27 czerwca 2017

Od Akira (Wyklucie Sannass)

Siedziałem sobie w spokoju na łóżku, głaszcząc po łebku mojego Cath Sitha. Ciche pomrukiwania uspokajały mnie po moim ostatnim wybryku. Ja nic prawie nie pamiętałem. Kuro mi opowiadał, co wyprawiałem podczas przemiany w Mrocznego Anioła. Jak ja mogłem zabić tego przybranego ucznia... No cóż... Może i był posłany przez Ciernia, ale nie dałem rady powstrzymać nerwów. Te całe... Kłamstwa na początku, a potem to co mi powiedział... Te wszystkie, układy z Cierniem. Bleh. Aż rzygać się chce na samo wspomnienie o tym ośle. Amaimon przeciągnął się na swoim posłaniu i chwilę potem wskoczył na łóżko, układając się obok mojego kolana. Pogłaskałem go po łbie, na co ten mruknął i spojrzał na mnie. W sumie, dawno tak nie spędzaliśmy czasu. Zwykle byłem albo na zewnątrz, lub siedziałem w książkach. Postanowiłem to dzisiaj zmienić. Z uśmiechem patrzyłem na moje zwierzaki. Tylko im potrafiłem ukazać ten najszczerszy uśmiech, który jak oni to ujmują "rozgrzewa serce". Jeszcze raz dokładnie opowiedzieli mi akcję z tym poplecznikiem Ciernia i co mu zrobiłem. Nie aż tak dosłownie, ale powtórzyli to w taki sposób, aby nie zasmucić mnie. Ujrzałem jednak pod koniec ich opowieści, że moje smocze jajo powoli zaczyna drżeć, a skorupka pękać. Wstałem pośpiesznie z łóżka i wziąłem je z komody. Następnie ułożyłem na podłodze, a sam zasiadłem przed nim po turecku. Kuro i Amaimon zasiedli po drugiej stronie, patrząc na jajo z lekką niepewnością. Ja jednak, potrafiłem tylko się uśmiechać. Skorupka pękała, a tam ujrzałem małą głowę smoka, który po chwili przewrócił jajko do tyłu. Zaśmiałem się i wziąłem je do rąk. Ze skorupy powoli ujawniał się tułów i kończyny mojego smoka, a na sam koniec skrzydła. Pomiziałem smoczycę pod gardłem, na co ta cicho pisnęła.

-Witaj na świecie Sannass.

Smoczyca na moje słowa znowu cicho pisnęła i wyrwała się lekko z moich rąk. Starała się postawić krok za krokiem. Skutecznie. Powoli zaczynała sama chodzić i zwiedzać mój pokój. Zebrałem pokruszoną skorupę i położyłem ją przy wyjściu. Kuro i Amaimon starali się zapoznać z nową towarzyszką. Dla mojego Cath Sitha przyszło to z łatwością, czego nie mogę powiedzieć o Magicznym Lisie. Wydawał się markotny, a widok Sannass nie zadowalał go. Wściekły położył się na posłaniu i tam plecami do nas się zwinął. Kuro wskoczył na moje ramię, a ja wziąłem z lekkim trudem smoczycę na ręce. Była... Jak taki duży pies. Była trochę cięższa od Amy i większa. Właśnie w takim towarzystwie opuściłem pokój i skierowałem się na łąkę, aby San zapoznała się ze światem zewnętrznym.

---

Cóż. Nie mogłem powiedzieć, że nie bałem się o mojego smoka. Nie wiedziałem, czy spodoba się jej na zewnątrz i czy przypadkiem nie wyskoczy i zacznie biegać gdzie popadnie, a ja potem ją zgubię. Na szczęście, Sannass była bardzo grzeczna i siedziała w moich ramionach. Postanowiłem nie panikować. Zasiedliśmy przy jednym drzewie, a wtedy Kuro zeskoczył z mojego ramienia i ułożył się obok. Smoczyca rozejrzała się wokół i spojrzała na mnie prosząco. Puściłem ją, a ta zaczęła chodzić w niedalekiej odległości od drzewa przy którym siedziałem. Kuro nagle wstał i spojrzał na nową towarzyszkę. Miauknął, co było prośbą do zabawy. Sannass uroczo ryknęła i zaczęła skakać z moim Cath Sithem blisko mnie. Ja za to co? Patrzyłem jak mój kochany smok i kot bawią się razem. Miałem jednak wrażenie, że Amaimon tak łatwo nie zaakceptuje smoczycy. Skąd to wiedziałem? Cóż... Jego spojrzenie mówiło samo za siebie... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz