Leżeliśmy w niemalże całkowitej ciszy, jedynie bicia naszych serc, oraz nasze oddechy było słychać. Gładziłem jej dłoń, ani na moment nie przestając. Cieszyła mnie jej obecność.. Zastanawiałem się, co mnie do tego sprowadziło.. przecież przybyłem tu by przekonać się jak się ona ma.. A leżę z nią półnagi i sam odmówiłem dalszych zabaw łóżkowych, to do mnie nie podobne.. Gdy poczułem, że jej energia się zmienia, tuż po chwili syknęła z bólu. Spojrzałem na nią z troską.
-Mogę ci jeszcze jakoś pomóc?-zapytałem. Posłałem jej kolejną dawkę mojej energii, jednakoż wiedziałem, że nie mogę tak w nieskończoność.
-Moje plecy.. mam rany, które powinnam dawno nasmarować kolejną dawką lekarstwa..-wytłumaczyła. Podniosłem się lekko i zbliżyłem swoje usta do jej, raz jeszcze ją całując.
-Gdzie masz to lekarstwo?-zapytałem pewnie i dość stanowczo. Widziałem jak jej spojrzenie skierowało się na białe okrągłe pudełeczko, nie czekałem więc na odpowiedź tylko wstałem i wziąłem lek. Usiadłem przy niej i pomogłem wstać.
Ucałowałem jej szyję, powodując u niej jęk.. jej czuły punkt.. Pieściłem ją równocześnie zdejmując z niej bandaże, kiedy tylko całość zdjąłem moim oczom ukazały się plecy pokryte ranami. Zacząłem powoli i najbardziej delikatnie jak tylko mogłem rozsmarowywać lek. Nie powiem..świadomość tego, iż Soraya jest półnaga..działało na mnie jak czerwień na byka..
-Lepiej?-zapytałem cicho, całując jej kark.
Odłożyłem na bok pudełeczko i ponownie skupiłem się na ciemnowłosej.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz