27 czerwca 2017

Od Akira (Zadanie pierwsze. Zabicie poplecznika Ciernia)

Dzisiejszy dzień… Zły dzień. Obudziłem się o bardzo wczesnej porze i patrzyłem w sufit mojego pokoju. Chciałem uspokoić się jak najszybciej… Bałem się, że zbyt duże nerwy wywołają niekontrolowaną przemianę, a tego nie chcę… Cholerne geny. Kiedy nadeszła pora, aby wstać, uniosłem się i skierowałem do łazienki, aby się umyć i wykonać potrzeby fizjologiczne. Po kilkunastu minutach wróciłem do pokoju i stanąłem przed szafą, myśląc co ubrać. Wreszcie zadecydowałem. Mój strój składał się z czarnego płaszczu z czerwonymi zdobieniami. Do tego, ubrałem luźną, szarą koszulkę z lekko odkrytym torsem. Na nogach miałem coś na deseń legginsów, które nie były tak naprawdę legginsami i buty typowo nawiązujące do średniowiecza. Nie zapomniałem oczywiście o mojej katanie. Kuro wskoczył na moje ramię i miauknął. Pogłaskałem go i spojrzałem na Amaimona, który chciał iść z nami. Westchnąłem, patrząc na jajo smoka, leżące na poduszce. Opuściłem swój pokój, kierując się do stołówki. Niedaleko stołówki był niewielki postument z wazonem kwiatów. W bukiecie ujrzałem dziwny skrawek papieru. Wziąłem go i zacząłem czytać. Nie wierzyłem własnym oczom… Mamy zdrajcę w akademii! Zaraz… Kto to? Na korytarzu widziałem jakąś dziwną osobę. Męska sylwetka, cały ubrany na czarno, a gdy zauważył, że patrzę i czytam list, zaczął uciekać. Kuro zeskoczył i przemienił się. Ja z prędkością wskoczyłem na niego razem z Amaimonem. Wszyscy ruszyliśmy w pogoń.  Czarna postać dalej uciekała.

---

Uciekiniera złapaliśmy dopiero na Łące. Tam skoczyłem na niego i powaliłem na ziemię. Wyjąłem katanę ze skarpety i zacząłem trzymać ostrze przy jego gardle. Zmrużyłem oczy i zacząłem się przyglądać postaci. Czarnowłosy, lekko fioletowe oczy, blada cera…
-Czemu uciekałeś?! Jesteś powiązany z tym listem?!
Chłopak zacisnął usta w wąską linię i odwrócił wzrok. Przystawiłem ostrze trochę mocniej do jego szyi.

-Gadaj śmieciu!

Moje nerwy były na skraju. Moje oczy zaczęły połyskiwać czerwienią. Zacząłem szeptać zaklęcie, a ostrze rozbłysło i zmieniło swoją formę, lekko oparzając uciekiniera, który krzyknął z bólu. Nadal trzymałem kamienną twarz. Nie mogłem pokazać zdenerwowania, bo by się rozwinęło, a wtedy z pewnością bym się przemienił. Amaimon i Kuro patrzyli na mnie. Wiedzieli, że nie mogą nic zrobić, bo chcę pomóc.

-Dobra! Zamknij się ty debilu! Nic ci nie powiem!

Nie no, przesadził. Na moich skroniach i policzkach, zaczęły się pojawiać mroczne znaki. Oczy zabłysły na czerwono, a jedno z nich po chwili zaczęło czernieć, a z niego poczęła wypływać czarna maź. Nadal powalając chłopaka, rozłożyłem dłonie, a za mną pokazały się ogromne, czarne, kościste skrzydła, połyskujące zieloną aurą. Złożyły się w kokon, a ja wyłoniłem się z niego w niekontrolowanej postaci. Czarnowłosy krzyknął, gdy zacząłem przykładać mu mroczną katanę do gardła. Ama i Kuro spojrzeli na siebie. Myśleli, czy nie czas, aby mnie porazić.

-Gadaj… Zginiesz… Mów…

Przerażony fioletowooki pisnął. Nie spodziewał się chyba, że jestem Mrocznym Aniołem. Ale… Trafił w czuły punkt i chyba nie spodziewał się tego, że wywoła moją niekontrolowaną formę. Jego szyja była bardzo czerwona, co było spowodowane zmianą na mroczne ostrze. Wydałem kolejny, przerażający dźwięk, co można połączyć było z mrukiem i chuchnięciem. Nie był to dobry znak. Coraz bardziej się denerwowałem, choć nie byłem tego świadomy.

-Dobra! Powiem! Powiem!

Krzyknął. Zaczął mówić o tym, że jest przybranym uczniem, pomaga Cierniowi i tym podobne rzeczy. Byłem wściekły. Ryknąłem bardzo głośno, a moje kościste skrzydła się rozprostały. Warknąłem potem i przystawiłem do jego gardła jeszcze mocniej ostrze. Z jego szyi poleciały strużki krwi, które po chwili pomnożyły się i było ich bardzo dużo. Czarnowłosy krzyczał ile dawał rady. Myślał, że ktoś mu pomoże. Ha! Śmieszne! Odstawiłem ostrze od jego szyi. Znowu ryknąłem. Nie ma szansy, że go puszczę wolno. Zginie na miejscu i spalę jego zwłoki! Przyłożyłem ostrze do jego ramienia i zacząłem jechać po jego dłoni, rozcinając ją. Zdrajca darł się niesamowicie. Warknąłem i rozciąłem kawałek jego ust i wyciąłem mu język.

-Zamknij się śmieciu!

Chłopak patrzył na mnie ze strachem. Na mojej twarzy pojawiła się krew. Tak… Właśnie tak. Przystawiłem ostrze do kolejnego ramienia i je rozciąłem, aż po palce. W sumie miałem dość tej zabawy. Złapałem rękojeść dwoma dłońmi, uniosłem je do góry i wsadziłem je w jego czoło. Umarł. Dobrze… Bardzo dobrze. Wyciągnąłem ostrze, a krew trysnęła na mnie. Zaśmiałem się. Wziąłem zwłoki i wzleciałem do góry. Poleciałem szybko na plażę. Ułożyłem truchło na piasku i oddaliłem się. Za pomocą zdolności podpaliłem jego zwłoki, które zaczęły powoli znikać, a zamiast nich pojawiał się popiół. Wskoczyłem do wody. Amaimon i Kuro właśnie do mnie przybiegli. Spojrzałem na nich i wyleciałem z wody z rykiem. Ama naładował się i strzelił we mnie potężną strugą zielonej energii elektrycznej. Opadłem na ziemię, odmieniając się. Po kilku chwilach obudziłem się. Rozejrzałem się skołowany. Nie wiedziałem co się dzieje. Kuro opowiedział mi wszystko, a ja zacząłem płakać. Cholerny brak kontroli! Znowu wskoczyłem do wody. Zacząłem zmywać z siebie krew. Przeklęte geny Mrocznego Anioła…

---


Wraz z zapadnięciem zmroku opuściłem wodę. Załamany spojrzałem na swoich pupili. Kuro chcąc mnie pocieszyć miauknął, a Amaimon zaczął ocierać się o moje nogi. Cat Sith się powiększył, a ja wraz z magicznym lisem wskoczyliśmy na niego, kierując się do Akademii. Modliłem się, aby nikt nie widział tego, co się tutaj stało…

843 słowa! To aż 3x więcej! Gratuluję tak wspaniałej pracy!
Wygrywasz: 80 monet!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz