Patrzyłem w stronę łóżka, gdzie wciąż leżała pogrążona we śnie moja bogini wojny. Rozumiem Mata i Oktaya aż nazbyt dobrze. Ja również martwię się o swoją siostrę, jedną jak i drugą. Ariś dała mi znać, że idzie do pokoju. Pokiwałem głową na znak, iż zrozumiałem, zaś sam przyjrzałem się bliżej Mirajane. Chyba wiem kim ona jest i jeśli się nie mylę, to nie powinienem wydawać się przy niej, że co najmniej cztery razy obrobiłem jej tatuśka. Kolejny co sprzedał się Cierniowi.
Ten kontynent upada coraz niżej...
Poczułem w sobie wielkie zmęczenie. Vihar obok mnie także wydał mi się senny, dlatego poinformowałem wszystkich zainteresowanych o tym, iż idę się zdrzemnąć. Nie miałem ani ochoty ani chęci, by ślęczeć nad strategiami bitewnymi. Jak tylko pożegnałem się z Zuzu, oczywiście czułym uściskiem, skierowałem się w stronę mojego pokoju. Po drodze napatoczyliśmy się z wilczurem na Avena, który wyglądał jakby zaraz miał dostać wszawicy. Rozejrzałem się po korytarzach. Niemal od razu rzuciło mi się w oczy to, jak Ariana została powalona na posadzkę przez jakiegoś osiłka. Czy ja już go kiedyś przypadkiem nie widziałem..?
-- Ariana! -- wykrzyknąłem imię dziewczyny, po czym szybkim zdecydowanym krokiem podszedłem do niej i jej domniemanego oprawcy. -- Ok, Ariś? -- spytałem obejrzawszy ją dokładnie od stóp do głowy. Po minucie przeniosłem swoje spojrzenie na mężczyznę obok mojej przybranej siostrzyczki, która wyglądała jakby sam Bóg Burz zaszczycił ją swą obecnością.
O jasna cholera....
-- Witam żywą legendę zbrodni w Smoczej Akademii.
< Panie Aleksandrze? Ariano? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz