Ariś myślała, iż nie dosłyszałem tego, co na końcu powiedziała. Jednak ja to usłyszałem. W duchu uśmiechnąłem się szeroko, ponieważ Ariana coraz bardziej przypominała mi moją Melody. Tęsknię za nią, i to bardzo. Mimo tego, że była wkurzająca i wścibska, jak mało kto, była moją jedyną siostrą. Czasami zastanawiam się, dlaczego myślę o niej w czasie przeszłym, przecież ona nadal żyje. Czuję to. Poza tym, gdyby coś jej się stało mój ojciec by się o tym dowiedział i urządził prawdziwe piekło na ziemi. Lepiej nie denerwować staruszka, bo to pociągnie za sobą straszne konsekwencje. Cierń o tym doskonale wie. Nie raz mój ojciec stawał z nim do walki.
Tuląc do siebie Arianę, patrzyłem na plecy Zuli idącej przed nami. Wiem, że to co robię, sprawia jej ból. Mimo uczuć, jakie do mnie żywi zobowiązała się pomóc mi z dobyciu innej. Może i jestem niegodziwcem spod ciemnej gwiazdy, ale swoje zasady mam. Chciałbym, by choć raz Soraya spojrzała na mnie tak, jak to robi Zuzu. By jej blade lica pokryły się szkarłatnym rumieńcem. By zawstydzona spuszczała wzrok, gdy na nią spoglądam. Natomiast, choć nie jestem tego do końca pewien, widziałem jak spojrzenia Sor i Oriona się spotkały. Jeszcze przed rozpoczęciem testu na korytarzu. Trwało to może zaledwie ułamek sekundy, lecz wystarczająco długo, by Dreyar spąsowiała. Delikatny róż wstąpił na jej policzki. Dlaczego, na miłość boską, na naszej drodze musiał pojawić się ON? Poprzedni jej facet okazał się frajerem, ja zresztą też, ale mniejsza, i zranił ją. Po tamtej akcji przyrzekła, że koniec z facetami, a tu proszę... Co takiego ma w sobie ten idiota Orion, iż zimna, niedostępna dla nikogo Soraya Dreyar pozwoliła się tknąć? Czy poszli już ze sobą do łóżka? Czy może jeszcze nie zdążyli tego zrobić? Widziałem, wtedy na korytarzu ślady po malinkach na jej szyi. Zauważyła, że na nią patrzyłem, więc od razu uciekła spod ostrzału mojego spojrzenia i podeszła do Winry. Ja muszę się dowiedzieć, co łączy Sor i Oriona. Po prostu muszę.
Całą czwórką dotarliśmy już do Akademii, jednak gdy wchodziliśmy po schodach usłyszeliśmy smoczy ryk. Aż ziemia się zatrzęsła pod naszymi nogami. Przytrzymałem Arianę mocniej za ramię, by ta nie upadła na twarz i rozejrzałem się uważnie wokół. Na ulicy zaczęli zbierać się gapie, więc i ja podążyłem wzrokiem w tamtym kierunku. Od razu rozpoznałem smoczycę Sorayi. Tylko ona posiada smoka kryształu. Jaszczur ryknął po raz kolejny i wzbił się w powietrze, mieniąc się przy tym wszystkimi kolorami tęczy. Jej piękno podziwiali absolutnie wszyscy. To wyjątkowo piękny smok, trzeba przyznać temu rację.
Idąc korytarzami uczelni natykaliśmy się na strażników, na Eurosa, który zatrzymał nas na chwilę i, jak to dyrektor, nakazał odpowiedzialne zachowanie i nie pałętanie się samotnie po okolicy. Szczerze, mało mnie obchodziło co miał nam do powiedzenia. To po części jego wina, iż Sor Alora są uwięzione w świecie snów. Oriona w ogóle mi nie szkoda. Niech tam sobie zdycha torturowany przez Ciernia. Minęliśmy dyrektora i już byliśmy niedaleko mojego pokoju, gdy głos Matayasa mnie zatrzymał. Odwróciłem się pospiesznie w jego kierunku. Chłopak biegł w naszą stronę, miał zmierzwione włosy. Co jak co, ale nawet ja muszę przyznać, iż jest gościu przystojny. Jednak nie wykorzystuje tego. Każdy Dreyar wyglądem przypomina bożyszcze. Hipnotyzują tymi czarnymi jak najczarniejsza noc oczami, uwodzą uśmiechem, godnym diabła. Ich sposób bycia i wydobywająca się z nich aura sprawiają, że ludzie chcą na nich patrzeć, być blisko. Przyciągają do siebie każde żywe stworzenie. Ludzie chcą za nimi iść, jakby byli.., no...Sam nie wiem.., prorokami? Głupota, wiem, ale taka jest rzeczywistość, bo gdzie się nie pojawią albo wzbudzają podziw, albo nienawiść. Słyszałem jak niejednokrotnie ktoś ich wyzywał od bękartów, że są dowodem boskiej hańby. Że w ogóle nie powinni istnieć. Jednak Tobiraya i reszta Dreyarów nie zważają na tego typu przezwiska. Ich postawa jest godna podziwu.
-- Witajcie, wybaczcie mi moje zachowanie... -- rzekł Matayas, jak już nieco unormował mu się oddech. Jego uwagę przykuła Mirajane, dlatego spojrzał na nią przyjaźnie i ukłonił się lekko. -- Matayas Dreyar. -- Przedstawił się i wyciągnął rękę w stronę niebieskowłosej. Dziewczyna patrzyła na niego, lekko skołowana. W końcu nie co dzień boski przystojniak wita się z tobą.
< Wszyscy? >
P.S. Coś chciałam jeszcze napisać, ale zapomniałam... To było coś ważnego. Najwyżej później mi się przypomni. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz