28 października 2017

Od Drake'a Cd Zula




Zachowanie Zuzu mnie lekko zdziwiło. Rozumiem, że sytuacja mogła ją nieco przerosnąć, ale od czego ma mnie? Pomógłbym jej, jednak ona mnie odtrąciła. Nie chciała tym razem mojej pomocy. Skoro tak, niech będzie. Dam jej upragniony spokój. Westchnąłem zrezygnowany pod nosem i ruszyłem do swojego pokoju.
Gdy już się w nim znalazłem, uwaliłem się na łóżku i zacząłem podziwiać swój, jakże nudnie biały sufit. Poleżałem tak przez jakąś chwilę i stwierdziłem, że nie wysiedzę w tych klaustrofobicznych czterech ścianach. Postanowiłem udać się w jakieś odosobnione miejsce, gdzie w spokoju mógłbym zająć się czymś innym. Zająć ręce, które wciąż były niespokojne. Ubrałem na siebie z powrotem moją kurtkę i wyszedłem przez okno. Przywołałem w myślach Ildirim. Smok od razu stawił się na moje wezwanie. Jest już taki wielki, wydoroślał.., no... Tylko z wyglądu, ponieważ w duchu wciąż czuje się jakby był małym smoczkiem. Jeśli chodzi o mnie, to ze mną jest podobnie. W środku nadal czuje się nastolatkiem, któremu wszystko uchodzi na sucho. Jednak rzeczywistość jest inna. Każdy wybór ma swoje konsekwencje. Nie przemyślałem ich do końca i stało się to, co się stało. Straciłem Sorayę. Kto wie? Może dzisiaj bylibyśmy już po ślubie..? Ale teraz mam Zulę. Kocham ją, nawet bardzo i nie pozwolę jej odejść. Nie dopuszczę do tego, by z nią stało się to samo, co z Sor.
Sprawa z Dreyar nadal ciąży mi na sercu. Wtedy w szpitalu, gdy była pogrążona we śnie i gdy ją pocałowałem, poczułem to charakterystyczne przeszycie prądu. Jej wyjątkowość przyciąga każdego, nawet mnie. Muszę naprawić to, co zniszczyłem. Sprawię, że nikt jej, tak jak ja to zrobiłem, nie zrani. To ja zdecyduję, kto będzie jej godzien.
A już z góry powiem, że taki Orion to nigdy jej nie zdobędzie. Już moja w tym głowa. Żadna szumowina czy inny frajer nawet się do niej nie zbliżą.
~ Ildirim, wybierzemy się na plażę? ~ spytałem w myślach mojego smoka.
~ No jasne! Krysztalica też tam właśnie jest. ~ Smoczysko aż zawarczało z radości. Nosz kurde... Trafił mi się niezwykle rozrywkowy jaszczur.
Jak tylko znalazłem się na grzbiecie mojego smoczego towarzysza, ten wzbił się w powietrze. Poszybował aż do samych, nielicznych chmur. Naładował je odpowiednio, by pod wieczór mogła rozszaleć się nad wyspą mała burza. Niektórzy z niej bardzo się ucieszą. Myślami za to wciąż wracałem do Zuzu, która zamknęła się u siebie i nawet mi nie pozwoliła sobie towarzyszyć. Mówi się trudno, nie będę się prosić. Niech pobędzie sobie w samotności, jak tak bardzo tego chce. Ja wiem jednak, że w takich chwilach nie powinno się być samemu. To potrafi zaowocować w przykre skutki.
Wylądowaliśmy na złotym piasku, który lekko mienił się w południowym słońcu. Słonawa woń oceanu jeszcze bardziej zaczęła drażnić moje nozdrza. Kiedyś, jako mały dzieciach byłem na to uodporniony. Razem z ojcem odwiedzałem Smocze Wyspy co chwilę. Potem wszystko się zmieniło. Po tragedii Dreyarów i po straceniu ojca Sor nie miałem już tu czego szukać. Przeszedłem już dobry kawałek, kierując się w dobrze znanym mi kierunku. Moje nogi same mnie tam niosły. Do miejsca, które, z tego co się dowiedziałem, prawie nikt nie odwiedzał.
Konwaliowa Łąka, tak nazywali kiedyś to miejsce. Po środku mrocznego lasu, w którym roiło się od groźnych zwierząt jest miejsce, do którego właśnie zmierzam. Z czasem Konwaliowa Łąka stała się prywatnym cmentarzem rodziny Dreyarów. Trzy groby, które tam stoją, przypominają o tym co się stało. Przypominają o wielkim bólu, z którym ta rodzina nadal nie może się rozstać. Tak samo jak ja z moim bólem po stracie mojej siostry Melody.
Odbiję cię siostrzyczko. Już niedługo. Przysięgam.
Wkroczyłem na łąkę, usianą wzdłuż i wszerz przepięknymi, bielszymi od śniegu konwaliami. Na jej skraju, w cieniu nieopodal rosnących  drzew, stała jakaś postać. Gdy podszedłem bliżej rozpoznałem, że jest to Matayas. Stał nad grobami swoich zmarłych rodziców i najmłodszego brata. Wyczuł moją obecność z daleka, ponieważ odwrócił się w moją stronę. Jego czarne spojrzenie było smutne, kryło w sobie mnóstwo cierpienia, złości, ale też tęsknoty. Po części go rozumiem. Ja także tęsknię za moją siostrą, za Sorayą, ale mój ból nie dorównuje jego. Państwo Dreyar i Katsuya nie żyją. Żadna magia nie jest w stanie sprawić, by wrócili zza światów.
-- Czego tu szukasz Drake? -- spytał beznamiętnie Matayas. Oderwał ode mnie swoje spojrzenie i ponownie skierował je na nagrobki swoich bliskich.
-- W zasadzie to niczego. Szukałem spokojnego miejsca i tak jakoś tu trafiłem. Nie masz nic przeciwko?
-- Nie, zostań jak chcesz.
Miedzy nami zapadła dość długa cisza. Szum wiatru  rozwiewał mi włosy, szamotał rozpiętą kurtką. Zerknąłem na Mata kątem oka i dostrzegłem pojedynczą, przeźroczystą łzę na jego policzku pokrytym kilkudniowym zarostem. Widziałem go płaczącego jeden, jedyny raz. Ten widok zapamiętam do końca swojego życia.
-- Matayas, pomóż mi. Pomóż mi sprawić, by Sor znowu mi zaufała. -- Moje słowa sprawiły, iż na jego smutnej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Facet spojrzał na mnie w taki sposób, jakbym prosił go co coś niemożliwego do zrobienia.
-- Axall... Nie znasz Sorayi? Ona nigdy ci nie wybaczy. Nie po takim czasie. Choćbyś błagał na kolanach i to klęcząc w płomieniach, ona i tak by ci nie darowała. To, co stało się dwa lata temu zmieniło ją do reszty. Nawet nam nie powiedziała, co takiego zrobił jej Cierń, gdy ją przetrzymywał, ale jedno ci powiem. Ona była jedną nogą na tamtym świecie. Tobirayi ledwo udało się ją odratować.
-- Chcę naprawić swoje błędy. Wyprostować wszystko, wyjaśnić... Wiem, że to będzie trudne, ale chcę spróbować. Nie poddam się. Nigdy się nie poddam. Soraya jest..., była dla mnie moją bratnią duszą. -- Patrzyłem zdeterminowany na Dreyara, który przyglądał mi się przez pewien czas. Potem westchnął ciężko i ponownie skierował spojrzenie na krzyże wystające z ziemi porośniętej białymi kwiatami - symbolem rodu Dreyar.
-- Zgoda, pomogę ci.


< Ktoś? Tatusiek Drake'a za niedługo wkroczy do akcji :D ! > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz