Nie mogłam z początku uwierzyć w jego słowa. Co prawda domyślałam się z Matayasem, że Oromis może mieć jakiegoś potomka. Skoro sam Bóg Burz miał, to czemu by takie smocze bóstwo miało by być wyjątkiem? Syn Oromisa. Prawdziwy potomek Smoczego Króla i Anielicy Aviry. Moje oczy pewnie aż zalśniły z ekscytacji spowodowanej ciekawością. Simon w jednej chwili wydał mi się jeszcze bardziej interesujący, a co za tym idzie, pociągający. A już zwłaszcza, gdy jego skrzydła stały się białe niczym świeży śnieg, a oczy przybrały barwę jasnego szafiru. Te oczy... Orion takie ma. Oczy, w których zatraciłam się, będąc razem z nim w jego pokoju. Wtedy próbowaliśmy się nawzajem, sprawdzaliśmy siebie. We śnie, gdy byliśmy razem uwięzieni, gdy nasze dusze się ze sobą połączyły czułam, że wszystko nagle jest na swoim miejscu. Nie potrafię wyjaśnić tego inaczej, ale wtedy na serio poczułam w sobie prawdziwy spokój.
Teraz, gdy patrzę w oczy Simona, anioła, który postanowił otworzyć się przede mną, czuję coś podobnego. Może nie do końca upragniony spokój, ale... Poczułam się bezpiecznie. I to mi wystarczyło. Oddałam uścisk dłoni, którym obdarzył mnie ciemnowłosy. Nie mogłam przestać patrzeć mu w oczy. Są piękne. On sam jest piękny, jednak...
-- Z czarnymi piórami bardziej ci do twarzy, wiesz? -- odezwałam się, lekko się przy tym uśmiechając. Podniosłam się do siadu, by móc kolejny raz dotknąć jego zapierających dech w piersi skrzydeł. -- Opowiedziałeś mi o sobie.., dziękuję. Za zaufanie, jakim mnie teraz obdarzyłeś.
Przysunęłam się do chłopaka, by móc usiąść tak jak on na skraju łóżka. Nasze ręce pozostawały ciągle splecione. Żadne z nas nie chciało puszczać tego drugiego. Spojrzałam w pewnej chwili na nasze złączone dłonie. W sekundę postanowiłam, że i ja mu zaufam i opowiem o sobie, o mojej rodzinie.
-- Widzisz., moje nazwisko nie wzięło się z przypadku. To imię Gromowładnego Boga Burz, który tysiące lat temu zszedł na ziemię i postanowił zostać, tu w Dragoso na zawsze. Miał na imię Dreyar. Władał burzami, jako jedyny był zdolny kreować energię, by z kolei inni Bogowie mogli za jej pomocą tworzyć nowe życie i światy. Moja rodzina, według legend oczywiście, to potomkowie samego Boga Dreyara. Ludzie z boską krwią. Nadludzie. Herosi. Półbogowie. -- Przeniosłam wzrok z naszych rąk z powrotem na twarz Simona, który słuchał uważnie. -- Ta legenda nie kłamie. W moich żyłach także płynie boska krew jednego z Wielkiej Piątki. Jako córka Dreyara urodziłam się jako nieskończone źródło energii, której sama nie potrafię używać, jedynie przekazywać innym. Jestem bękartem, Simonie. Boskim bękartem. Zwiedziłam dwa kontynenty, by się o tym w końcu przekonać. Cierń też to już wie.
Umilkłam na moment. Westchnęłam głęboko, odgarniając włosy na plecy. Dzięki Simonowi udało mi się uspokoić, moje nerwy już nie szalały, a serce odzyskało swój normalny rytm. Poczułam spokój. Może to nic szczególnego, ale dla mnie to wspaniałe uczucie. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w otaczające mnie dźwięki. Względna cisza. Cieszyłam się nią, dlatego uśmiechnęłam się pod nosem. Tak bardzo mi tego brakowało. Potem, jakby w jakimś transie, obróciłam się twarzą do anioła. Wolną rękę ponownie przyłożyłam do jego klatki piersiowej. Pod materiałem koszuli i skórą wyczułam miarowe, silne bicie serca. Moje automatycznie zrównało się z tempem Simona. Zaciągnęłam się jego zapachem, przypominał mi woń Oriona. Ciekawe, gdzie on teraz jest? Czy żyje..? Coś mi podpowiada, że tak. Jednak myśli o nim zaczęły być spychane przez te o siedzącym obok mnie aniele. Wyłączyłam się. Siebie i swój umysł. Pozwoliłam uczuciom wziąć nad sobą panowanie.
< Simon? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz