23 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




Zrobiło mi się zimno, nie tylko dlatego, że okno było otwarte, ale też z powodu wspomnień. Simon otulił mnie swoimi skrzydłami, dzięki czemu nie czułam już dopływającego do nas nocnego zimna. Troska ze strony ciemnowłosego sprawiła, że nieco się rozkleiłam, co nie zdarza mi się praktycznie wcale. Podświadomie wtuliłam się w Simona jeszcze mocniej. Jego obecność dodawała mi potrzebnej otuchy, aczkolwiek spytał o mojego najmłodszego brata. Ten temat jest dla mnie szczególnie trudny. Zebranie się w sobie zajęło mi dłuższą chwilę. W między czasie obdarzyłam chłopaka pode mną czułym całusem. Moja twarz stała się bardziej poważna, tak samo oczy.
-- Katsuya był moim najmłodszym bratem. Najmłodszym z całej naszej piątki. Między nami są spore różnice wiekowe. Tobiraya ma prawie trzydzieści lat, Matayas dwadzieścia sześć, Oktay dwadzieścia pięć. Ja mam dwadzieścia trzy, zaś.. -- przełknęłam gorzką ślinę, która nagle pojawiła się w moich ustach. -- Katsuya, gdyby żył, miałby teraz siedemnaście. Jako jedyna dziewczyna wśród tylu facetów to zawsze ja godziłam spory miedzy moimi braćmi. Każdy z nas jest inny, ma inne zainteresowania, jednakże łączy nas jedno. Nauka. Każde z nas ma z nią wiele wspólnego. Tobi to świetny medyk, znany już na świecie. Mat jest doskonałym matematykiem, który uwielbia archeologię, Oktay to taka nasza złota rączka. Potrafi zbudować coś z niczego, jest też poliglotą i tak jak ja, informatykiem. Co do mnie, to... w sumie to nie mam ulubionej jednej dziedziny. Albo i mam! -- Posłałam Simonowi uśmiech, który z trudem dosięgnął moje oczy. -- Uwielbiam wojnę, walkę, planowanie strategii. W końcu mam to po moim boskim przodku. Katsuya był połączeniem nas wszystkich. Był wyjątkowy. Urodził się taki jak ja. Także był odporny na błyskawice i był Źródłem. Żyliśmy tu, na Eter. Rodzice nie pozwalali nam samemu wychodzić do miasta. Jako małe dziecko nie rozumiałam dlaczego. Aż pewnego dnia, Oktay i Tobiraya zabrali mnie w okolice Akademii. Wtedy po raz pierwszy przekonałam się, że nie wszyscy uznają to, co zrobił Dreyar tysiące lat temu za dobre. Jest tu wciąż dużo ludzi, którzy nie uznają mojej rodziny. Dla nich jesteśmy boską pomyłką. Bękartami.
Zamilkłam na moment, by móc odetchnąć. Simon słuchał mnie w skupieniu. Czekał, aż ponownie zabiorę głos. Tak samo jak on przez chwilą, przyłożyłam dłoń do jego przystojnej twarzy.
-- Mój ojciec był prawą ręką króla Dragoso, generałem. Mama wywodziła się z Manorów, magów, którzy od pokoleń wcielali się w Złotą Straż. Tobiraya jako jedyny posiada magię. Jest jedynym Dreyarem w historii, który został nią obdarzony. Nam, Dreyarom, nie wolno używać magii. Posiadamy wiedzę, przeciwstawną siłę do magii, by zachować równowagę. Od zarania dziejów moi przodkowie gromadzą wszelaką wiedzę z całego świata. Przejęłam funkcję archiwisty po moim ojcu. Kontynuuję rodzinną tradycję... -- zaśmiałam się cicho, jednak zaraz przestałam się śmiać. Na powrót stałam się przygnębiona. -- Walka mojej rodziny z Cierniem zaczęła się ponad siedem lat temu. Wtedy wszystko było prostsze. Posiadało jakieś kolory. Nie doświadczyłam na własnej skórze co to jest rozlew krwi. Mimo ciężkich treningów, których wojskowy tata nam nie szczędził, mnie jako jedynej nie pozwalał oglądać przesłuchań, czy widzieć prawdziwe walki na śmierć i życie. Pamiętam, jak powiedziała mi kiedyś coś, czego nie zrozumiałam na początku. Powiedziała, że mam się strzec, ponieważ moja droga będzie nadzwyczaj trudna, że mam dokonywać przemyślanych wyborów, ponieważ te pochopne doprowadzą do mojego upadku. Teraz, po latach wreszcie zrozumiałam o co jej chodziło. Dokonałam złych wyborów, za które przyjdzie mi zapłacić najwyższą cenę. Wszystko zaczęło się, gdy.... -- zacięłam się. Nie potrafiłam wypowiedzieć tego, co miałam na końcu języka. Złość, rozgoryczenie i ból znowu mnie wypełniły od środka. Energia wokół mnie przybrała na sile, przez co Simon lekko się poruszył. -- Tego tematu nie poruszam nawet z braćmi. Nie rozmawiamy o tym, ale... chyba czas, bym to komuś powiedziała. -- Spojrzałam Simonowi głęboko w oczy. Postanowiłam obdarzyć go zaufaniem, jakim nawet Oriona nie obdarzyłam. -- Było rano. Ja i Oktay poszliśmy na trening za dom, na pobliską łąkę, gdzie rosło mnóstwo konwalii. Ojciec, Tobi i Mat dostali pilne wezwanie z pałacu, udali się na ważną misję poza Eter. Mama była wtedy z Katsuyą, zostali w domu. Walczyłam z Oktayem już jakiś czas gdy nagle wyczuliśmy zbliżające się niebezpieczeństwo. Przeczucie, że z Katsuyą i mamą dzieje się coś niedobrego. Czym prędzej pobiegliśmy w stronę domu, a tam... -- Zamknęłam oczy, gdy w głowie znowu pojawiły się wspomnienia z TAMTEGO dnia. Moje dłonie zacisnęły się w pięści, serce przyspieszyło swój rytm niebezpiecznie. Wszystko do mnie wróciło. Cały strach, ból... Wszystko. Nawet nie spostrzegłam, gdy moje zaciśnięte pięści zaczęły drżeć.  -- Przyszli w biały dzień.... Tak po prostu... Na wykonanie egzekucji.... ha..! -- Parsknęłam śmiechem, spod zamkniętych powiek pociekły łzy. -- Przyszli uśmiercić Katsuyę za posiadanie magii i za stwarzanie potencjalnego zagrożenia, co był absolutnie niedorzeczne. -- Otworzyłam oczy i popatrzyłam na Simona. Gniew zaczynał przejmować nade mną kontrolę. -- Jak dziesięcioletnie dziecko mogłoby stwarzać zagrożenie, powiedz mi, jak?!  Ale to jeszcze nic... Przyszli z dwoma oddziałami żołnierzy, uzbrojonymi po zęby. Do małego chłopca... Mama stanęła w jego obronie. Zaczęła się walka. Ja i Oktay poszliśmy w bój, jednak ich było za dużo. Pojmali mamę, mnie i Oktaya. Do dzisiaj pamiętam przerażenie, jakie wtedy czułam ja, Katsu, czy Okeś. Oni... oni... -- Tym razem łzy lały się po mojej bladej twarzy strumieniami. Gorzka ciecz spływała w dół na klatkę Simona. Dłońmi sięgnął moich policzków, po czym starł rzewne łzy. -- Oni zasztyletowali go na naszych oczach. Kazali patrzeć na to, wrzeszczeli mi do ucha, że tak kończą bękarty i zhańbiona krew. Że mnie też czeka taki koniec. Mama jakiś cudem wyrwała się żołnierzom, jednak nie dała rady uratować już Katsuyi. Potem i ją zabili. Krew się lała, było jej tak dużo... Tak dużo krwi.... -- zaszlochałam w jego klatkę piersiową. -- Oktaya przytrzymywało najwięcej żołnierzy. Zaczął wyrywać się jeszcze mocniej, gdy jeden z tych morderców powiedział, że teraz moja kolej. I wtedy pojawił się mój ojciec i starsi bracia. Widziałam ojca tak wściekłego jak wtedy jedynie dwa razy i to był jeden z nich. To właśnie po nim odziedziczyłam Boski Gen, on był poprzednim półbogiem w rodzinie. Uwolnili mnie i Oktaya. Ojciec nakazał naszej czwórce uciekać z Eter. Zaprotestowaliśmy, ale on wydał nam rozkaz. Już nie jako ojciec, ale generał. Nie pozostało nam nic, jak tylko uciec. Wtedy nasze szczęśliwe życie dobiegło końca. Musieliśmy uciekać z własnego domu, ukrywać się latami, walczyć o przetrwanie .Byliśmy zdani wyłącznie na siebie. Od tamtej pory nic nie było już takie jak dawniej. Zmieniliśmy się. Najbardziej to widać w Oktayu. Zamknął się w sobie, już nie rozśmieszał wszystkich dookoła. Zaczął mścić się na bandytach i innych szumowinach. Tak właśnie wciągnął mnie w świat morderstw. Trenowaliśmy, całą czwórką coraz więcej i więcej. Rozwijaliśmy swoje talenty. Przysięgliśmy sobie, że żadne z nas nie straci już życia. 
Dopiero kilka miesięcy temu wróciłam tu, na Eter. By być wtyką i przejść próbę przejścia, którą na moje nieszczęście przeszłam. Po drodze na Smocze Wyspy udało mi się zlokalizować większość tych, którzy brali udział w napadzie na moją rodzinę. Zabiłam ich, każdego, jeden po drugim. A także założyłam z braćmi Podziemie, organizację archiwistów i nieoficjalnych morderców Demonów Południa. Tułaliśmy się po świecie przez te siedem długich lat, zdobywaliśmy nową wiedzę i umiejętności. Dowiedzieliśmy się, że legenda mojej rodziny jest szczerą prawdą, a także wiele wiele więcej. Wszystko zaczęło się na nowo układać. -- Spuściłam wzrok, ponieważ nie potrafiłam bez wstydu patrzeć teraz na anioła pode mną. -- To, kim się stałam, doprowadziły moje złe decyzje, a także strach przed tym, co powiedział mi kiedyś sam Cierń, gdy mnie pojmał; że w głębi ducha jestem taka jak on. Że to tylko kwestia czasu, aż moje drugie JA mnie pochłonie i przejmie całkowicie kontrolę, ponieważ bez Katsuyi to się właśnie stanie. Energia doprowadzi w końcu do tego, że ta boska część mnie zabije mnie od środka, ale nim to się stanie, pomogę Cierniowi zdobyć to, czego on chce. Dlatego nie chcę treningu. Nie dam rady zapanować nad tą siłą. Potrzebuję kogoś, kto potrafiłby mnie trzymać w ryzach. Pilnował, bym nie stała się potworem na stałe. -- Najmocniej, jak tylko mogłam, wtuliłam się w Simona. Był pierwszą osobą, której o tym powiedziałam. Nawet braciom nic nie zdradziłam. Wtedy, gdy Drake mnie zdradził i zostawił wraz z Leo na pastwę Ciernia, moja dusza pękła całkowicie. Zalała ją ciemność. Tak silna..., tak dominująca... Jednak dzisiaj w nocy ujrzałam, po raz drugi, światło w tunelu. Coś w Simonie miało na tyle siły, by przedrzeć się przez wszystkie moje mury obronne. 


< Simon? > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz