Dzisiejszy dzień… Zły dzień. Obudziłem się o bardzo wczesnej
porze i patrzyłem w sufit mojego pokoju. Chciałem uspokoić się jak najszybciej…
Bałem się, że zbyt duże nerwy wywołają niekontrolowaną przemianę, a tego nie
chcę… Cholerne geny. Kiedy nadeszła pora, aby wstać, uniosłem się i skierowałem
do łazienki, aby się umyć i wykonać potrzeby fizjologiczne. Po kilkunastu
minutach wróciłem do pokoju i stanąłem przed szafą, myśląc co ubrać. Wreszcie
zadecydowałem. Mój strój składał się z czarnego płaszczu z czerwonymi zdobieniami.
Do tego, ubrałem luźną, szarą koszulkę z lekko odkrytym torsem. Na nogach miałem
coś na deseń legginsów, które nie były tak naprawdę legginsami i buty typowo
nawiązujące do średniowiecza. Nie zapomniałem oczywiście o mojej katanie. Kuro
wskoczył na moje ramię i miauknął. Pogłaskałem go i spojrzałem na Amaimona,
który chciał iść z nami. Westchnąłem, patrząc na jajo smoka, leżące na
poduszce. Opuściłem swój pokój, kierując się do stołówki. Niedaleko stołówki
był niewielki postument z wazonem kwiatów. W bukiecie ujrzałem dziwny skrawek
papieru. Wziąłem go i zacząłem czytać. Nie wierzyłem własnym oczom… Mamy
zdrajcę w akademii! Zaraz… Kto to? Na korytarzu widziałem jakąś dziwną osobę.
Męska sylwetka, cały ubrany na czarno, a gdy zauważył, że patrzę i czytam list,
zaczął uciekać. Kuro zeskoczył i przemienił się. Ja z prędkością wskoczyłem na
niego razem z Amaimonem. Wszyscy ruszyliśmy w pogoń. Czarna postać dalej uciekała.
---
Uciekiniera złapaliśmy dopiero na Łące. Tam skoczyłem na
niego i powaliłem na ziemię. Wyjąłem katanę ze skarpety i zacząłem trzymać
ostrze przy jego gardle. Zmrużyłem oczy i zacząłem się przyglądać postaci.
Czarnowłosy, lekko fioletowe oczy, blada cera…
-Czemu uciekałeś?! Jesteś powiązany z tym listem?!
Chłopak zacisnął usta w wąską linię i odwrócił wzrok.
Przystawiłem ostrze trochę mocniej do jego szyi.
-Gadaj śmieciu!
Moje nerwy były na skraju. Moje oczy zaczęły połyskiwać
czerwienią. Zacząłem szeptać zaklęcie, a ostrze rozbłysło i zmieniło swoją
formę, lekko oparzając uciekiniera, który krzyknął z bólu. Nadal trzymałem
kamienną twarz. Nie mogłem pokazać zdenerwowania, bo by się rozwinęło, a wtedy
z pewnością bym się przemienił. Amaimon i Kuro patrzyli na mnie. Wiedzieli, że
nie mogą nic zrobić, bo chcę pomóc.
-Dobra! Zamknij się ty debilu! Nic ci nie powiem!
Nie no, przesadził. Na moich skroniach i policzkach, zaczęły
się pojawiać mroczne znaki. Oczy zabłysły na czerwono, a jedno z nich po chwili
zaczęło czernieć, a z niego poczęła wypływać czarna maź. Nadal powalając
chłopaka, rozłożyłem dłonie, a za mną pokazały się ogromne, czarne, kościste
skrzydła, połyskujące zieloną aurą. Złożyły się w kokon, a ja wyłoniłem się z
niego w niekontrolowanej postaci. Czarnowłosy krzyknął, gdy zacząłem przykładać
mu mroczną katanę do gardła. Ama i Kuro spojrzeli na siebie. Myśleli, czy nie
czas, aby mnie porazić.
-Gadaj… Zginiesz… Mów…
Przerażony fioletowooki pisnął. Nie spodziewał się chyba, że
jestem Mrocznym Aniołem. Ale… Trafił w czuły punkt i chyba nie spodziewał się
tego, że wywoła moją niekontrolowaną formę. Jego szyja była bardzo czerwona, co
było spowodowane zmianą na mroczne ostrze. Wydałem kolejny, przerażający
dźwięk, co można połączyć było z mrukiem i chuchnięciem. Nie był to dobry znak.
Coraz bardziej się denerwowałem, choć nie byłem tego świadomy.
-Dobra! Powiem! Powiem!
Krzyknął. Zaczął mówić o tym, że jest przybranym uczniem,
pomaga Cierniowi i tym podobne rzeczy. Byłem wściekły. Ryknąłem bardzo głośno,
a moje kościste skrzydła się rozprostały. Warknąłem potem i przystawiłem do
jego gardła jeszcze mocniej ostrze. Z jego szyi poleciały strużki krwi, które
po chwili pomnożyły się i było ich bardzo dużo. Czarnowłosy krzyczał ile dawał
rady. Myślał, że ktoś mu pomoże. Ha! Śmieszne! Odstawiłem ostrze od jego szyi.
Znowu ryknąłem. Nie ma szansy, że go puszczę wolno. Zginie na miejscu i spalę
jego zwłoki! Przyłożyłem ostrze do jego ramienia i zacząłem jechać po jego
dłoni, rozcinając ją. Zdrajca darł się niesamowicie. Warknąłem i rozciąłem kawałek
jego ust i wyciąłem mu język.
-Zamknij się śmieciu!
Chłopak patrzył na mnie ze strachem. Na mojej twarzy
pojawiła się krew. Tak… Właśnie tak. Przystawiłem ostrze do kolejnego ramienia
i je rozciąłem, aż po palce. W sumie miałem dość tej zabawy. Złapałem rękojeść
dwoma dłońmi, uniosłem je do góry i wsadziłem je w jego czoło. Umarł. Dobrze…
Bardzo dobrze. Wyciągnąłem ostrze, a krew trysnęła na mnie. Zaśmiałem się. Wziąłem
zwłoki i wzleciałem do góry. Poleciałem szybko na plażę. Ułożyłem truchło na
piasku i oddaliłem się. Za pomocą zdolności podpaliłem jego zwłoki, które
zaczęły powoli znikać, a zamiast nich pojawiał się popiół. Wskoczyłem do wody.
Amaimon i Kuro właśnie do mnie przybiegli. Spojrzałem na nich i wyleciałem z
wody z rykiem. Ama naładował się i strzelił we mnie potężną strugą zielonej
energii elektrycznej. Opadłem na ziemię, odmieniając się. Po kilku chwilach
obudziłem się. Rozejrzałem się skołowany. Nie wiedziałem co się dzieje. Kuro
opowiedział mi wszystko, a ja zacząłem płakać. Cholerny brak kontroli! Znowu
wskoczyłem do wody. Zacząłem zmywać z siebie krew. Przeklęte geny Mrocznego
Anioła…
---
Wraz z zapadnięciem zmroku opuściłem wodę. Załamany
spojrzałem na swoich pupili. Kuro chcąc mnie pocieszyć miauknął, a Amaimon
zaczął ocierać się o moje nogi. Cat Sith się powiększył, a ja wraz z magicznym
lisem wskoczyliśmy na niego, kierując się do Akademii. Modliłem się, aby nikt
nie widział tego, co się tutaj stało…
843 słowa! To aż 3x więcej! Gratuluję tak wspaniałej pracy!
Wygrywasz: 80 monet!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz