Spacerowałam w ogrodach akademii, czekając na Mercurego. Miał tu się zjawić już piętnaście minut temu, ale jak to on, zawsze musi się spóźnić. W sumie powinnam się do tego przyzwyczaić.. Jednak ta sprawa jest ważna i nie wyobrażam sobie, by on uznał to jako zabawne, powinien być tu punktualnie. Uklęknęłam przy białych różach i wpatrywałam się w nie. Ich cudowna, jak dla mnie, woń działała na mnie tak przyjemnie.. Usłyszałam jak za mną chodzi Omena, czarna wilczyca ułożyła się obok i spojrzała na mnie. Tknęłam jej łba i zaczęłam ją gładzić, wiem, że może nie zawsze okazuje, że jej dobrze, ale ja doskonale to wiem, że kocha gdy ją pieszczę.
-Witaj Amarisa!-głos Mercurego sprawił, iż niemal od razu podniosłam się i spojrzałam na niego z uśmiechem. Nie zmienił się od ostatniego naszego spotkania prawie wcale. Jego granatowe włosy były teraz trochę dłuższe, a oczy tak samo piękne jak kilka lat temu.

-Mercury!-zawołałam wieszając mu się na szyi, objął mnie w talii i uśmiechnął się do mnie równocześnie lustrując mnie wzrokiem.
-No no, Amari jesteś coraz to piękniejsza-jego komplement sprawił, iż na moich policzkach wstąpiły lekkie różane rumieńce.
-Dziękuję, ty też trzymasz formę widzę i nie brak ci swojego uroku-powiedziałam uśmiechając się. Chłopak posłał mi szeroki uśmiech i puścił mnie.
-Nie obijałem się.-rzekł.-Co robiłaś przez te..hmm cztery lata? I jaką masz do mnie sprawę?-zapytał. Pociągnęłam go za rękę i ruszyliśmy dalej ścieżką po ogrodzie.
-W sumie to walczyłam o przetrwanie.. Mój cały ród został zmasakrowany przez Ciernia.. Tylko ja zostałam, jestem dosłownie sama..znaczy..byłam. Zostałam Smoczą Jeźdźczynią i całkiem nieźle sobie radzę, Saphira jest przecudowna.-mówiłam, a Mercury słuchał mnie uważnie.-Przybyłam tu na Eter, nie po to by stać się jeźdźczynią, nawet tego nie przewidziałam, ale cóż. Przybyłam tu do ciebie, abyś pomógł mi w treningu, mówiłeś kiedyś że mogę na ciebie liczyć..-powiedziałam. Niebieskooki zatrzymał się i chwycił mnie za dłoń patrząc w moje ogniste oczy.
-Amarisa, oczywiście, że ci pomogę. Nadal nie mogę uwierzyć, że zginęli.. Cierń nie ma dla nikogo litości.. Ostatnia ogniokrwista.. -odpowiedział. Ucieszyłam się, że się zgodził i objęłam go przyjaźnie.
-Tylko, proszę cię o dyskrecję.i nikt nie może się o tym dowiedzieć..-powiedziałam. Minęliśmy kolejną alejkę ogrodów, nie zważyłam na to, iż wpadliśmy na Eshię, jednak na szczęście nie słyszała naszej rozmowy, a my już wszystko uzgodniliśmy.
Patrzyła jednak na nas jakoś inaczej, jakby coś tam słyszała. W sumie, jeśli słyszała "nikt nie może się o tym dowiedzieć" to na pewno brzmiało podejrzanie. Eshia sama nie wie, iż jestem ognioskrwistą, nigdy też nie patrzyła mi w oczy, ponieważ ja sama na to nie pozwalałam, jednak wiem, iż będę musiała jej w końcu ujawnić prawdę.
-Cześć Eshia, nie sądziłam, że cię tu spotkam. Jak tam twój smok?-zapytałam z uśmiechem. Usłyszałam krząknięcie Mercurego.
-Ah no tak.. Eshia to jest mój przyjaciel Mercury, Mercury to moja przyjaciółka Eshia-przedstawiłam ich sobie.
<Eshia? Mercury?>
-Witaj Amarisa!-głos Mercurego sprawił, iż niemal od razu podniosłam się i spojrzałam na niego z uśmiechem. Nie zmienił się od ostatniego naszego spotkania prawie wcale. Jego granatowe włosy były teraz trochę dłuższe, a oczy tak samo piękne jak kilka lat temu.

-Mercury!-zawołałam wieszając mu się na szyi, objął mnie w talii i uśmiechnął się do mnie równocześnie lustrując mnie wzrokiem.
-No no, Amari jesteś coraz to piękniejsza-jego komplement sprawił, iż na moich policzkach wstąpiły lekkie różane rumieńce.
-Dziękuję, ty też trzymasz formę widzę i nie brak ci swojego uroku-powiedziałam uśmiechając się. Chłopak posłał mi szeroki uśmiech i puścił mnie.
-Nie obijałem się.-rzekł.-Co robiłaś przez te..hmm cztery lata? I jaką masz do mnie sprawę?-zapytał. Pociągnęłam go za rękę i ruszyliśmy dalej ścieżką po ogrodzie.
-W sumie to walczyłam o przetrwanie.. Mój cały ród został zmasakrowany przez Ciernia.. Tylko ja zostałam, jestem dosłownie sama..znaczy..byłam. Zostałam Smoczą Jeźdźczynią i całkiem nieźle sobie radzę, Saphira jest przecudowna.-mówiłam, a Mercury słuchał mnie uważnie.-Przybyłam tu na Eter, nie po to by stać się jeźdźczynią, nawet tego nie przewidziałam, ale cóż. Przybyłam tu do ciebie, abyś pomógł mi w treningu, mówiłeś kiedyś że mogę na ciebie liczyć..-powiedziałam. Niebieskooki zatrzymał się i chwycił mnie za dłoń patrząc w moje ogniste oczy.
-Amarisa, oczywiście, że ci pomogę. Nadal nie mogę uwierzyć, że zginęli.. Cierń nie ma dla nikogo litości.. Ostatnia ogniokrwista.. -odpowiedział. Ucieszyłam się, że się zgodził i objęłam go przyjaźnie.
-Tylko, proszę cię o dyskrecję.i nikt nie może się o tym dowiedzieć..-powiedziałam. Minęliśmy kolejną alejkę ogrodów, nie zważyłam na to, iż wpadliśmy na Eshię, jednak na szczęście nie słyszała naszej rozmowy, a my już wszystko uzgodniliśmy.
Patrzyła jednak na nas jakoś inaczej, jakby coś tam słyszała. W sumie, jeśli słyszała "nikt nie może się o tym dowiedzieć" to na pewno brzmiało podejrzanie. Eshia sama nie wie, iż jestem ognioskrwistą, nigdy też nie patrzyła mi w oczy, ponieważ ja sama na to nie pozwalałam, jednak wiem, iż będę musiała jej w końcu ujawnić prawdę.
-Cześć Eshia, nie sądziłam, że cię tu spotkam. Jak tam twój smok?-zapytałam z uśmiechem. Usłyszałam krząknięcie Mercurego.
-Ah no tak.. Eshia to jest mój przyjaciel Mercury, Mercury to moja przyjaciółka Eshia-przedstawiłam ich sobie.
<Eshia? Mercury?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz