Stałem oparty o ścianę z założonymi rękami na klacie i czekałem, aż Vihar skończy leczyć Mirę. Wilczur z każdym liźnięciem jej skóry dłoni był coraz bliżej jej uzdrowienia. Oczywiście, nie będzie mógł uzdrowić jej w pełni. Jego moc leczenia jest ograniczona. Mimo, iż absolutnie każde schorzenie nie stanowi dla niego problemu, to może je jedynie zaleczyć - nie uleczyć całkowicie. Ale, i tak jego moc jest nadzwyczaj potężna.
Jak tylko skrzydlaty wilk uporał się ze stanem zdrowia Mirajane, ta wstała z łóżka, pogłaskała zwierzaka po łbie, a na jej twarz wróciły kolory. Wyglądała o niebo lepiej.
-- I jak, już dobrze się czujesz? -- spytałem, a ta jedynie pokiwała do mnie głową na tak. -- No to świetnie. Teraz, jak już z tobą dobrze, to chodź. Idziesz ze mną.. -- Uśmiechnąłem się tajemniczo do dziewczyny. Podszedłem do niej, ponieważ siedziała obok mojej zmiętej koszulki. Ubrałem ją szybko, po czym podałem dziewczynie rękę. Ta ją przyjęła z uśmiechem. Poprowadziłem ją ku drzwi, otworzyłem przed nią i puściłem przodem. Wyszliśmy na korytarz. Była już późna pora, gdzieś koło dwudziestej wieczorem. Za oknami w korytarzu wieczorne promienie słońce wdzierało się przez przeźroczyste szyby i dawało ostatnie dawki ciepła. Taka pora na Eter jest najdogodniejsza. Zazwyczaj panuje tu ogromny gorąc, jedynie wieczorem, gdy słońce chyli się ku zachodowi, można odczuć ulgę i wyjść z cienia. Nie kryć się przed żarem z nieba..
Zmierzaliśmy do pokoju, w którym zakwaterowana była Zula. Chciałem sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku, ale, jak tylko dotarliśmy pod odpowiednie drzwi, i zobaczyliśmy je uchylone, wiedziałem, że coś się stało.
-- Coś jest nie tak... -- rzekłem do Miry, jednak nawet na nią nie spojrzałem. W głowie znowu miałem sceny z mojego koszmaru.
< Mirajane? Ktoś ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz