20 października 2017

Od Sorayi Cd Simon




To dziwne. Simon mnie lekko onieśmielał. Jego spojrzenie jest niezwykle przeszywające i skupione na mojej osobie. Jakby patrzył nie na mnie, ale na to, co mam w środku. Lekki dyskomfort zabarwił moje lica na różowo, gdy jego oczy co chwilę prześlizgiwały się po moim ciele.
Tak, wiem kim on jest, a raczej czym. To prawdziwy Anioł. Osobiście jeszcze żadnego nie spotkałam i myślałam, że nigdy nie spotkam. Nie ktoś taki jak ja. Dla mnie nie ma miejsca w niebie. Nie spodobało mi się, gdy zaczął mówić o treningu nad energią. Moje dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści. To dla mnie niezwykle drażliwy temat, denerwuję się niemal od razu, jednak przy ciemnowłosym jakoś udało mi się powstrzymać wybuch gniewu. Jak na razie. Poza tym, wciąż czuję się źle. Boli mnie, bardzo... 
Tym razem nie schował swoich skrzydeł. Są takie piękne. Nim pomyślałam co robię, moja prawa dłoń powędrowała do czarnych niczym dno oceanu piór. Były tak miłe w dotyku, takie delikatne i miękkie. Jak żadne inne. Anielskie pióra to prawdziwa rzadkość. Nawet na czarnym rynku bardzo trudno je zdobyć, a jak już to albo są fałszywe, ale kosztują fortunę. Ostatnie słowa Simona lekko mnie otrzeźwiły, przez co uśmiechnęłam się smutno pod nosem. 
-- Na takie stwierdzenia jest już za późno. Czeka mnie piekło. Na samym jego dnie już na mnie czekają. Nawet to, kim rzekomo jestem, nie pomoże mi. Nikt i nic mi już nie pomoże. Dla mnie jest po prostu za późno. A co do energii.. -- Nadal głaskając jego duże skrzydło, nachyliłam się w stronę chłopaka. Mimo ogólnego bólu, który postanowiłam zignorować, przysunęłam się do niego bardzo blisko. Puściłam koc, przez co ten odkrył mnie aż do pasa. Włosy opadły mi na ramiona, później będę musiała je rozczesać z czyjąś pomocą. Drugą rękę przyłożyłam do piersi Simona. 
-- Tu, głęboko w środku, drzemie coś, po co już niedługo Cierń się upomni. Poprzednim razem nie udało mu się, jednak teraz... Teraz to coś jest silniejsze. Wymyka się spod mojej kontroli. Nie chcę tego. -- Przysunęłam się jeszcze bliżej, do maksimum. Jego ciepły oddech owiał moją twarz. -- Jednak masz rację w jednym. Jesteśmy podobni, aniołku, tyle że ja... -- Nie dokończyłam tego, co chciałam powiedzieć. Jak mam powiedzieć, że mam w sobie krew boga, gdy sama w to nie chcę wierzyć? Odsunęłam się od niego na nieco dalszą odległość, aczkolwiek nie oderwałam ręki od jego klatki piersiowej. Powoli przesunęłam ją w górę, aż dotarłam do jego twarzy. Palcem wskazującym puknęłam go lekko w skroń. Także i spojrzenia nie odrywałam od niego. Nasz kontakt wzrokowy trwał w najlepsze, nie przerwany ani na sekundę. Wpatrywaliśmy się w siebie intensywnie, jakby tocząc niemą walkę na spojrzenia.
-- Tu. Wszystko jest tutaj. Cała moja siła. A gdzie jest twoja?


< Simon??? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz