25 czerwca 2017

Od Mirajane CD Matayas/Reszta

Kiedy Matayas wziął mnie na ręce i położył na łóżko, nie mogłam powiedzieć, że puls mi nie przyspieszył. Zaczerwieniłam się i próbowałam się wyrwać, ale byłam za słaba. No cóż… Ciężko by było wyrwać się dla umięśnionego mężczyzny. Potem odpuściłam i dałam się położyć na łóżko.

-A-Ale ja nie mogę odpoczywać… Ja chcę pomóc…

Rzekłam, mimo tego, że widziałam w spojrzeniu chłopaka to, że nie chciał, abym się sprzeciwiała. Ja jednak nie potrafię spokojnie leżeć, kiedy obiecałam komuś pomoc. Widziałam, jak bracia ze sobą rozmawiają i się śmieją. Nie mogę leżeć w spokoju. Miałam chęć wstać i pokazać, że jednak dam radę. Nie lubię pokazywać tego, że się źle czuję. Uniosłam się i wstałam. Głupota, głupota, głupota. Miałam trudność z chodzeniem. Trochę rozmazywało mi się przed oczami. Jednak potrząsnęłam głową i wyprostowałam się. Ruszyłam chwiejnym krokiem do łóżka, przy którym stali bracia.

-Ja nie mogę leżeć i patrzeć… Ja obiecałam, że pomogę i taki mam też zamiar…


Zapewniłam rodzeństwo. Przypomniało mi się, jak kiedyś mówiłam tak samo do brata, gdy stracił swoją ulubioną zabawkę. Wmawiałam mu, że mu pomogę i tak też zrobiłam, mimo bólu, który był wywołany ciągłymi ćwiczeniami z Minimum. Nie obchodziło mnie to, że mogłam stracić życie. Musiałam pomóc. Że też muszę być taka uparta. Pobladłam i położyłam dłoń na czole. Wzięłam głęboki wdech, aby odzyskać siły. Wiedziałam jednak, że zaraz upadnę. Chwyciłam lekko ramię Matayasa. Utrzymywałam się na nim. Zamknęłam oczy, pod którymi pojawiły się lekkie worki. Nie poddam się tak łatwo. Dopełnię obietnicy i pomogę dla Sorayi.

<Reszta?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz