26 października 2017

Od Simon'a CD Soraya




Nadszedł czas powrotu, którego tak okropnie nie chciałem.. Ten dzień z Sorayą, był po prostu jak magia.. Moje wszystkie troski i zmartwienia, czy w pewnym znaczeniu zło we mnie..wyparowało. 
Pora wybudzić się ze snu.. Tylko czy my jeszcze kiedyś zaśniemy, czy będziemy jeszcze kiedyś razem śnić? Pociągnąłem ciemnowłosą do siebie i mocno objąłem, równocześnie zaciągając się jej przyjemnym zapachem. Po chwili ująłem jej twarzyczkę i patrzyłem na nią w ciszy, jej czarne oczy również patrzyły tylko na mnie.. Pocałowałem ją lekko.
-Tak..czas ruszać. Złap się mnie-powiedziałem podnosząc ją. Kiedy oplotła ręce o moją szyję i przytuliła się, tak żal było mi ją stąd wynosić.. A jednak miała ona rację, musimy wrócić do życia. Moje skrzydła się pojawiły, rozprostowałem je i wzleciałem w górę. Tym razem Sor nie zamknęła oczu, tak jak ją prosiłem. Jej oczom ukazały się podwodne cuda, morskie skarby oraz stworzenia żyjące w tych oto wodach. Widziała piękno oceanu. Wylecieliśmy z wody, jednak nie byliśmy mokrzy, a to za sprawą ochrony od Rikkale. Przelecieliśmy całą wyspę w kompletnej ciszy, nie przeszkadzało nam to, jednak dobrze wiedziałem, iż za chwilę będziemy musieli się rozstać.
Wylądowałem na tym samym parapecie co wczorajszego wieczoru, powoli wszedłem do pokoju z Sorayą na rękach i postawiłem ją na ziemi. Kiedy tylko weszliśmy Risar zerwał się z miejsca i poczłapał do moich stup.
~Wróciłem.-rzekłem tylko do niego. Patrzyłem nadal tylko na Sorayę, nie umiałem wyjść tak po prostu.. Chwyciliśmy się za dłonie, lekko ją pociągnąłem w swoją stronę, ale tyle wystarczyło byśmy ponownie złączyli swoje usta. W międzyczasie wyrwałem jedno moje czarne pióro i dałem jej do ręki. Pióro to inne niż dotychczas mieniło się czarnym i białym..jakby strony zła i dobra walczyły o dominacje.. Ona wyzwoliła u mnie biały kolor, którego tak dawno u siebie nie widziałem.
-Żegnaj-odparłem tylko, jednak uśmiechnąłem się do niej. I lekko jeszcze pogładziłem po policzku. Kiedy usłyszałem pukanie do drzwi natychmiast skierowałem się do okna i wyleciałem przez nie. Pilnując oczywiście by nikt mnie nie zobaczył. Risar, który siedział mi na ramieniu patrzył swoimi oczami na mnie jakby coś się stało.. No..przecież on wszystko czuje co ja..  Zerknąłem jeszcze raz na okno należące do Sor, nikogo w nim nie zastałem, poleciałem dalej. 
<Soraya?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz