Zasnęłam przy Avenie. W czasie snu, czułam, że moje policzki nadal są oblegane przez łzy. Biedny... Było zimno, ale nawet nie pomyślałam, żeby iść sobie i zostawić go od tak. To nie było i nie będzie w moim stylu. Przytuliłam się przez sen do tygrysa z nadal drżącą wargą.
-P-Przepraszam...-rzekłam nieświadomie.
---
Obudziło mnie słońce, które lekko grzało mnie w plecy. Nadal leżałam wtulona w Avena i cicho mruknęłam. Uniosłam się. Na szczęście tygrys zasnął i mógł odpocząć choć trochę od tego bólu. Bardzo ostrożnie przysunęłam się do niego i oparłam się o skałę. Zaczęłam głaskać zwierzę po głowie, kiedy te spokojnie spało. Westchnęłam z trudem. Na szczęście było lepiej. Ale czy jak się obudzi, to nie będzie go to znowu boleć? Tak bardzo nie chcę patrzeć na jego cierpienie. Jest taki kochany... Dlaczego on musi przez to przechodzić... Nie zaprzestając głaskania, wyjęłam z torby książkę, którą wzięłam z archiwum i zaczęłam ją bardzo doszczętnie analizować. Litera, po literce.
<Aven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz