26 czerwca 2017

Od Matayasa Cd Mirajane


Zrobiło mi się trochę szkoda Miry. Gdy opowiadała o swoich zdolnościach i o matce, zasmuciła się bardzo. Rozumiem ją doskonale. Ja moją matkę straciłem w tragicznych okolicznościach, do tego ojca i najmłodszego brata także. Czasy, w jakich przyszło nam żyć, stają się coraz bardziej mroczne.
-- Ej, nie smuć się mi tutaj. Nie podaruję sobie, jeśli teraz przeze mnie się tu rozpłaczesz. -- Wstałem ze swojego miejsca, po czym przysiadłem się obok niej. Przytuliłem ją lekko do swojej umięśnionej piersi. -- No, nie płacz mi tutaj. Nie mogę patrzeć na kobiece łzy.. No... -- Przytuliłem Mirę do siebie jeszcze mocniej. Pamiętam, że jak Soraya miała doła to zawsze ja do siebie tuliłem, a po chwili zaczynałem. Sor ma łaskotki tylko w jednym miejscu, i wiem o tym tylko ja. Ewentualnie Drake i Miguel. Jednak Miry nie mam zamiaru łaskotać. Nie znam jej, więc nie wiem na ile mogę sobie  pozwolić. Nie chcę, by pomyślała, że jestem jakiś zboczony, czy coś..
-- I jak, już ci lepiej, młoda?
-- Oj bracie, ale ty masz braki... -- Nagle za nami rozległ się głos, zupełnie nieproszonego, Oktaya. Przysięgam, że zamorduję tego półgłówka kiedyś. Przywalę mu w mordę łopatą i tą samą go gdzieś zakopie. Jak Boga kocham...

< Mira? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz