Nie potrafiłam wydusić z siebie chodźmy słowa. Moja wrodzona empatia wzięła nade mną górą. To, że się wzruszyłam, to mało powiedziane. Jego historia, jeszcze gorsza od mojej, poruszyła mnie do głębi. Nie wstrzymywałam swoich łez, które liczną gromadą spływały po mej twarzy. Simon opowiedział mi wszystko. Absolutnie wszystko. A ta jego gra... Jest chyba bardziej uzdolniony muzycznie od mojego brata Oktaya, a to już nie lada sztuka. Te wszystkie stworzenia, rośliny i boskie istoty zachwyciły mnie. Ujęły swoim pięknem. Cóż, to prawda, że jestem chłopczycą, ale potrafię docenić prawdziwe piękno, a to miejsce, aż zapiera dech w piersi.
Staliśmy pod dachem altany. Yoro udała się w swoją stronę, zostawiając mnie i Simona samych. Złapałam chłopaka za jego dłoń, przez co spojrzał na mnie. Przyjrzałam mu się wtedy bardzo dokładnie. Trzeba to przyznać, jest nieziemsko przystojny... Jego oczy, niby czarne, ale lśniły teraz delikatnie. Biła z nich łagodność i spokój. Przypomniało mi się nagle, co Simon powiedział przed chwilą, że w tym miejscu nie ma śmierci, czasu, czy chaosu. Jest tylko spokój. Spokój, którego ja tak usilnie poszukuję. Oderwałam wzrok od hipnotyzujących oczu i rozejrzałam się powoli. Tym razem dokładniej. Ruchy energii były tu zdecydowanie inne niż w Dragoso, co tylko potwierdziło prawdziwość słów anioła. Moje oczy ujrzały ogromne pasma złoto srebrnej energii - esencji życia tego miejsca. Gdy ponownie skierowałam wzrok na Simona, wiedziałam już, jak mu się odwdzięczę za wszystko co dla mnie zrobił dzisiaj w nocy.
-- Podziwiam twoją wolę życia, która jest po prostu ogromna. Popatrz tylko...! -- ręką pokazałam na rozpościerający się, magiczny świat. -- Ktoś, kto nie miałby siły żyć, kto nie miałby w sobie woli walki, nie stworzył by tego miejsca. Nie przeżyłby tyle lat i nie próbował wciąć=ż i wciąż udowodnić, że ma w sobie dobro. Ty je masz. -- Powiedziałam dobitnie, kładąc dłoń ja jego piersi. Tam, gdzie znajduje się jego poranione serce. -- Zapytałam ciebie, gdzie jest twoja siła. Odpowiedź jest prosta. -- Objęłam go mocno, czego chyba się nie spodziewał, a potem otworzyłam się w głębi ducha i przekazałam mu swoją energię, z nawiązką, czyniąc go jeszcze silniejszym. Poczułam, jak chłopak wciąga powietrze do płuc. -- Twoja siła, twoja potęga Simonie, jest w sercu.
Zamknęłam oczy, pozwoliłam energii płynąć swobodnie, która otoczyła nas. Siła, którą obdarowałam anioła jest inna od tej, co wcześniej on sam mi przekazał. Moja jest boska, to energia pierwotna, ta sama, którą Bogowie używali do stworzenia życia we wszechświecie. Gdy skończyłam, oddychałam nieco ciężej, ale nie przeszkadzało mi to. Było warto. Wiem, że Simon dobrze wykorzysta dar, jaki mu ofiarowałam. Odkleiłam się od niego, po czym uniosłam się lekko na palcach, by móc dosięgnąć jego ust. Simon oddał pocałunek z jeszcze większym zapałem. Jednak, po kilku sekundach wyrwałam się z jego ramion, rzucając mu zadziorne spojrzenie. Zaczęłam się cofać tyłem, a kiedy oddaliłam się na kilka metrów, z głośnym śmiechem odwróciłam się na pięcie.
-- Na kolejnego całusa będziesz musiał sobie zasłużyć! -- krzyknęłam na odchodne i pokierowałam się do następnej altany.
< Simon? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz