22 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




Simon podniósł mnie, jakbym ważyła mniej od piórka. Nie jestem gruba, jednak swoje ważę. Chłopak położył mnie z powrotem na łóżku. Bandaż na piersiach nieco się poluźnił, jednak nie przejęłam się tym zbytnio. On ma rację, muszę się wziąć w garść. Gdy poczułam kolejną dawkę jego anielskiej energii chciałam zaprotestować, ale w końcu dałam za wygraną. Było mi źle. Te dziwne napady paniki i wahania nastrojów nie są normalne. Po chwili poczułam coś ciepłego w ustach. Musiałam odkaszlnąć. Dopiero po kilku sekundach zarejestrowałam, że to krew. O matko, jest już ze mną aż tak źle. Zrobiło mi się przykro. Jestem kompletną idiotką. Zamiast trzymać nerwy na wodzy, to pozwalam im szaleć. Myślałam, że się tu zaraz rozryczę.
-- Mam co chciałam. Zasłużyłam sobie na taki koniec. -- wyszeptałam pod nosem, jak tylko pierwsza łza spłynęła po moim bladym policzku. No ale, z drugiej strony... Ja nie chcę umierać. Chcę żyć. Cieszyć się życiem. Odnaleźć swój spokój. Chciałam, by był przy mnie ktoś, kto bez względu na wszystko nigdy mnie nie zostawi. Kto będzie zawsze obok. Weźmie za rękę. Przytuli. Pocałuje. Czy to aż tak wiele?
-- Bycie półbogiem jest takie trudne.. Nie chcę nim być.. Nie chcę...
Złapałam chłopaka za rękę. Potrzebowałam teraz bliskości, a że on akurat był obok... Niech już tak będzie. Pewnie wydałam mu się słaba i niegroźna. A przecież taka nie jestem. Że też to wszystko musi się dziać? Dlaczego nie mogę wreszcie zaznać spokoju? 

< Simon? > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz