Wracałem właśnie po gładko wykonanej robocie do swojego tymczasowego lokum, a było to pokój w jakiejś ponurej gospodzie. Pogwizdując wesoło pod nosem zauważyłem, że w karczmie coś się dzieje. Jak to ja, wiedziony mą nieposkromioną ciekawością, przyspieszyłem kroku, by zobaczyć co się dzieje. We wejściu stał jakiś facet z szeroko rozpiętą koszulą. Na klacie miał sporych rozmiarów szramę, która na mnie nie zrobiła tak wielkiego wrażenia, jak na obecnych w środku wieśniakach.
-- Tej, mógłbyś nie rozbierać się we wejściu i usunąć się z drogi? Inni też chcą wejść do środka -- odezwałem się. Schowałem lewą rękę do kieszeni spodni, zaś prawą poprawiłem swoje ciemne okulary na nosie oraz jasne włosy, które nieustannie opadały mi na czoło. Gościu odwrócił się w moją stronę i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Na pierwszy rzut oka przypominał mi wielką górę mięśni, jednak tacy osobnicy nie robią na mnie wrażenia. Jedyne, co zawsze podziwiałem, to hipnotyzującą moc oczu i rozkoszne ciało mojej dawnej ukochanej. Bogini wojny.... Wracam do ciebie.
-- To jak, przesuniesz się, czy nie?
< Alvar? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz