Widziałem, że się czymś martwi. Ciężko było tego nie zauważyć. Patrzyłem jej prosto w oczy i posłałem pokrzepiający uśmiech. Nie mogłem patrzeć, jak się czymś przejmuje. Po prostu nie potrafiłem. Sannass usiadła przy mojej nodze i przeciągle ziewnęła. Gdy ujrzała Nerona, stanęła na równe łapki i poczłapała do stwora. Przednią łapą zaczęła uderzać przedramię stworzenia i patrzyła na niego proszącym wzrokiem. Cicho pisnęła. Ja za to, położyłem dłonie na ramionach dziewczyny.
-Nie martw się. Sam czasami nie jestem pewien, kim tak naprawdę jestem. Dowiesz się. Uwierz mi. A jak chcesz, to z ogromną chęcią ci pomogę Księżniczko. Powtórzę, że jak chcesz. Do niczego ciebie nie zmuszę.
Szczere wyznanie.Czemu miałbym kłamać. Nie mam do tego żadnego powodu. Może podczas tych poszukiwań i ja dowiem się, jak mógłbym powstrzymać niekontrolowaną formę. Oczywiście, odpada nie denerwowanie się. To nie możliwe w moim przypadku. Przerabiałem to kilka razy i nigdy nie skutkowało. Posłałem blondynce uśmiech i zabrałem dłonie z jej ramion. Zmierzwiłem moje czarne kudły, a potem spojrzałem ponownie w błękitne oczy.
<Moyra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz