątrz. Jak tylko zniknęliśmy z oczu pozostałym strażnikom pozwoliłem temu biedakowi uwiesić się na moim ramieniu. Bocznymi korytarzami powoli parliśmy do przodu. Droga z sekundy na sekundę dłużyła mi się coraz bardziej. Oby nikt więcej nas nie zaczepił, bo tym razem nikt już nam nie uwierzy w bajeczkę o przesłuchaniu w innej części zamku.

***

Nie wiem jakim cudem, czy to Bogowie nam dopomogli, czy jakiś inny czort, ale udało się! Wydostaliśmy się z tego przeklętego piekła! Mój plan wypalił idealnie. Kilka razy natknęliśmy się na wartowników, jednak udało mi się ich zręcznie wymanewrować w pole. Nie wierzę w to po prostu...
Dokonałem niemożliwego.
Wydostałem kogoś c więzienia Ciernia.
Ponoć jakiejś kobiecie kiedyś udało się zbiec, jednakże nikt nie wie, jak było naprawdę. Powiadają, że to sam Cierniowy Król pozwolił jej uciec. Ja osobiście nie wierzę ani w jedną, ani w drugą wersję. To wiezienie to forteca. Więzień nie ma najmniejszych szans na samodzielne wydostanie się tego przeklętego miejsca.
Jak tylko znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości od zamku, z dala od murów, mój towarzysz padł na wysuszoną ziemię, nie dowierzając, prawie tak samo mocno jak ja. Widok świata zewnętrznego, światło, które pewnie raziło go w oczy, wypalało słabą, zwiotczałą i białą skórę, był dla niego niczym wybawienie. Końcem wiecznego koszmaru.
-- Jesteś wolny. Teraz weź konia i jedź w swoją stronę. Życzę ci powodzenia, przyjacielu.


< Varus? >

Od Amarisy CD Eshia





Spacerowałam w ogrodach akademii, czekając na Mercurego. Miał tu się zjawić już piętnaście minut temu, ale jak to on, zawsze musi się spóźnić. W sumie powinnam się do tego przyzwyczaić.. Jednak ta sprawa jest ważna i nie wyobrażam sobie, by on uznał to jako zabawne, powinien być tu punktualnie. Uklęknęłam przy białych różach i wpatrywałam się w nie. Ich cudowna, jak dla mnie, woń działała na mnie tak przyjemnie.. Usłyszałam jak za mną chodzi Omena, czarna wilczyca ułożyła się obok i spojrzała na mnie. Tknęłam jej łba i zaczęłam ją gładzić, wiem, że może nie zawsze okazuje, że jej dobrze, ale ja doskonale to wiem, że kocha gdy ją pieszczę.
-Witaj Amarisa!-głos Mercurego sprawił, iż niemal od razu podniosłam się i spojrzałam na niego z uśmiechem. Nie zmienił się od ostatniego naszego spotkania prawie wcale. Jego granatowe włosy były teraz trochę dłuższe, a oczy tak samo piękne jak kilka lat temu.
October by LoranDeSore.deviantart.com on @deviantART
-Mercury!-zawołałam wieszając mu się na szyi, objął mnie w talii i uśmiechnął się do mnie równocześnie lustrując mnie wzrokiem.
-No no, Amari jesteś coraz to piękniejsza-jego komplement sprawił, iż na moich policzkach wstąpiły lekkie różane rumieńce.
-Dziękuję, ty też trzymasz formę widzę i nie brak ci swojego uroku-powiedziałam uśmiechając się. Chłopak posłał mi szeroki uśmiech i puścił mnie.
-Nie obijałem się.-rzekł.-Co robiłaś przez te..hmm cztery lata? I jaką masz do mnie sprawę?-zapytał. Pociągnęłam go za rękę i ruszyliśmy dalej ścieżką po ogrodzie.
-W sumie to walczyłam o przetrwanie.. Mój cały ród został zmasakrowany przez Ciernia.. Tylko ja zostałam, jestem dosłownie sama..znaczy..byłam. Zostałam Smoczą Jeźdźczynią i całkiem nieźle sobie radzę, Saphira jest przecudowna.-mówiłam, a Mercury słuchał mnie uważnie.-Przybyłam tu na Eter, nie po to by stać się jeźdźczynią, nawet tego nie przewidziałam, ale cóż. Przybyłam tu do ciebie, abyś pomógł mi w treningu, mówiłeś kiedyś że mogę na ciebie liczyć..-powiedziałam. Niebieskooki zatrzymał się i chwycił mnie za dłoń patrząc w moje ogniste oczy.
-Amarisa, oczywiście, że ci pomogę. Nadal nie mogę uwierzyć, że zginęli.. Cierń nie ma dla nikogo litości.. Ostatnia ogniokrwista.. -odpowiedział. Ucieszyłam się, że się zgodził i objęłam go przyjaźnie.
-Tylko, proszę cię o dyskrecję.i nikt nie może się o tym dowiedzieć..-powiedziałam. Minęliśmy kolejną alejkę ogrodów, nie zważyłam na to, iż wpadliśmy na Eshię, jednak na szczęście nie słyszała naszej rozmowy, a my już wszystko uzgodniliśmy.
Patrzyła jednak na nas jakoś inaczej, jakby coś tam słyszała. W sumie, jeśli słyszała "nikt nie może się o tym dowiedzieć" to na pewno brzmiało podejrzanie. Eshia sama nie wie, iż jestem ognioskrwistą, nigdy też nie patrzyła mi w oczy, ponieważ ja sama na to nie pozwalałam, jednak wiem, iż będę musiała jej w końcu ujawnić prawdę.
-Cześć Eshia, nie sądziłam, że cię tu spotkam. Jak tam twój smok?-zapytałam z uśmiechem. Usłyszałam krząknięcie Mercurego.
-Ah no tak.. Eshia to jest mój przyjaciel Mercury, Mercury to moja przyjaciółka Eshia-przedstawiłam ich sobie.
<Eshia? Mercury?>

Konkurs!(Prace)



Ps.Ten post będzie widoczny jako pierwszy do 28 Października.
Witajcie Moi Mili!
Zakończył się czas na wysyłanie opek i rysunków.
Wiem doskonale, że wszyscy byli chętni, lecz nie wszyscy mieli czas, trudno następnym razem Wam się uda ;)

Praca Moonlight
<KLIK>

Praca Lollypolyon
<KILK>

Głosowanie trwa do 28 Października!

28 października 2017

Od Ariany CD Antonio




Nie wiedziałam, co się ze mną działo. Ale pewne jest to , że nie jest to coś dobrego. Nie tak jak myślę? Sama nie wiem co ja myślę i co ja mam teraz w głowie! Antonio sprawia, że myślę niejasno.. Wszystko co robię jest niepoprawne bo on mnie dekoncentruje.. Każdy jego dotyk działa na mnie jak bicz na byka.. Kiedy znajduję się teraz w jego ramionach..to mnie jakoś uspokaja, a równocześnie moje tętno przyspiesza.. 
Nagle zdałam sobie z czegoś sprawę.. 
-Ja się zakochałam..-wyszeptałam. Poczułam jak Antonio jakby nieruchomieje. Potem odsuwa mnie lekko i patrzy w moje oczy z niedowierzaniem. Sama nie mogę w to uwierzyć, ale wszystko na to wskazuje.. Ale.. ja nie nadaję się na miłość. Nie nadaję się na partnerkę, na dziewczynę . Jestem bezwzględną zabójczynią, która szkoli się na najlepszą. Nie ma czasu na miłość i głupie miłosne historie.. Może i się boję nieznanego mi uczucia, ale nie mogę pozwolić sobie na coś takiego.. Jak? Ja Ariana Eridor mogłabym zasłużyć na miłość..jak mogłabym ją poczuć?!
Wyrwałam się Antoniowi i popatrzyłam na niego.
-To nie może być.. to nie jest..ah.. miłość i ja nie łączy się w parze..-wydusiłam z siebie, jednak nadal nie mogłam dojść do siebie.
<Antonio?>

Luna





Luna jest kobietą o dość specyfcznym wyglądzie. Posiada jasną cerę, na jej twarzyczce często pojawiają się rumieńce, których za nic nie może ukryć. Karmazynowe usta, które zawsze kuszą. Zgrabny nosek. Posiada różnobarwne tęczówki oka, prawe oczko jest kolorowe, za to lewe jest prawie, że białe. Jej jasno brązowe włosy sięgające jej poniżej pasa często cieszą się wolnością, ponieważ Lu niechętnie je związuje. Ma dość wysportowaną sylwetkę, jest bardzo drobna. Trzeba przyznać iż jest całkiem uroczą dziewczyną, lecz strzeż się..może to tylko pozory ;).
Imię: Luna Inara Rayos
Przezwisko: Lu
Wiek: 23 lata
Płeć: Kobieta
Stanowisko: ???
Specjalizacje: Luna specjalizuje się w parunastu dziedzinach, a wyróżnić na pewno można:
* Jazda Konna-Tak, Lu jeździ w siodle odkąd skończyła cztery lata. Matka przekazała jej tę pasje. Zawsze była związana z końmi, bardzo je kocha. Niegdyś była jedną z najlepszych w zawodach konnych.
* Walka szklistymi płytami- Lu walczy na swój własny sposób, wykonuje sama swoją broń i jest z tego dumna. Można śmiało powiedzieć, iż tylko ona jest w posiadaniu takich cud. Przeważnie tylko nimi posługuje się podczas walki, jednakoż nie tylko. Wyuczyła się własnego stylu walki.
* Gimnastyka- O tak, to jest podpunkt, który musiał się tu znaleźć. Otóż Luna jest wspaniałą gimnastyczką, jest bardzo zwinna i gibka. Potrafi ze swoim ciałem zrobić niemal wszystko.
* Gotowanie- Niby nic, a jednak.. Każdy kto spróbuje specjałów przyrządzonych przez Lu nie myśli o niczym innym niż o jej smakołykach. Luna ma wrodzony talent do gotowania, bowiem jej babcia Hirien prowadziła niegdyś własną restauracje-sama gotowała. Jej przepisy są przekazywane z pokolenia na pokolenie.. A że matka Luny z nich nie skorzystała, Lu chętnie wzięła to w swe ręce.
Rodzice:
*Matka Kelaya Kay Rayos- Luna bardzo sobie ceniła matkę, była dla niej wzorem do naśladowania, jak to na rodzica przystało. Lu najlepiej dogadywała się właśnie z matką, niż z ojcem, którego w oóle nie miała. Ich wspólna pasja jeszcze bardziej je połączyła, jazda konna i same konie zawsze były dla nich czymś wyjątkowym. Kiedy Kelaya została zamordowana, Luna nic o tym nie wiedziała..Dopiero po paru latach dowiedziała się o jej śmierci i jej okolicznościach.. Nie mogła uwierzyć w słowa siostry.. To jakby jej świat się zawalił.. Najbliższa jej sercu osoba zniknęła z jej życia, zostawiając pustkę.. Lu zaczęła ograniczać przez to jazdę konną, która nie sprawiała jej już tyle przyjemności co kiedyś.
*Ojciec Luke -Nie zna go osobiście. Matka jednak dużo o nim opowiadała.
Rodzeństwo:
*Joyce Rayos-siostra. Luna zawsze była z nią blisko, miały bardzo dobre jak nie doskonałe stosunki..Owszem zdarzały się spory, ale żadna z nich nie umiała długo gniewać się na tę drugą. Kiedy Joyce znalazła wybranka i usamodzielniła się opuściła dom i rodzinę, by założyć swoją własną. Ostatnio widziały się rok temu, kiedy to Luna została poproszona o bycie matką chrzestną malutkiej Jeny, swojej siostrzenicy.
*Sinon Rayos-siostra. Sinon zawsze była zamknięta w sobie, i wolała swoje towarzystwo, może dlatego z Luną nie miały prawie żadnych relacji po za jako tako przyjaźnią.
Mimo tego, jaka była Sinon, Luna kochała ją bardzo mocno. Niestety zginęła wraz z matką.
*Shen Rayos-6-letni braciszek. Luna była zawsze za niego odpowiedzialna, nie dlatego, że rodzice kazali jej go pilnować, tylko dlatego, iż on zawsze był oczkiem w głowie Lu. Bardzo się kochają, a Shen puki co świata po za Luną nie widzi. Zamordowano go na oczach Luny.
Partner: Luna kiedyś była niebywale zakochana w mężczyźnie o imieniu Arun, jednak ten ją podle skrzywdził i jej serce złamało się na pół.. Czy ktoś kiedyś poskleja jej serce, to się okaże. Jednak puki co Luna omija związki i głębsze relacje z facetami.
Potomkowie: brak
Smok: ??
Pupil: Zephir
Charakter: Luna mimo tego, że jej ciało zawsze jest lodowate to ona sama jest bardzo ciepłą osóbką. Lubi towarzystwo innych i jest przyjacielska. Szybko znajduje z innymi ludźmi wspólny język. Do obcych podchodzi z dystansem, szybko ci nie zaufa. Nie lubi rozmawiać o swojej przeszłości, a zwłaszcza o tym jak zginęła jej rodzina. Aktualnie jest w małej rozsypce, ponieważ nie umie poradzić sobie z bólem.. Niemalże pół roku temu na jej oczach zamordowano jej braciszka. Jest opiekuńcza i nie ma problemu z dzieciakami. Nie brak jej odwagi i pewności siebie, chodź czasem jest ona jak tchórz. Czuje się niepewnie gdy ktoś stara się o jej względy i nie jest zbyt ufna jeśli chodzi o mężczyzn. Nie cierpi gdy ktoś ją ocenia, sama wie ile jest warta i tylko to ma na uwadze.
Historia: Dzieciństwo Luny to był magiczny czas, coś wyjątkowego, co Lu będzie miło wspominać.
W wieku 19 lat wyprowadziła się do narzeczonego, chciała zacząć nowe życie i zapomnieć o przykrych rzeczach.. Uciec od niebezpieczeństwa. To u niego nauczyła się walczyć oraz wykonywać różne rodzaje broni, tam dowiedziała się ,że ma talent do walki szklistymi płytami. W wieku 20 lat przeżyła swoją rosterkę miłosną.. Podle skrzywdzona przez ukochanego udała się do północnego miasteczka Oterrvod gdzie została przez następne dwa lata. W tym czasie właśnie została właścicielką Zephira, pięknego konia, którego pokochała tak bardzo jak niegdyś konia swej matki.
Przez sytuację w kraju postanowiła udać się na Wyspy Eter by tam zdobyć nowe doświadczenie, zostając Złotą Strażniczką, bądź Smoczym Jeźdźcem.
Właściciel: Jawa558
Głos: Aanysa https://www.youtube.com/watch?v=im5X7YJKuQc
Zbroja: -
Miecz/Łuk: -
Przedmioty: -
Punkty: 0
Monety: 0
Punkty Umiejętności:
WYTRZYMAŁOŚĆ:15 /SIŁA:15 /SZYBKOŚĆ:25 /ZWINNOŚĆ:45 /PANCERZ:0

PUPIL
Imię: Zephir
Wiek: 7 lat
Płeć: Ogier
Rasa: Koń
Żywioł: brak
Moce: brak
Charakter: Ogier jest bardzo porwisty i trudny. Miewa swoje humorki, które znieść może jedynie Lu. Kiedy Luna jest w niebezpieczeństwie, Zephir jest bardzo niespokojny i zwykle nie daje się nikomu tknąć. Najważniejsza dla niego jest pani, od której się zbytnio nie oddala, a nawet nie ma mowy o jej opuszczeniu czy ucieczce. Kiedy Lu lubi jakąś osobę ogier też, kiedy Lu nie darzy kogoś pozytywnym uczuciem on również.
*ma wielką słabość do kostek cukru
Właściciel: Luna Inara Rayos

od Antonia CD Ariana




To co powiedziała najpierw mnie zaskoczyło, lecz po chwili, widząc ją zrozpaczoną, położyłem dłonie na jej ramionach.
- hej, spokojnie. Nie wiem skąd pomysł, że mógł bym się tobą bawić, ale zapewniam, że to nie tak jak myślisz - powiedziałem ze spokojem, lecz ona odwróciła załzawioną twarz ode mnie. No tak. Widać, że ktoś już ją kiedyś skrzywdził..
- ta, jasne - burknęła - wszyscy tak mówią.
Kiedy to powiedziała, delikatnie objąłem dłońmi jej twarz, po czym kciukami otarłem ściekające po Ariany policzkach łzy.
- Mówię serio. Na prawdę - uśmiechnąłem się przyjaźnie - spokojnie, nie płacz już. Chyba nie chcesz by ktoś cię tak zauważył? - próbowałem jakoś zażartować lecz mało to dało. Po chwili przytuliłem ją do siebie - no już, nie płacz kochana - powiedziałem dłonią głaszcząc ją po głowie. Czułem jak powoli się uspokaja. Nie ważne było dla mnie czy za raz odepchnie mnie, wkurzy się i będzie chciała mi przywalić, czy wybaczy. Najważniejsze by przestała płakać i nie była już smutna.

<Ariana?>

Od Sorayi Cd Black Arrow / Oktay




Wygląda na to, że Black Arrow rozpoznała pióro, które zostawił mi Simon. Jej mina była... interesująca. Gdy Oktay opuścił mój pokój dziewczyna podeszła do mnie powoli. Z początku nie wiedziałam o czym miałabym z nią rozmawiać, ale przecież jest parę, jakże istotnych tematów. Jednym z nich jest oczywiście Simon.
Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu, które ani ja ani ona nie miałyśmy odwagi przerywać. Wiem, że Simon i Arrow mają wspólną przeszłość. On prawie ją zabił, z powodów których niestety nie poznałam. Może kiedyś się dowiem. Jak już pomogę mu pozbyć się trucizny z jego ciała.
Takiego ciepłego, wysportowanego, seksownego i poranionego ciała anioła.
-- Domyślam się, że wiesz do kogo ono należy. Tak, Simon mi je dał. Wiem, że ty i on kiedyś byliście w bardzo bliskich stosunkach. Nie chcę wiedzieć szczegółów, ale powiedz mi, dlaczego on to wtedy zrobił? To męczy go, głęboko w środku. Nie potrafi sobie wybaczyć.
Czekałam, aż Arrow mi odpowie, jednak ta myślała długo nad tym, co sama jej powiedziałam. Wyczułam, że zaczyna się lekko denerwować oraz bać. Simon wzbudza w niej autentyczny strach, co mnie jeszcze bardziej zaciekawiło. Jeśli kiedyś jeszcze się zobaczę z moim mrocznym aniołem, to zapytam go o to samo. Musiałam usiąść wreszcie, gdy moje plecy ponownie zaczęły protestować. Leki działają świetnie, dzisiaj wieczorem zacznę ponownie medytować. Zacznę wracać do treningów, a nawet poszukam moje stare skrzypce. Palce jeszcze nie zapomniały jak się trzyma gryf i smyczek. Gdy tam sobie układałam plan działania w głowie, wciąż czekałam na to, co powie mi Black Arrow.


< Arrow? > 

Od Luny CD Akira





Obudziłam się wcześnie rano, szybko wstałam i jak zawsze rozejrzałam się przez okno. Miasteczko Eter tętniło nareszcie życiem, zostało obudowane i znowu cieszy się życiem.
Ja nadal nie wiedziałam co ze mną.. Mam zostać Smoczą Jeźdźczynią, czy może Złotą Straniczką?
Smoki to wspaniałe stworzenia, same przygody by mnie z takim czekały, za to jako Złota Strażniczka mogłabym w końcu zając się magią, i opanować ją. Jestem najwyraźniej rozbita.
Zostawiłam to i podreptałam do łazienki by się umyć, ogarnąć i ubrać.
Moje długie brąz włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone.
---
Zbiegłam po schodach na parter akademii, moim oczom ukazała się informacja zawieszona na ścianie. Podeszłam do niej i zaczęłam czytać.
"Z okazji zakończenia bitwy, usprawnienia miasta oraz z powodu powrotu Księżniczki Dragoso.
25.11 odbędzie się bal!
Wszyscy są mile widziani, bez wyjątku.
Prosimy o odpowiedni do tej okazji ubiór, oraz(dla chętnych) maski."
Bal..nigdy nie byłam na takowym. Ciekawie się zapowiada.. jednak czy to nie jest bezsensu? A co jeśli w trakcie balu ktoś zaatakuje wyspę? Chodź z tego co mi wiadomo, Lilith objęła ją dwoma barierami.
Westchnęłam cicho i pobiegłam do wyjścia, następnie udałam się do stajni.
-Zephir! Lecimy na przejażdżkę? -zawołałam do konia. Odpowiedział mi rżeniem i otarł się pyskiem o moją dłoń. Dosiadłam go i wyjechałam z budynku.
Galopowaliśmy po piasku, ale postanowiłam skręcić w lewo na wielką trawiastą polankę.
Tam właśnie się zatrzymaliśmy. Kiedy zeszłam z konia, zauważyłam w oddali wielkie drzewo..a pod nim czarną postać.. No cóż..ciekawość mnie zeżarła, a w dodatku nie miałam tu nikogo z kim mogłabym pogadać. Ruszyłam wobec tego w kierunku drzewa.
<Akira?>

Od Ariany CD Antonio




Antonio był coraz bliżej, a ja? A ja nic..nic nie robiłam, pozwoliłam mu się z jakiejś nieznanej mi przyczyny przybliżyć do mnie. Serce waliło mi jakby miało zaraz wyskoczyć na wierzch.. Kiedy mocniej zawiał wiatr, poczułam.. poczułam jak nasze usta się złączyły. Pocałunek sprawił, iż nogi zagięły się pode mną.. Mimo wszystko poniosło mnie.. odwdzięczyłam mu się tym samym i dołączyłam się do tego cyrku..  Co ja wyprawiam? Dlaczego moje dłonie drżą jak oszalałe? To tylko Antonio! Tak sobie tłumaczę, ale jakoś to do mnie nie dochodzi..jak tylko..? Zamknęłam oczy i zarzuciłam ręce na jego szyję pogłębiając pocałunek. Wiedziałam, że był zaskoczony moim ruchem, ale wiedziałam również iż był z tego bardzo zadowolony. Mruknęłam cicho gdy dobrał się do mojej szyi.. Jego ręce wylądowały na mojej talii ponownie przyciągając mnie do siebie.. Moją myśl zaprzątnął Vincent.. Co jeśli to również jest złe? To co robię w tej chwili z Antoniem? Jeśli on również ma w głowie głupie żarty i swój własny zasrany interes?!
-Stop!-zawołałam, w moich oczach krążyły łzy. Byłam na schyłku wybuchu.. Antonio zaprzestał i spojrzał mi w oczy pytająco.
-Ja..ja nie wiem co ty ze mną robisz.. Ale przestań się ze mną bawić! Nie chcę tego.. Ja..sama nie wiem-powiedziałam, a po moich policzkach spłynęły łzy. 
<Antonio?>

Od Oktaya Cd Black Arrow / Soraya




Wyjaśniłem swojej siostrze całą sytuację, no tak z grubsza. Nie chciałem jej zamartwiać moimi problemami. Jej zdrowie jest dla mnie najważniejsze, a także Arrow i nasza mała fasola w jej brzuchu. Gdy białowłosa pojawiła się w pokoju Sor podszedłem do niej, uśmiechnąłem, ale ta nie oddała gestu. Patrzyła, niemal z przerażeniem wymalowanym na twarzy, na jakiś punkt za mną. Spytała o jakieś pióro... Nie zrozumiałem o co chodzi w pierwszej chwili. Odwróciłem się znowu do Sor i dopiero wtedy zauważyłem, że trzyma ona w ręku dość spore pióro, mieniące się raz na czarno, potem na biało. Jakby kolory walczyły między sobą o dominację. Walka dobra ze złem... Spojrzałem zaintrygowany w oczy należące do Sor. Od razu wyczułem, że zaczęła się lekko denerwować.
Coś zaczęło mi tu nie grać. Zmarszczyłem brwi i jeszcze bardziej skupiłem wzrok na młodej.
-- No odpowiedz, skąd to masz?
-- Dostałam -- odpowiedziała krótko czarnowłosa diablica. -- Od przyjaciela. Zresztą, nie interesuj się Oktay. To nie twoja sprawa... -- Soraya splotła ramiona na biuście i popatrzyła na mnie wilkiem. Teraz raczej nic z niej nie wyciągnę, ale to nie znaczy, że później nie będę próbować.
-- Nie moja sprawa... No jak tam chcesz. Potem do ciebie wpadnę i wrócimy do tej rozmowy. A teraz, moje drogie panie, przepraszam najmocniej, ale idę się udać na moją pierwszą tego dnia drzemkę. Dobranoc. -- Pożegnałem się z nimi i wyszedłem na korytarz. Tam pokierowałem się do mojego pokoju, który od wczoraj dzielę już z Arrow. Czeka nasz bardzo, ale to bardzo ciekawy czas...



< Soraya? Arrow? > 

od Antonia CD Ariana




Poczułem jak odepchnęła mnie od siebie. Cóż zrobić. Dobrze wiem, że za mną nie przepada. Mimo to zawsze w jakiś sposób na siebie trafiamy. Zawsze znajdzie się jakieś zrządzenie losu, które sprawi, że nasze drogi po raz kolejny się ze sobą przeplatają. Widziałem jak dziewczyna się cofa więc ruszyłem w jej stronę. Jej oczy mówiły "nie zbliżaj się", ale nie interesuje mnie to. Nie chciałem nic mówić. Ari zatrzymała się opierając plecami o drzewo. Kiedy byłem blisko niej, wypuściłem miecz na trawnik. Gdy byłem już bardzo blisko niej, oparłem jedną rękę o drzewo a drugą pogładziłem jej policzek. W tym momencie, twarda zwykle Ariana zaczerwieniła się, co muszę przyznać wyglądało uroczo. Patrzyłem chwilę z lekkim uśmiechem w jej brązowe oczy. Ledwie poruszający liśćmi wiatr nagle powiał mocniej, gdy nasze usta się złączyły. Czy ja wiem co robię? Możliwe. Nie mogłem się przecież powstrzymać. Od samego początku, gdy się spotkaliśmy, coś do niej poczułem. Kiedy razem walczyliśmy już wiedziałem co. Wiem też, jak ona za mną nie przepada. Drugiej szansy pewnie już nie dostanę, więc musiałem chociaż spróbować.

<Ariana?>

Od Black Arrow CD Oktay/Soraya





Cieszyłam się, że nie wybuchło jako takie zamieszanie gdy wraz z Oktayem ogłosiliśmy, że spodziewamy się dziecka. Jednak sprawa z Simonem, nadal nie dawała mi spokoju.. Co jeśli ponownie się tutaj pojawi? Co on zrobi, jak dowie się o ciąży? Do czego on jest w stanie się posunąć..to już jest mi dobrze znane.. W furii jest w stanie zabić każdego kto mu wejdzie w drogę..
--
Oktay postanowił powiedzieć o nas, oraz ostrzec przed Simonem.. Lepiej by Soraya nie miała kontaktu z czarnowłosym, jeszcze jej krzywdę zrobi, albo wykorzysta.
Po tym jak się ogarnęłam poszłam w kierunku pokoju siostry Oktaya, tam gdzie on sam poszedł chwilę temu. Zapukałam i weszłam gdy usłyszałam pozwolenie.
Zobaczyłam na wejściu stojącego Oktaya, który po chwili podszedł do mnie.
-Jak się czujesz Soraya?-zapytałam. Wzrokiem prześledziłam cały pokój, nigdy bowiem nie byłam tutaj. Podobał mi się. Jednak gdy zobaczyłam czarne pióro mieniące się bielą..znieruchomiałam..nie wiedziałam co zrobić.
-S..skąd masz to pióro?-zapytałam cicho, ale dziewczyna usłyszała.
<Soraya? Oktay? Ktoś?>

Od Drake'a Cd Zula




Zachowanie Zuzu mnie lekko zdziwiło. Rozumiem, że sytuacja mogła ją nieco przerosnąć, ale od czego ma mnie? Pomógłbym jej, jednak ona mnie odtrąciła. Nie chciała tym razem mojej pomocy. Skoro tak, niech będzie. Dam jej upragniony spokój. Westchnąłem zrezygnowany pod nosem i ruszyłem do swojego pokoju.
Gdy już się w nim znalazłem, uwaliłem się na łóżku i zacząłem podziwiać swój, jakże nudnie biały sufit. Poleżałem tak przez jakąś chwilę i stwierdziłem, że nie wysiedzę w tych klaustrofobicznych czterech ścianach. Postanowiłem udać się w jakieś odosobnione miejsce, gdzie w spokoju mógłbym zająć się czymś innym. Zająć ręce, które wciąż były niespokojne. Ubrałem na siebie z powrotem moją kurtkę i wyszedłem przez okno. Przywołałem w myślach Ildirim. Smok od razu stawił się na moje wezwanie. Jest już taki wielki, wydoroślał.., no... Tylko z wyglądu, ponieważ w duchu wciąż czuje się jakby był małym smoczkiem. Jeśli chodzi o mnie, to ze mną jest podobnie. W środku nadal czuje się nastolatkiem, któremu wszystko uchodzi na sucho. Jednak rzeczywistość jest inna. Każdy wybór ma swoje konsekwencje. Nie przemyślałem ich do końca i stało się to, co się stało. Straciłem Sorayę. Kto wie? Może dzisiaj bylibyśmy już po ślubie..? Ale teraz mam Zulę. Kocham ją, nawet bardzo i nie pozwolę jej odejść. Nie dopuszczę do tego, by z nią stało się to samo, co z Sor.
Sprawa z Dreyar nadal ciąży mi na sercu. Wtedy w szpitalu, gdy była pogrążona we śnie i gdy ją pocałowałem, poczułem to charakterystyczne przeszycie prądu. Jej wyjątkowość przyciąga każdego, nawet mnie. Muszę naprawić to, co zniszczyłem. Sprawię, że nikt jej, tak jak ja to zrobiłem, nie zrani. To ja zdecyduję, kto będzie jej godzien.
A już z góry powiem, że taki Orion to nigdy jej nie zdobędzie. Już moja w tym głowa. Żadna szumowina czy inny frajer nawet się do niej nie zbliżą.
~ Ildirim, wybierzemy się na plażę? ~ spytałem w myślach mojego smoka.
~ No jasne! Krysztalica też tam właśnie jest. ~ Smoczysko aż zawarczało z radości. Nosz kurde... Trafił mi się niezwykle rozrywkowy jaszczur.
Jak tylko znalazłem się na grzbiecie mojego smoczego towarzysza, ten wzbił się w powietrze. Poszybował aż do samych, nielicznych chmur. Naładował je odpowiednio, by pod wieczór mogła rozszaleć się nad wyspą mała burza. Niektórzy z niej bardzo się ucieszą. Myślami za to wciąż wracałem do Zuzu, która zamknęła się u siebie i nawet mi nie pozwoliła sobie towarzyszyć. Mówi się trudno, nie będę się prosić. Niech pobędzie sobie w samotności, jak tak bardzo tego chce. Ja wiem jednak, że w takich chwilach nie powinno się być samemu. To potrafi zaowocować w przykre skutki.
Wylądowaliśmy na złotym piasku, który lekko mienił się w południowym słońcu. Słonawa woń oceanu jeszcze bardziej zaczęła drażnić moje nozdrza. Kiedyś, jako mały dzieciach byłem na to uodporniony. Razem z ojcem odwiedzałem Smocze Wyspy co chwilę. Potem wszystko się zmieniło. Po tragedii Dreyarów i po straceniu ojca Sor nie miałem już tu czego szukać. Przeszedłem już dobry kawałek, kierując się w dobrze znanym mi kierunku. Moje nogi same mnie tam niosły. Do miejsca, które, z tego co się dowiedziałem, prawie nikt nie odwiedzał.
Konwaliowa Łąka, tak nazywali kiedyś to miejsce. Po środku mrocznego lasu, w którym roiło się od groźnych zwierząt jest miejsce, do którego właśnie zmierzam. Z czasem Konwaliowa Łąka stała się prywatnym cmentarzem rodziny Dreyarów. Trzy groby, które tam stoją, przypominają o tym co się stało. Przypominają o wielkim bólu, z którym ta rodzina nadal nie może się rozstać. Tak samo jak ja z moim bólem po stracie mojej siostry Melody.
Odbiję cię siostrzyczko. Już niedługo. Przysięgam.
Wkroczyłem na łąkę, usianą wzdłuż i wszerz przepięknymi, bielszymi od śniegu konwaliami. Na jej skraju, w cieniu nieopodal rosnących  drzew, stała jakaś postać. Gdy podszedłem bliżej rozpoznałem, że jest to Matayas. Stał nad grobami swoich zmarłych rodziców i najmłodszego brata. Wyczuł moją obecność z daleka, ponieważ odwrócił się w moją stronę. Jego czarne spojrzenie było smutne, kryło w sobie mnóstwo cierpienia, złości, ale też tęsknoty. Po części go rozumiem. Ja także tęsknię za moją siostrą, za Sorayą, ale mój ból nie dorównuje jego. Państwo Dreyar i Katsuya nie żyją. Żadna magia nie jest w stanie sprawić, by wrócili zza światów.
-- Czego tu szukasz Drake? -- spytał beznamiętnie Matayas. Oderwał ode mnie swoje spojrzenie i ponownie skierował je na nagrobki swoich bliskich.
-- W zasadzie to niczego. Szukałem spokojnego miejsca i tak jakoś tu trafiłem. Nie masz nic przeciwko?
-- Nie, zostań jak chcesz.
Miedzy nami zapadła dość długa cisza. Szum wiatru  rozwiewał mi włosy, szamotał rozpiętą kurtką. Zerknąłem na Mata kątem oka i dostrzegłem pojedynczą, przeźroczystą łzę na jego policzku pokrytym kilkudniowym zarostem. Widziałem go płaczącego jeden, jedyny raz. Ten widok zapamiętam do końca swojego życia.
-- Matayas, pomóż mi. Pomóż mi sprawić, by Sor znowu mi zaufała. -- Moje słowa sprawiły, iż na jego smutnej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Facet spojrzał na mnie w taki sposób, jakbym prosił go co coś niemożliwego do zrobienia.
-- Axall... Nie znasz Sorayi? Ona nigdy ci nie wybaczy. Nie po takim czasie. Choćbyś błagał na kolanach i to klęcząc w płomieniach, ona i tak by ci nie darowała. To, co stało się dwa lata temu zmieniło ją do reszty. Nawet nam nie powiedziała, co takiego zrobił jej Cierń, gdy ją przetrzymywał, ale jedno ci powiem. Ona była jedną nogą na tamtym świecie. Tobirayi ledwo udało się ją odratować.
-- Chcę naprawić swoje błędy. Wyprostować wszystko, wyjaśnić... Wiem, że to będzie trudne, ale chcę spróbować. Nie poddam się. Nigdy się nie poddam. Soraya jest..., była dla mnie moją bratnią duszą. -- Patrzyłem zdeterminowany na Dreyara, który przyglądał mi się przez pewien czas. Potem westchnął ciężko i ponownie skierował spojrzenie na krzyże wystające z ziemi porośniętej białymi kwiatami - symbolem rodu Dreyar.
-- Zgoda, pomogę ci.


< Ktoś? Tatusiek Drake'a za niedługo wkroczy do akcji :D ! > 

Od Ariany Antonio





Antonio całkiem nieźle radził sobie z mieczem, z resztą już w czasie wojny się o  tym wielokrotnie przekonałam. Czułam, że daje mi fory, z czego nie byłam zadowolona, ale co zrobić.. i tak nie pójdzie na całość. Z Alexandrem nie mam forów i to mnie uczy lepszej kontroli i skupienia. Po chwili mój miecz wylądował na ziemi, na którą i ja prawie wylądowałam. Właśnie..prawie.. Antonio złapał mnie i przyciągnął do siebie. Nasze spojrzenia się połączyły.. nie mogłam wyjść z jako takiego szoku..cały czas wpatrywałam się w jego zielone oczy. Jednak ogarnęłam się w miarę i stanęłam o własnych siłach.. Odtrąciłam lekko chłopaka, jego dotyk źle na mnie działa.. Jego cała osoba wkurza mnie niesamowicie!
-Tak, uczę się.-wysyczałam.. Antonio zdał się trochę zdziwiony, ale po chwili się uśmiechnął i podszedł do mnie, na co ja się cofnęłam..jednak moją ucieczkę uniemożliwiło drzewo na które wpadłam i zatrzymałam się. Opierając się o nie plecami nadal widziałam jak Antonio do mnie podchodzi, zbliżył się niesamowicie blisko, swoją prawą ręką oparł się o drzewo, a drugą dotknął mojego policzka. Drgnęłam pod wpływem jego dotyku..czułam że na mojej twarzy rodzi się niezły burak.. Ale dlaczego?! To tylko Antonio! Nie znoszę go!
<Antonio?>

od Antonia CD Ariana




Uśmiechnąłem się lekko widząc jej zakłopotany wyraz twarzy.
- coś jest nie tak? - zapytałem od razu przybierając postawę bojową. Ari pokręciła głową przrcząco i również przygotowała się do walki. Niemal równocześnie rzuciliśmy się na siebie. Miecze starły się z brzękiem. Zauważyłem, że dziewczyna tak jak radzi sobie z postawą w bezruchu, tak łatwo traci ja w trakcie walki. Widać było, że miała dobrego nauczyciela, ale miała jeszcze dużo do wyćwiczenia przed sobą. Ze względu na to dawałem jej troche forów. Chociaż dawała radę przez jakiś czas w tej walce (udawało jej się też radę prawie mnie trafić kilka razy) lecz w końcu wytrąciłem jej miecz z rąk, a sama Ariana prawie poleciała na ziemię, lecz szybko złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie.
- całkiem nie źle ci idzie, ale przyznaj, dopiero się uczysz, prawda? - zapytałem, z dumą wpatrując się w głębię jej ciemnobrązowych oczu. Chyba była zaskoczona tym małym obrotem sytuacji.

<Ariana?>

Od Simon'a




Szybowałem po niebie, ciesząc się każdą chwilą spędzoną w powietrzu. Jednak po parunastu minutach musiałem wylądować, ponieważ wschód słońca rozjaśniał moją sylwetkę. Nie chciałbym aby ktokolwiek mnie zobaczył, także wylądowałem na plaży.
Stałem tak dłuższą chwilę wpatrując się w wschód słońca, jednak ten nie był tak piękny jak zachód słońca, czy wschód księżyca. Westchnąłem cicho, sam nie wiedziałem co mam teraz ze sobą zrobić..
Jakby pustka. Nadal nie mogłem uwierzyć w to co działo się tej nocy..
Soraya.. Ona wypełniała teraz każdą jedną moją myśl, to aż niemożliwe.
Normalnie odleciałbym w celu wypełnienia następnej misji..lecz trzyma mnie na tej wyspie teraz dużo rzeczy.. Risar jest zbyt młody by tak podróżować i wolałbym wytrenować go jak trzeba niż błądzić z nim po świecie. Nauka, a bardziej douczanie się o smokach.. Opracowywanie dalszych lekarstw oraz badania mojej krwi.. Muszę wymyć z siebie tę truciznę co we mnie tkwi..
To wszystko mnie tu trzyma..a od dzisiejszej nocy..trzyma mnie tu ciemnowłosa.
Pomruk Risara wybudził mnie z zamyślenia. Zrobiło już się dosyć jasno, od razu ukryłem swoje skrzydła. Schyliłem się i pogładziłem smoka po głowie.
~Czeka cię mnóstwo pracy.. Nas czeka-poprawiłem się. Tuż po chwili usłyszałem dosyć donośny pisk, obok mnie latała Arin. Tico..wróciła do mnie i z tego co widzę wybrała mnie na towarzysza.
Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na wodę.
-Pora was wprowadzić do mojego świata-rzekłem cicho. Wziąłem Trico wraz z Risarem i ruszyliśmy pod wodę.
---
Kiedy wylądowałem przez chwilę stałem w bezruchu.
Stworzenia rozglądały się i badały Risara i Arin, chciały poznać nowych gości.
Miałem potrzebę wyładowania się jakoś.jedynym korzystnym sposobem był trening.
Schowałem skrzydła i skierowałęm się do altany z przyrządami do ćwiczeń, głównym celem dziś był worek treningowy. Zdjąłem koszulę i zacząłem ćwiczyć.
Nie miałem co martwić się o Trico i smoka, ponieważ inne stworzenia same pokażą im co i jak.
C.D.N

26 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




Pożegnania są bolesne i trudne. Tym razem nie było wyjątku. Rozstanie z Simonem było jednym z moich najgorszych w życiu. Coś we mnie krzyczało, by nie pozwolić mu odejść. Ale nie mogłam nic na to poradzić. On musiał mnie zostawić. Tak musi być i koniec.
Gdy jeden z moich braci, a był to Oktay, zapukał do drzwi Simon szybko opuścił mój dom przez okno. Podeszłam do niego, by zamknąć je i żeby nie dać poznać, że ktoś u mnie był. Lub, że sama się wymknęłam. Rzuciłam jedynie krótkie spojrzenie na dopiero co wstające słońce, westchnęłam przełykając łzy bezradności, po czym poszłam otworzyć mojemu bratu.
-- Co się dzieje Oktay? 
-- O, a ty już wstałaś? Ty? Tak wcześnie? 
-- Tak, tak wcześnie. Czego chcesz..? -- Oparłam się o witrynę, krzyżując ramiona na piersiach.
-- A ten.. co ja chciałem.. O, chcę pogadać. -- Jeszcze dobrze nie skończył mówić swoje zdanie, a złapał mnie za ramię i wciągnął z powrotem do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Nie zdziwiło mnie takie zachowanie mojego starszego brata, on ciągle tak się zachowuje. -- Słuchaj, to delikatny temat.
Usiadłam na łóżku, zaś Okeś zaczął przechadzać się to w jedną to w drugą stronę. Było widać, że nad czymś się gorączkowo zastanawia. Postanowiłam go nie popędzać. Skoro sam do mnie przyszedł, tak wcześnie rano, to musi mu chodzić o coś ważnego.
-- Chodzi o Arrow -- wypalił nagle, zatrzymując się gwałtownie na środku mojego pokoju. -- Jest w ciąży, ze mną. 
Teraz to mnie zatkało. Po Oktayu można się spodziewać dosłownie wszystkiego, ale tego, że zrobi dzieciaka jakiejś dziewczynie..? Nie wiedziałam co mam powiedzieć. zamurowało mnie w pierwszej chwili. Arrow, to ta sama kobieta, która kiedyś była z Simonem. 
-- Reszta wie? -- spytałam po chwili milczenia, gdy już przyjęłam tą że nowinę do wiadomości.
-- Tak, powiedziałem im to, gdy byłaś nieprzytomna. A tak poza tym, to jak się czujesz? Wszystko ok?
-- Tak, ze mną jest ok, ale... Oktay, dziecko? Serio zostaniesz ojcem? 
-- Nie wkręcam cię, przecież i tak byś wiedziała, jakbym kłamał. Soruś... -- Brat usiadł obok mnie. -- Boję się o Arrow. We dwie jesteście głównymi celami Ciernia, teraz ona jest w ciąży, ty chorujesz... Martwię się, poważnie się martwię. W dodatku były facet Arrow jest tu na Eter. Był w naszym domu! Omal nie zabił kiedyś Arrow... Nie cierpię tego gościa. Ostrzegam cię przed nim, siostra. Nie zbliżaj się do niego. 
Nie skomentowałam wypowiedzi brata. Na takie zakazy jest już trochę za późno. Nie tylko się do niego zbliżyłam, ja prawie się z nim przespałam. Nie mogę tego powiedzieć braciom pod żadnym pozorem. Zabili by mnie, gdyby się dowiedzieli. Simon nie jest taki, jak go malują, czy jak on sam to robi. Wiem, że jest inaczej. czuję to.
-- To.. co teraz zamierzasz? Znaczy... Arrow zostanie z nami? Bo to byłby najlepsze rozwiązanie. Tu nic jej nie grozi, a w razie kłopotów, może się schronić w archiwum. -- Wtedy do mojego pokoju ktoś jeszcze zapukał. Zaprosiłam gościa do środka. Była to Arrow.


< Arrow? Simon? Oktay? >

Od Simon'a CD Soraya




Nadszedł czas powrotu, którego tak okropnie nie chciałem.. Ten dzień z Sorayą, był po prostu jak magia.. Moje wszystkie troski i zmartwienia, czy w pewnym znaczeniu zło we mnie..wyparowało. 
Pora wybudzić się ze snu.. Tylko czy my jeszcze kiedyś zaśniemy, czy będziemy jeszcze kiedyś razem śnić? Pociągnąłem ciemnowłosą do siebie i mocno objąłem, równocześnie zaciągając się jej przyjemnym zapachem. Po chwili ująłem jej twarzyczkę i patrzyłem na nią w ciszy, jej czarne oczy również patrzyły tylko na mnie.. Pocałowałem ją lekko.
-Tak..czas ruszać. Złap się mnie-powiedziałem podnosząc ją. Kiedy oplotła ręce o moją szyję i przytuliła się, tak żal było mi ją stąd wynosić.. A jednak miała ona rację, musimy wrócić do życia. Moje skrzydła się pojawiły, rozprostowałem je i wzleciałem w górę. Tym razem Sor nie zamknęła oczu, tak jak ją prosiłem. Jej oczom ukazały się podwodne cuda, morskie skarby oraz stworzenia żyjące w tych oto wodach. Widziała piękno oceanu. Wylecieliśmy z wody, jednak nie byliśmy mokrzy, a to za sprawą ochrony od Rikkale. Przelecieliśmy całą wyspę w kompletnej ciszy, nie przeszkadzało nam to, jednak dobrze wiedziałem, iż za chwilę będziemy musieli się rozstać.
Wylądowałem na tym samym parapecie co wczorajszego wieczoru, powoli wszedłem do pokoju z Sorayą na rękach i postawiłem ją na ziemi. Kiedy tylko weszliśmy Risar zerwał się z miejsca i poczłapał do moich stup.
~Wróciłem.-rzekłem tylko do niego. Patrzyłem nadal tylko na Sorayę, nie umiałem wyjść tak po prostu.. Chwyciliśmy się za dłonie, lekko ją pociągnąłem w swoją stronę, ale tyle wystarczyło byśmy ponownie złączyli swoje usta. W międzyczasie wyrwałem jedno moje czarne pióro i dałem jej do ręki. Pióro to inne niż dotychczas mieniło się czarnym i białym..jakby strony zła i dobra walczyły o dominacje.. Ona wyzwoliła u mnie biały kolor, którego tak dawno u siebie nie widziałem.
-Żegnaj-odparłem tylko, jednak uśmiechnąłem się do niej. I lekko jeszcze pogładziłem po policzku. Kiedy usłyszałem pukanie do drzwi natychmiast skierowałem się do okna i wyleciałem przez nie. Pilnując oczywiście by nikt mnie nie zobaczył. Risar, który siedział mi na ramieniu patrzył swoimi oczami na mnie jakby coś się stało.. No..przecież on wszystko czuje co ja..  Zerknąłem jeszcze raz na okno należące do Sor, nikogo w nim nie zastałem, poleciałem dalej. 
<Soraya?>

Od Sorayi Cd Simon




Gdy Simon przytulił mnie od tyłu, niemal z miejsca zasnęłam. Byłam faktycznie zmęczona. Po kilku godzinach snu, który trwał u mnie w najlepsze, wreszcie nadszedł ten moment, w którym musiałam zostać obudzona. Tak samo jak wcześniej Simon użył do tego swoich ust. To na serio przyjemne uczucie, a mimo to ciężko było mi wstać, wygramolić się z ciepłego łóżka.
-- Chodź, mam coś co ci pomoże. -- Chcąc nie chcąc, pozwoliłam Simonowi pomóc mi wstać. Wyjaśnił mi, że ma maść podobną do tej, którą zostawiła mi Adris, jednak powinna być bardziej skuteczna. Gdy opowiedział mi o jej działaniu zgodziłam się na jej aplikację. Rozczesałam na szybko włosy palcami i zawiązałam sobie niedbałego koka. Potem zdjęłam koszulę Simona, którą pożyczyłam wcześniej on niego, stare bandaże. Simon rozsmarował lek na moich ranach bardzo delikatnie, jak za pierwszym razem. Jego przyjemnie letnie dłonie jeździły gładko po mojej skórze na plecach, następnie na brzuchu i wreszcie poczułam czuły pocałunek z tyłu, na szyi. Nie mogłam się powstrzymać przed dreszczem, który obiegł całe moje ciało powodując fale niezwykle przyjemnego gorąca.
-- W Dragoso jest już około piątej. Musimy się już zbierać, by twoi bracia się nie martwili.
-- Tak, masz rację. Muszę wrócić do siebie -- odpowiedziałam mu, rozplątując włosy. Nie chciałam wracać, nie chciałam opuszczać tego miejsca. Jest tu tak spokojnie. Ale nie mogę tu zostać. Muszę wrócić. Moi bracia mnie potrzebują. Winry, ciekawe co u niej. Akademia beze mnie będzie nudna. Kto będzie wkurzać Drake'a i Fairin? No i moja smoczyca. Nie odezwała się do mnie ani słowem odkąd tu przybyłam. Spróbowałam nawiązać z nią kontakt poprzez naszą telepatię, ale ta milczała jak grób. Chyba się na mnie obraziła. Westchnęłam cicho pod nosem. Nadszedł czas na powrót do rzeczywistości. Jak to mówią, wszystko co dobre, kiedyś się kończy.
-- Wracajmy. -- Odwróciłam się do Simona, posyłając mu pół uśmiech.
Wyszliśmy z jego mieszkania. Szliśmy w ciszy, w ręku trzymałam kwiat od Simona, który lśnił zgromadzoną w nim anielską energią. Szliśmy tą sama drogą, którą tu przybyliśmy. Ostatni raz rozejrzałam się po tym wspaniałym miejscu. Zdaję sobie sprawę, że jak tylko wrócę do mojego świata wszystkie troski, smutki i problemy wrócą. Zamartwiałam się o Oriona. Myśli o nim zostały zepchnięte gdzieś na bok, gdy byłam z Simonem, ale nie znikały całkowicie. One nadal były. Myśląc o nim, czułam jednocześnie troskę i rozczarowanie. On po prostu rozpłynął się w powietrzu. To mnie przybiło. Jednak Simon okazał się doskonałym lekarstwem na smutek.
-- Dziękuję ci. Potrzebowałam takiej odskoczni od codzienności. -- Spojrzałam na anioła, który szedł tuż obok mnie. Złapałam go za dłoń, ścisnęłam ją lekko. -- Ale pora wybudzić się ze snu i wrócić do życia.


< Simon? > 

25 października 2017

Od Simon'a CD Soraya




Oddychaliśmy ciężko, nasze pożądanie rosło z każdą minutą coraz bardziej. Pocałunek Sorayi wyprowadził mnie z jako takiej równowagi, ponieważ był inny niż wszystkie.. Dobrze to wyczułem.. Było to inne uczucie, niż kiedykolwiek.. Coraz trudniej było mi się trzymać na wodzy.. Doskonale wiedziałem, że nie możemy się kochać dziś w nocy.. to za wcześnie.. to.. sam nie wiem. Boję się, że gdy dziś to zrobimy to będzie koniec. 
Po chwili Soraya zeszła ze mnie i położyła się plecami do mnie.. Zaskoczyło mnie to trochę, ale może..może ona również się boi? Wiem jak bardzo trzyma się na wodzy, tak samo jak i ja..musi ją to męczyć. Westchnąłem cicho i przewróciłem się na bok patrząc na Sor. Przyciągnąłem ją do siebie zamykając ją w objęciach, ta drgnęła pod wpływem mojego dotyku.
-Spokojnie.. to tylko ja-rzekłem żartobliwie. Pocałowałem ją po raz ostatni dziś i zamknąłem oczy. Pozwoliłem sobie na odpoczynek, którego tak na prawdę dawno nie zaznałem.
----
Ocknąłem się ze snu, ciemnowłosa spała przytulona do mnie. Zamrugałem kilka razy by widzieć wyraźniej. Spojrzałem na zegar z Dragoso i westchnąłem cicho.. Jeszcze parę minut i będę musiał ją obudzić i odstawić do domu. Delikatnie nie budząc czarnookiej wygramoliłem się z łóżka i poszedłem się ubrać. W drodze powrotnej odwiedziłem również mój gabinet i wziąłem maść. 
Usiadłem na łóżku i zacząłem budzić Sor, tak jak ostatnio..pocałunkami. 
-Chodź, mam coś co ci pomoże-rzekłem i pomogłem śpiochowi wstać. Pokazałem jej maść i opisałem jej zdrowotne działanie, pozwoliła ją sobie nałożyć. 
Zawinąłem nowe czyste bandaże na rany ciemnowłosej i ucałowałem jej kark, po jej ciele przeszła fala gorąca, którą ja sam poczułem. 
-W Dragoso jest już około piątej. Musimy się już zbierać, by twoi bracia się nie martwili-powiedziałem.
<Soraya?>