No dobra, przyznaję. Gościu jest mistrzem, także i moim idolem, jednak nie pozwolę rozstawiać się po kątach, nosz k***a! Zmierzyłem faceta od góry do dołu. Jeśli myśli, iż się przestraszę jego nożyka, to się grubo myli. On sam budzi jedynie mój podziw i szacunek.
Ale nie lęk.
Rozumiem, że przyjaźnił się z ojcem Ariany, że złożył pewne przyrzeczenia, jednak nic nie daje mu prawa, by decydować za innych, zwłaszcza za Arianę. Małolata jest wpatrzona w niego jak w obrazek. Zapewne, jeśli zacznę się z nim wykłócać stanie po jego stronie, jednakże nie jest głupia. Ma swój rozum i nie pozwoli, by ktoś podejmował decyzje za nią. Sam tego nienawidzę.
-- Może niech Ariana o tym zdecyduje.. -- odpowiedziałem gościowi, hardo patrząc mu w oczy. Wiem doskonale kim on jest, i wygląda na to, że on wie kim ja jestem, a to z kolei oznacza, iż zna mojego ojca. Dlaczego mnie to w ogóle nie dziwi..? -- Poza tym, pozwolę sobie zauważyć, że nie wywiązuje się pan należycie ze swoich obietnic. Ariana już dwa razy została zaatakowana i porwana.
Nie jestem pewien, czy moje słowa go zdziwiły, czy też nie. Morderca jego kalibru potrafi się mistrzowsko maskować. Ja także nie jestem najgorszy w te klocki. W końcu wyssało się fach z mlekiem matki.
-- Nie mam najmniejszego zamiaru spuszczać z Ariany oka, bo ktoś ma takie widzimisię. Nie jest pan jedyną legendą tutaj. Inni też niedługo tu się pojawią. Niech pan o tym nie zapomina. -- Widziałem doskonale niebezpieczny błysk w jego oczach, ale ja pozostałem niewzruszony. Ciągle miałem zaschniętą krew na rękach, jednak wcale mi ona nie przeszkadzała. Ja, z rodu Axallów, mam swoją godność. Nie ugnę się przed byle kim.
< Ariś? Panie Legendo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz