- taka szkoda... masz piękne oczy - powiedziałem ręką gładząc policzek dziewczyny. Ona kaszlnęła w odpowiedzi.
- n.. nie ujdzie ciiii... too.. na sucho.. - jęknęła gdy wyciągnąłem nóż z jej brzucha.
- no i zobacz, ubabrałaś swą krwią taką piękną rękojeść - przyjrzałem się uchwytowi zrobionemu z kości słoniowej, poplamionej teraz krwią kobiety. Obróciłem broń kilka razy i wytarłem o jej białą bluzkę po czym ruszyłem w swoją stronę chowając ostrze do specjalnego miejsca w pasie. Gdyby nie to, ile warte było jej życie, to może nawet dał bym jej pożyć trochę dłużej? Chociaż jedną noc. Kiwnąłem głową by odgarnąć z twarzy gęstą grzywę mych białych włosów. Zaśmiałem się znikając w cieniu, gdy strażnicy odkryli martwą, by za raz wyjść trzy ulice dalej. Zmierzyłem ulice swymi złotymi oczami i zniknąłem w tłumie (co jest trudne gdy masz 190 cm wzrostu).
...
Z rękoma schowanymi w kieszeniach kurtki przechadzałem się po dziedzińcu Smoczej Akademii. Normalnie nie wtajemniczeni nie mają tu wstępu, lecz ja dobrze wiedziałem o istnieniu tego miejsca. Z obojętną miną mijałem każdego kto również tędy przechodził. Nikt mnie tu nie interesował. To zwykła przechadzka w jednym z wielu miejsc na tym świecie, wśród nic nie znaczących dla mnie ludzi. Gdyby czyjeś życie miało jakąkolwiek cenę...
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz