30 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




Słuchałam tego wszystkiego bardzo uważnie. Jego cierpienie jest ogromne. Jeszcze nigdy nie spotkałam człowieka, który by tak się zadręczał. Sama w środku obwiniam się o to, co zrobiłam. A mam o co. Simon pokazał mi wszystko. Te wspomnienia były okropne. Po prostu potworne. Chciałam odwrócić wzrok, jednak coś nie pozwoliło mi tego zrobić. Rozkleił się przy mnie na dobre. Szlochał, błagał bym przestała mu pomagać. Bym nie litowała się nad nim.
Bym go zostawiła.
Nie wytrzymałam i uderzyłam Simona prosto w twarz. Moje nerwy w końcu puściły, a co za tym idzie, głęboko skrywane uczucia i prawdziwa natura wyszły na jaw. Moja prawdziwa energia wypłynęła ze mnie. Po prostu przestałam nad sobą panować. Tak jak wtedy, gdy uciekłam od Ciernia. Nie pamiętam za dobrze tamtego okresu. Jedyne co mam w głowie to krzyki, ogień, cierpienie i strach. I to ja byłam tego wszystkiego sprawcą. Moja boska natura przejęła nade mną kontrolę. Zniszczyła wszystko co stanęło jej na drodze. Pokonała Ciernia, wydostała się z więzienia. Zabiła wszystkich, którzy znaleźli się w jej pobliżu. To wtedy dopuściłam się największej zbrodni. Wcześniej, owszem zabiłam wielu ludzi, ale oni wszyscy, co do jednego, zasługiwali na śmierć. Byli winni. Natomiast ludzie w tamtym mieście, te wszystkie bezbronne istnienia....
Zabawiłam się w Boga.
Wybiłam z Wisielcami całe miasto, jednocześnie stając się trzecim Diabłem Głównym. Sam Mistrz Zakonu był pod wrażeniem. Jednak ja... Ja wtedy... Odeszłam od nich. Gdy odzyskałam w pełni świadomość i doszłam do siebie postanowiłam odciąć się od tego mrocznego piekła. Zerwałam wszystkie swoje kontakty ze światem zbrodni. Nie potrafiłam powiedzieć braciom co się ze mną wtedy działo. Nie zrozumieli by tego.
-- Ja jestem diabłem. Wykonawcą piekielnych wyroków. Boskim posłańcem śmierci. -- Spojrzałam na Simona, obdarzając go spojrzeniem zimniejszym od lodu. -- Diabłem... Chcesz się licytować? A proszę bardzo! Ludzie, którzy się nad tobą znęcali i upokarzali.., ja jestem właśnie taka. Potrafię złamać w kimś ducha i patrzeć, jak ten ktoś sam sobie podcina gardło. Potrafię torturować ludzi na setki sposobów. Cieszyć się ich cierpieniem. Patrzeć z uśmiechem, jak własnoręcznie morduję swoje ofiary. Zabiłam niemal wszystkich tych, który skatowali mojego brata. Świadomie stałam się tym, kim jestem dzisiaj. Poszłam drogą krwi i mordu, bo tego zapragnęłam. Chciałam zemsty i własnej sprawiedliwości. Zapędziłam się we własnych zbrodniach. -- Zamilkłam na moment. Cisza między nami była inna, niż do tej pory. Wyciągnęłam rękę w stronę Simona, by pokazać mu, że mówię prawdę. -- Zobacz moje wspomnienia i przekonaj się, że masz przed sobą prawdziwego diabła, który..., który żałuje wszystkiego, czego się dopuścił. Noszę w sobie cierpienie wszystkich swoich ofiar. Bycie empatą, to moja osobista kara. -- Anioł ujął moją wyciągniętą, bladą dłoń. Po chwili i jemu ukazały się należące do mnie wspomnienia. Ogień i krzyki zabijanych. Łatwość, z jaką pozbawiałam życia innych. Radość z zabijania, którą odczuwała ta druga ja. A potem łzy, zadręczanie i użalanie nad sobą. Gdy skończył oglądać wyrwałam szybko rękę z jego dłoni. Jak dotąd tylko Orion widział to wszystko. Ponownie poczułam wstyd. Dobrze wiem, że przez to co zrobiłam moje życie jest nic nie warte. Spłonę w piekle, cierpiąc wieczne męki.
-- Teraz już wiesz, że takich jak ty na świecie jest więcej. Nie jesteś złem wcielonym, bo ty chociaż próbujesz naprawić swoje błędy. Moje są nieodwracalne. Gdy tylko wyjdzie na jaw, że brałam udział w tamtej masakrze, o której wciąż się mówi pomimo upływu lat,z miejsca skażą mnie na śmierć i powieszą. I nawet moje szlacheckie pochodzenie mi nie pomoże.
Podeszłam powoli do chłopaka, który od dobrych kilku chwil milczał. Chyba był w niemałym szoku, zresztą nie dziwię mu się. Ja na jego miejscu też bym była.
-- Nie mam zamiaru odpuścić. Sprawię, że wyzdrowiejesz, bo ja tak chcę. Nie masz nic do gadania, a spróbuj się tylko postawić, a własnoręcznie pozbawię cię głowy. -- Uniosłam lekko głowę do góry, by spojrzeć na Simona z góry. Co jak co, ale to ja tu z naszej dwójki mam prawdziwą boską krew w sobie. -- Bogowie dają ci kolejną szansę. Postawili mnie na twojej drodze, półboga. Chcą, byś przejrzał na oczy i wreszcie przestał żyć przeszłością. Zawsze znajdzie się ktoś, kto miał w życiu gorzej. Kto cierpiał jeszcze bardziej. Mimo, że sama nadal nie potrafię sobie wybaczyć tego co zrobiłam, wiem, że nie mogę użalać się nad sobą. Muszę iść dalej, ponieważ mam jeszcze coś do zrobienia. Mam rodzinę, na którą mogę liczyć, przyjaciół, za którymi w ogień skoczę. Byłam zdradzona nie raz. Przez bardzo ważne dla mnie osoby, które pchnęły mnie w łapy Ciernia. Ale wiesz co? Ja nadal wierzę w ten świat. Tak jak mój boski przodek. Wierzę, że ten świat przetrwa. Ta samo wierzę w to, że ty, mój mroczny aniele, wyjdziesz ze swojej mrocznej skorupy i dostrzeżesz, że nie jesteś taki zły, jak sądzisz. -- Podeszłam do Simona. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Nasze podobieństwo wydało mi się jeszcze większe, niż kiedykolwiek. Ujęłam jego twarz w dłonie. -- Anioł, nawet upadły, to wciąż anioł. Masz sumienie. Masz serce, które bije. Źródło twojej prawdziwej siły. Jeszcze się przekonasz, jak wielka ona w rzeczywistości jest. -- Uśmiechnęłam się po chwili przez łzy cierpienia, które od dłuższego czasu spływały po mojej twarzy. -- Wierzę w to, że odnajdziesz swój spokój i że ja też go kiedyś odnajdę. Zrobię wszystko, byś w końcu był wolny od cierpienia. Byśmy razem odnaleźli upragniony spokój.


< Simon? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz