Byłam dumna z Any, doskonale poradziła sobie podczas porodu. Dwoje maluchów przyszło na ten cudowny świat! Rodzice na pewno są szczęśliwi. Rey i Trey, mam nadzieję, że odnajdziecie się na naszym Eter.
Przed powrotem do akademii zerknęłam do Sorayi by zmienić jej opatrunki oraz podać lek wzmacniający jej organizm, ma dziewczyna szczęście, że byłam w pobliżu.
Moje myśli nadal były jednak przy Alorze. Muszę jak najszybciej znaleźć się z powrotem przy niej, potrzebuje mojej pomocy, jak i jej smoczyca Stelmari.
---
Zakrzałam pierw do smoczycy...lecz do moich oczu napłynęły łzy gdy tylko ją zobaczyłam. Była w opłakanym stanie..co za tym idzie z Alorą jest gorzej..
Podałam jej lek i czym prędzej popędziłam w stronę wrót. Musiałam być obok rudowłosej!
--
Wpadłam na oddział i zastałam..płacz..płacz kilku osób nad łóżkiem Alory.
-Co się dzieje?-zapytałam drżącym głosem. Kiedy podeszłam..widziałam dziewczynę, całą bladą..bez życia.. Z oczu zaczęły wypływać łzy.. Nie mogłam się powstrzymać..
Płakałam pierwszy raz od kilku lat..
Moja malutka Alora, dziewczynka, którą pomagałam wychowywać..umarła..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz