26 czerwca 2017

Od Mirajane CD Matayas

Cicho się śmiałam pod nosem, widząc jak obaj bracia się zachowują. Kiedy jednak zauważyłam, że parametry życiowe siostry Matayasa się pogorszyły, spoważniałam. Wstałam i chwiejnym lekko krokiem podeszłam do łóżka Sor. Spojrzałam na kobietę i westchnęłam.

-Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze…

Powiedziałam. Spojrzałam na jedno z okien, a potem z powrotem na braci.  Potrząsnęłam głową i uderzyłam się lekko obiema dłońmi w policzki.

-Ja już pójdę. Mam nadzieję, że z Sorayą będzie wszystko dobrze. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.

Tak postanowiłam ulotnić się ze skrzydła szpitalnego. Posłałam uśmiech dla towarzystwa i wyszłam ze skrzydła. Kiedy byłam na wystarczająco dalekiej odległości, nałożyłam na uszy słuchawki i wzięłam głęboki wdech. W myślach, powtarzałam sobie, że dam radę. Wystawiłam nogę do tyłu, uderzyłam trzy razy palcami u stóp o ziemię i pstryknęłam palcami. Biegiem ruszyłam na łąkę. Męczące, ale dałam radę. Tam położyłam się na ziemi i spojrzałam na niebo. Modliłam się, aby kolejne użycie Minimum mnie nie bolało. Wstałam i tym razem tylko pstryknęłam. Czas wokół mnie zwolnił, a ja, zamiast biec, wolno ruszyłam przed siebie. Może było to spowodowane tym, że biegłam? Nie wiedziałam, ale teraz, czas poćwiczyć.

<Mircia zwiała xD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz