Leżałam sobie spokojnie na trawie, delektując się ciepłem,
które grzało moje ciało. Nagle usłyszałam czyjś krzyk. Moje zwierzaki
przerażone się rozejrzały. Yuki, magiczna lisica schowała się za dużym
tygrysem, a moja Gudeecu, Valurette wstała na równe nogi i zaczęła patrzeć ze
wściekłością na osobę, która przyszła w pobliża jeziora. Zaczęła tupać jednym
kopytem o ziemię. Uniosłam się i pogłaskałam sarnę po grzbiecie, aby się
uspokoiła. Złapałam za swoje słuchawki… Nie podobało mi się to, że nagle sobie
ktoś przyszedł i drze się na całą polankę. Spojrzałam na Arianę i Avena. Chyba
się znali z krzyczącym mężczyzną i jego towarzyszką. Mimo to, zachowałam
czujność. Yuki bardzo przerażona wyłoniła się zza tygrysa i pokazała dla
zakrwawionego faceta kły. Właśnie… Czemu on był cały we krwi. Szybko narzuciłam
na suchy już strój kąpielowy moje ubrania i spojrzałam na moją sarenkę, która
natychmiast do mnie podeszła i stanęła po mojej stronie, lekko z tyłu. Nie,
nie, nie… Nie podoba mi się to… Tym bardziej, że nakrzyczał na Arianę. Nie
jestem zwolenniczką takich zachowań. Mój charakter i styl o tym świadczą. Niby
niewinne stworzenie ludzkie, ale jednak… Potrafię pokazać pazurki. Jedna moja
dłoń nadal była przy słuchawkach, zawieszonych na mojej szyi. Lekko stukałam w
ich obudowę moimi niebieskimi paznokciami. Zaczęłam patrzeć to na krzyczącego,
to na jego towarzyszkę. Nie mogę zaprzeczyć, że pobladłam ze strachu. Nie
podobało mi się, że mężczyzna jest umorusany we krwi. Spojrzałam na Arianę z
widocznym przerażeniem. Modliłam się, aby mi cokolwiek potem wytłumaczyła… Mam
nadzieję, że obejdzie się bez ucieczki, czy walki z pomocą Minimum… Nie chcę
nikogo skrzywdzić, ale niestety, gdy użyję mocy. Dla atakującego nie ma
odwrotu, czy szansy, aby mi cokolwiek zrobić. Chyba, że zabiorą moje słuchawki…
Do tego nie dopuszczę…
<Ariś? Zula? Aven? Drake?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz