24 października 2017

Od Simon'a CD Soraya




Soraya fascynowała się każdym jednym widokiem, po prostu nie mogła uwierzyć jak tu pięknie. Uśmiechałem się widząc jak przemieszcza się po pomoście w poszukiwaniu nowości. Moje własne niebo, jak to ujęła.. Może i tak, chodź Niebiosami na pewno bym tego nie nazwał. Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem do zadaszenia, gdzie stał fortepian. Usiedliśmy na stołku, zacząłem grać.

-Najlepiej bym opowiedział ci wszystko, tak jak było..-zacząłem. Dziewczyna patrzyła jak moje palce zgrabnie poruszają się po klawiszach, tworząc muzykę. Wiedziałem dobrze, że będzie to trudne, ale myślę, że ona mnie zrozumie.
-Do lat dziewięciu wychowywany byłem tylko przez ojca, ponieważ matka miała inne obowiązki na głowie, w sumie nie zobaczyłem jej nigdy, nie poznałem jaka jest. Z opowieści ojca, wiedziałem tylko, iż była piękna i mądra, że była odpowiedzialna za harmonię świata Dragoso..za jego ład. Pewnego dnia razem z Oromisem odwiedziłem wasz świat, jednak przy tym zostałem narażony na niebezpieczeństwo.. Zostałem zraniony przez jednego z demonów, jego krew dostała się do mojej anielskiej. Walczyłem z tym bardzo długo, ból towarzyszył mi przez kilka dni, z czasem dostawałem napadów furii. Ostatniego dnia w Niebiosach..straciłem nad sobą panowanie, nie wiedziałem co robię, nie pamiętam z tego nic.. Wiem, że zabiłem swoją własną matkę, przy tym równocześnie pogrążyłem świat Dragoso w nieładzie. Jednak jakimś cudem coś nadal podtrzymywało wasz świat.. Sam nie wiedziałem co, lub kto..ponieważ tylko Avira miała nad tym kontrolę, sprawowała opiekę nad harmonią tego świata. Od tamtej chwili wprowadziłem większe zło na wasz świat. Zostałem oskarżony o zabicie matki oraz zdradzenie własnego ludu. Sam ojciec wygnał mnie z Niebios i skazał na wieczne życie tu na Dragoso, bym mógł go utrzymywać w ryzach. Będąc na waszym świecie ściągam całą ciemność w siebie.-mówiłem, a Soraya bacznie mnie wysłuchiwała. -Wychowywany byłem przez zastępczych rodziców, jak to ktoś nazwał.. Oni jednak wiedzieli, że byłem inny. Poniżali mnie, zmuszali do patrzenia na ból. Byłem do tego przyzwyczajany.. Specjalnie wyrządzali mi ból, bym w późniejszym czasie nie czuł go..jak też się stało. Do tej pory nie czuję jakiegokolwiek bólu.. Byłem uodparniany na różne choroby i substancje..wszczepiali mi chorobę, bądź truciznę do organizmu, a ja miałem temu podołać. Raz musieli mnie ratować..prawie umarłem przez jedną z największych trucizn..Atropeię, której do dziś nie potrafię wyrzucić z organizmu. Moi zastępczy rodzice byli członkami grupy zabójców..Czarnych Kruków. Często katowali mnie za mały błąd..nauczyłem się, że wszystko co robię ma swoje konsekwencję. Gdy miałem dwanaście lat zyskałem swoją czarną stronę..moje pióra stały się czarne, zupełnie jak oczy. Po kilku latach zabiłem ich..zabiłem nie mogąc już wytrzymać tego wszystkiego. Zostałem jednak złapany przez Oscara.. Był to naukowiec z podziemi, który wierzył w bóstwa. Spędziłem dwa okropne lata w laboratorium, gdzie byłem przetrzymywany. W uwolnieniu mnie pomogła grupa..gdzie dowódczynią była..Black Arrow..tak ta, którą prawdopodobnie znasz.. Przez dwa lata byliśmy razem.. W dniu rocznicy straciłem panowanie nad sobą, gdy do domu wpadli ci którzy chcieli kolejny raz mnie złapać. Zabiłem ich..ich i, i myślałem, że Arrow również.. Sam chciałem odebrać sobie po tym życie, ale uratowała mnie przyjaciółka..Izzabelle, ona wyrwała mnie z tej agonii. -Wziąłem głębszy oddech, zacząłem wpatrywać się w klawisze, które dzięki mnie poruszały się tworząc melodię. -Ten świat powstał parę lat temu, gdy zostałem uratowany z laboratorium. Potrzebowałem izolacji od świata zewnętrznego. Wraz z pomocą innych stworzeń żyjących tu, stworzyłem to wszystko. To miejsce jest dla mnie ostoją, domem, w którym zawsze czeka mnie spokój. Tu nie ma śmierci..nie ma czasu i nie ma chaosu. Jest spokój, życie i dobro.-wyjaśniłem. Skończyłem grać i spojrzałem na ciemnowłosą, która cały czas patrzyła na mnie ze szklistymi oczami. Widząc łzy w jej oczach, nie wiedziałem co powiedzieć.. Nie wiedziałem, że ją tak to ruszy..
-Widzisz, to miejsce jest dla mnie jak azyl, tylko dla mnie. Nikogo tu nigdy nie było..jesteś pierwszą która postawiła tu nogę. Nikt o tym miejscu nie wie. -powiedziałem całując ją w dłoń. Naszym oczom ukazała się jedna z Rikkale, wskazałem na nią.
-To Rikkale, jest ich tu dwie, to one są odpowiedzialne za tutejsze życie. Żyją tu już około kilkuset tysięcy lat, są nieśmiertelne. Kiedyś samotne, lecz zaufały mnie i pozwoliły zadziałać..Stworzyłem im to niebo. Każde zwierze, które tu spotkasz jest do ciebie przyjaźnie nastawione.-opowiedziałem.
Po chwili usłyszeliśmy pisk Yoro.
Kiedy Soraya ją zauważyła siedziała w bezruchu. Pogładziłem ją po ramieniu dodając odwagi.
-Witaj Yoro.-rzekłem i lekko uchyliłem głowę, mrugnąłem do ciemnowłosej.
-Witam cię i ja.-rzekła po czym również schyliła głowę dając stworzeniu pokłon. Wyprostowaliśmy się i w ciszy przyglądaliśmy się stworzeniu.
-To magiczne stworzenie Iseris, jest tu królową. Tak jak ja pochodzi z Niebios. Na imię ma Yoro-wytłumaczyłem i wziąłem ją za rękę. Wstaliśmy, Soraya jeszcze przez chwilę patrzyła na stworzenie. Pozwoliłem jej się do niej zbliżyć, Yoro z początku nie chciała zbliżyć się do Sorayi, ale po chwili pozwoliła się pogłaskać. Uśmiechnąłem się na ten widok,Yoro zaakceptowała Sorayę i powitała ją jako nowego członka tego świata. Iseris wycofało się do zieleni.
Soraya ponownie złapała mnie za dłoń i popatrzyła na mnie.
<Soraya?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz