29 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




Wezwałam do siebie moją smoczycę. Czułam, że jest gdzieś niedaleko. Simon dopytywał gdzie chcę go zabrać, jednak nic mu nie zdradziłam. Nie wiem jak zareaguje, gdy powiem mu, że mam zamiar zabrać go do akademickiego laboratorium. Czas gra tu największą rolę. Myślę, że jestem w stanie wyleczyć Simona i nawet wiem, czego użyję. Mam pewien pomysł. Jest on trochę ryzykowny i opiera się jedynie na mojej dopiero co wymyślonej teorii, ale powinien zdać egzamin. Gdy smok wylądował obok nas, Simon pozdrowił ją z szacunkiem, jednak użył innego nazwiska, nie te, które podał mnie. Postanowiłam nie robić teraz z tego afery. Mamy ważniejsze rzeczy na głowie. Simon jest teraz dla mnie największym priorytetem.
~ Zabierz nas do Akademii, proszę.
~ Wiesz kto to jest? ~ odpowiedziała mi pytaniem smoczyca. Popatrzyła wrogo na anioła obok mnie i nastroszyła się odrobinę. Jej kryształowe łuski stały się jeszcze bardziej widoczne.
~ Tak, wiem kto to. Proszę po raz drugi. Zabierz mnie i jego do Akademii. On potrzebuje pomocy.
~ Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie. Zaufam mu, ale jeśli coś ci zrobi, to go rozszarpię na małe kawałki. ~ Jak zwykle dumna, krysztalica pozwoliła wejść na swój grzbiet mnie i Simonowi. Westchnęłam po drodze zrezygnowana. Dlaczego wszyscy tak bardzo źle myślą o tym aniele? Jak dotąd, nie zauważyłam żadnego powodu by go potępiać. 
~ To, że popełnił błędy w przeszłości to normalne. Wszyscy je popełniamy ~ rzekłam do smoka. ~ Dobrze wiesz, jaka ja jestem. Wiesz, co ukrywam przed wszystkimi. 
~ Ty to co innego. ~ Jedynie tyle odpowiedział jaszczur. Tak właśnie temat się zakończył.
Gdy znaleźliśmy się już w Akademii, poprowadziłam anioła szybkim krokiem przez rzadko uczęszczane korytarze, aż do końca jednego z nich. Było tu chłodniej, niż w innych miejscach w tym budynku. Zbliżyłam się prędko do podwójnych metalowych drzwi, po czym pchnęłam je. Weszłam do środka. Na wejściu przywitał mnie charakterystyczny zapach chemikaliów i innych specyfików. Przytrzymałam Simonowi drzwi, by ten mógł wejść do środka.
-- Normalnie zabrałabym cię do siebie, do domu. Mam tam lepiej wyposażoną pracownię, ale tam są moi bracia. Wyczuli by cię i byłoby nieciekawie. Arrow już zdążyła naopowiadać Oktayowi, jaki ty jesteś niegodziwy. Tu będziesz bezpieczny. Siadaj na kozetce. Zaraz cię zbadam -- poleciłam chłopakowi nawet na niego nie patrząc. Sięgnęłam po swój biały kitel na wieszaku, ubrałam go, poprawiłam jeszcze włosy, wyciągając je na wierzch. -- Lek, który ci podałam, to specjalny roztwór, który sama stworzyłam. To ekstrakt z mojej własnej krwi. Może dziwnie to zabrzmi, ale i moja krew jest wyjątkowa. To jeden z dowodów na to, że jestem półbogiem, i że w moich żyłach płynie krew Dreyara. Jest słodka niczym wino, ma nawet podobny zapach, jednak jej spożycie przez kogoś, kto nie jest z mojej rodziny to szybka i bolesna śmierć. Jeśli by się ją wstrzyknęło do organizmu kogoś innego, umarłby w jeden dzień. To takie zabezpieczenie. Ewolucja zadbała o to, by moja rodzina przetrwała i by linia życia była czysta. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, by stworzyć w mojej krwi broń, jednak podczas zaawansowanych badań... -- przerwałam na moment, by sięgnąć po stołek i by usiąść na przeciw anioła. -- Okazało się, że eksperymentując z nią stworzyliśmy coś na kształt antidotum absolutnego. Jednak, jak się z czasem okazało, było ono niezwykle niebezpieczne, ponieważ przedawkowanie leku, nawet o jedną malutką kroplę, kończyło się śmiercią. -- sięgnęłam do kieszeni szortów i wyjęłam fiolkę, w której pływała sobie ciemnoczerwona ciecz. -- To właśnie ci dzisiaj podałam. Dokładnie trzy krople. Do czego zmierzam... Myślę, że łącząc twoją krew z moją, uda mi sie ciebie wyleczyć niemal całkowicie. Moja krew dosłownie wypali z ciebie truciznę, a twoja, którą lekko usprawnię, podziała jako substancja łagodząca. -- Przybliżyłam się do niego na bardzo bliską odległość. Ponownie zaczęłam tonąć w jego czarnych oczach, które tak bardzo przypominały moje własne. Wolną dłonią pogładziłam jego policzek. -- Wyleczę cię i będziesz wolny od bólu.


< Simon? > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz