Soraya, wywołała u mnie coś, czego nie potrafiłbym opisać, coś czego nikt inny u mnie jeszcze nie wywołał. Było to coś podobnego do szczęścia, jednak było silniejsze i pokierowane w inną stronę. Soraya jako jedyna wierzy, że we mnie jest coś dobrego. Moja siła w sercu.. wydało mi się to sprzeczne z całym moim poglądem na siebie samego.. Przecież ja nie mam serca..mam tylko pustkę i ciemność.. a przynajmniej ja tak sądzę. Ciemnowłosa we mnie wierzy, daje mi szczęście jakiego nigdy nie zaznałem.
Kiedy ta kierowała się do następnej altany, westchnąłem lekko i ponownie wziąłem głęboki oddech. Pomyśleć, że przyleciałem do niej tylko na chwilę, by zobaczyć jak się czuje.. To, że teraz jesteśmy tu, jest magiczne. Urwałem jeden z kwiatów Teossolin i pokierowałem się w stronę dziewczyny.
Stała pośrodku altany i obserwowała Rinukę, magicznego małego ptaka, który posiadał w sobie wiele barw. Kiedy odleciał Soraya spojrzała ponownie na mnie, jej wzrok następnie padł na kwiat Teossolin. Uśmiechnęła się lekko nadal patrząc na mnie. Podszedłem do niej i pocałowałem.

Kiedy oderwałem się od ciemnowłosej, chwyciłem kwiat dwoma dłońmi i zamknąłem oczy.
Kwiat zaczął lśnić, przepełniając się moją energią. Kiedy skończyłem popatrzyłem w oczy Sor.
Teraz była szczęśliwa, widziałem to.. była bardziej spokojna niż wcześniej.
-To dla ciebie. Ten kwiat to Teossolin, rośnie tylko tu na tym świecie, jeden z moich tworów. Jest napełniony moją energią, której z powrotem wziąć nie mogę. Będzie żył wiecznie, ale energia nie będzie w nim nieskończona. Chcę byś miała ten kwiat u siebie w pokoju i korzystała z tej energii jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Wystarczy, że dotkniesz jego środka płatków.-wyjaśniłem i dałem kwiat Sor. Wpatrywała się w niego, nie rozumiała chyba jak skumulowałem energię w kwiecie.

-Aby zebrać energię i skumulować ją w danej rzeczy, trzeba się skupić i użyć swojej umiejętności. Pamiętając o tym, by nie przesadzić.-wytłumaczyłem. Soraya uśmiechnęła się i po chwili kolejny raz złożyła na moich ustach pocałunek. Jednak nie dałem jej tak szybko odejść, złapałem ją i przyciągnąłem z powrotem, ponownie wpijając się w jej słodkie usta, napawając się ich smakiem. Całowałem jej szyję, znów pozostawiając kolejny ślad. Słyszałem jęk i szybki oddech dziewczyny, co tylko mnie bardziej napędzało. Odkleiłem się jednak od niej i pozwoliłem na dalsze prześledzenie magicznego miejsca. Znajdowaliśmy się w altanie, gdzie były skupione różne minerały pochodzące z tego świata, oraz poszczególne medaliony znalezione prze ze mnie..w sumie ze wszystkich światów. Właśnie wtedy przypomniał mi się naszyjnik z błyskawicą, wyjąłem go z kieszeni i raz jeszcze napełniłem własną energią, bowiem w czasie podróży znalazłem jego zastosowanie, i skupiałem w nim moją energię. Założyłem go na szyję i wróciłem do ciemnowłosej, która przyglądała się jednemu z kamieni.

-To Menezis, kryształ burz.-powiedziałem. Soraya zrobiła się jeszcze bardziej ciekawa.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz