20 czerwca 2017

Od Zena (Próba Przejścia)

 Dzisiejszy dzień zapowiada się niesamowicie. Wreszcie dostąpię zaszczytu i wezmę udział w Próbie Przejścia. Wstałem wcześnie i to jak zawsze, pierwsze co widzę to skaczący po mnie Discord. Kiedy zauważył, że na niego patrzę, zaczął wywijać w powietrzu bańki i inne akrobacje. Zaśmiałem się pod nosem. Uwielbiałem budzić się i widzieć mojego szalonego przyjaciela. Uniosłem się i przeciągnąłem. Z komody obok wziąłem mój złoty zegarek. Tak bardzo wcześnie. To dobrze. Wstałem i poszedłem szybko umyć włosy. Potem po prysznicu związałem je w bardzo niską kitkę i opuściłem łazienkę z białym ręcznikiem na szyi i w czarnych dresach. Potem podszedłem do szafy i wyjąłem z niej moją białą, sportową koszulkę bez rękawów. Raz jeszcze się przeciągnąłem i spojrzałem na Discorda.

-Choć koleżko. Idziemy pobiegać.

Tak powiedziałem i tak się stało. Hares wzleciał ku górze i ruszył za mną na łąkę. Jednak nie szedłem piechotą. Musiałem truchtać, aby złapało mnie jakiekolwiek zmęczenie po godzinie.

---

Minęła godzina, a my wraz z moim pupilem wracaliśmy do pokoju. Musiałem jeszcze załapać się na szybki prysznic, aby spłukać z siebie pot po treningu. Kiedy wszedłem do pokoju, zdjąłem koszulkę i dresy, rzucając je na łóżko. Ruszyłem ku prysznicowi. Lubiłem takie szybkie kąpiele. Potem znowu skierowałem się ku szafie. Kiedy moje włosy wyschły, mój kucyk sięgał do bioder, a z kolei moja grzywka opadała mi lekko na oczy. Czas było zadecydować co ubrać. Wreszcie wybrałem strój. Czarny sweter bez rękawów z golfem do połowy szyi, a na to biała, skórzana kurtka z kilkoma, dużymi guzikami. Do tego czarne, lekko przylegające czarne spodnie oraz najzwyklejsze, czarne trampki. Stanąłem przed lustrem i się uśmiechnąłem sam do siebie. W myślach podniosłem się na duchu. Wolałem robić to teraz co dzień. Nadal mam lekkie kompleksy, bo moja własna matka mówiła mi, że jestem brzydki. Eh… Poczułem jak Discord usiadł na moim ramieniu. Pogłaskałem go lekko po głowie, a ten spojrzał na mnie i końcówką swojego ogona, załaskotał mnie pod nosem. Wywołało to kichnięcie. Uwielbiał to robić. Przewróciłem oczami i razem z pupilem, ruszyłem na stołówkę.

---

Na spokojnie usiadłem przy stole i rozpocząłem moje zdrowe śniadanie. Pyszne. Tyle mogłem powiedzieć. Zawsze smakowało mi jedzenie na stołówce, a dzisiaj wyjątkowo było jeszcze lepsze. Kiedy skończyłem posiłek, poczułem dotyk na ramieniu. Odwróciłem się i uśmiechnąłem do naszej Nieziemskiej Kucharki Lei.

-Zen, już czas.

Tak więc za prośbą kobiety wstałem i skierowałem się do Sali Prób. Było to półkoliste pomieszczenie zbudowane z białego marmuru,  a na dodatek miało przepiękne złote zdobienia. Uwielbiałem takie wytworne ozdoby i dekoracje. Na środku stało kilkadziesiąt postumentów, na każdym z nich była złotawa poducha, a na niej Smocze Jajo. Każde było inne, wyjątkowe na swój własny sposób. Przy pierwszym jaju stali Euros, Adris i Alarin. Euros dał znak bym podszedł, uczyniłem to z powagą, wewnątrz jednak rozpierała mnie energia, bo bardzo chciałem wiedzieć który to smok mnie wybrał.
-Zen, twoim zadaniem jest podejść do każdego z jaj i dotknąć tego który da ci znak-wyjaśniła Adris.

Posłałem jej uśmiech. Zacząłem powoli kroczyć obok postumentów, czekając na ten znak. Wreszcie, przy jednym z końcowych jaj, które połyskiwało lekko żółtawo-białym światłem usłyszałem coś. Moje imię? Tak. Moje imię! Udało się! Wybrało mnie białe jajo z połyskiem. Wydawało się takie niesamowicie ciepłe, ale też zimne. Lekko dotknąłem skorupki, a Jajo zadrżało. Spojrzałem na Adris i wyprostowałem się. Jednak zamiast utrzymać powagę, uśmiechnąłem się lekko. Udało mi się zostać Smoczym Jeźdźcem. Dumny z siebie nadal patrzyłem na Adris. Byłem ciekawy, co mi powie.

<Adris?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz