Starałam się jakoś ogarnąć. Szybko starłam spływające łzy z policzków i popatrzyłam na Simona hardo. Jego słowa mnie zdziwiły, ale jednocześnie też wytrąciły z równowagi. Mimowolnie zaczęłam szybciej oddychać. Czułam jak serce łomocze mi w piersi coraz mocniej.
-- Przestań wygadywać głupoty -- warknęłam pod nosem. -- Nie okłamiesz mnie. Nie jestem ślepa, widzę co się dzieje. Jesteś chory. -- Nie potrafiłam okiełznać w sobie rosnącego gniewu. Siedziałam na rozgrzanym piasku. Zaciśnięte dłonie w pięści oparłam na kolanach. Jak on może wygadywać takie rzeczy? Jaka znowu kara?! Patrzylam mu w oczy i nie zobaczyłam w nich niczego złego. On najzwyczajniej w świecie cierpiał. Jego ból uderzył i we mnie. Poczułam wielkie cierpienie, które sprawiło, że musiałam wziąć kilka głębszych wdechów, by się uspokoić. W tamtej chwili cierpiałam razem z nim.
-- Nie pozwolę byś musiał przechodzić przez to sam. Wyleczę cię. Przysięgam, że to zrobię. Pomogę Ci nawet z ciemnością. Zrobię wszystko, byś był szczęśliwy.
Przyrzekłam coś, dobrze wiem, że nie mogę złamać danego słowa. Uczynię wszystko co tylko w mojej mocy, by Simon wyzdrowiał. By był zawsze blisko mnie. Wstałam, otrzepałam tyłek z piachu, po czym wyciągnęłam rękę w stronę Simona, by pomóc mu wstać.
-- Chodź, zaprowadzę Cię w bezpieczne miejsce. Tam opowiesz mi więcej o truciźnie, którą masz w sobie. Jestem niemal pewna, że znajdę na to antidotum. Opowiem Ci też o leku, który sama ci przed chwilą podałam. Im szybciej się za to wezmę, tym szybciej cię uleczę.
< Simon ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz