Mirajane przypominała mi kogoś. Jej nazwisko coś mi mówiło... Po chwili przypomniałem sobie, skąd je znam. Jej ojciec, wpływowa szycha, która uwikłała się w ciemne interesy z Cierniem. Szkoda mi się zrobiło tej dziewuszki. Wygląda na miłą i obytą pannicę, dlatego postanowiłem byś dla niej miły. Uśmiechnąłem przyjaźniej do dziewczyny, która spłonęła po chwili lekkim rumieńcem. Tak, działam na kobiety równie mocno, co moi braciszkowie, jednak ja nie bawię się w żadne flirty. To nie dla mnie. Nie lubię tego typu gierek. Oktay je wprost uwielbia, Tobiraya przystopował i adoruje wciąż jedną i tą samą kobietę, czyli swoją żonę. Natomiast ja postanowiłem ograniczyć bliższe kontakty z przedstawicielkami płci pięknej do absolutnego minimum. Może kiedyś się zakocham, znajdę Tą Jedyną, kiedyś... Może.
-- Właśnie wracam od Erana. Razem próbowaliśmy stworzyć jakiś plan działania. Jednak aktualne nasze informacje są zbyt zdawkowe. Jeśli coś wiecie, to proszę, powiedzcie mi, a ja postaram się je jak najlepiej wykorzystać. Przygotować linię obrony na nadchodzące starcie.
-- Mamy kilka informacji. -- Spojrzałem na Drake, który uśmiechnął się do mnie niemrawo. Po jego wyrazie twarzy wywnioskowałem, iż coś go trapi.
-- Dobra, chodźmy lepiej do skrzydła szpitalnego. Chcę zobaczyć, czy z moją siostrą wszystko w porządku. Może już się wybudziła... -- Miałem taką nadzieję. Bardzo chciałem wierzyć, iż już jest przytomna, jednak, jak tylko przekroczyłem próg i ujrzałem pobojowisko, a nie salę szpitalną, myślałem, że dostanę zawału.
-- Co tu się stało? -- spytała blondynka imieniem Zula. To samo pytanie cisnęło się i na moje usta, z tym, że ja dodałby choć jedno przekleństwo.
-- Smok! To się stało..! -- wykrzyczał jeden z medyków. Ja popędziłem do łóżka Sorayi, z nadzieją, że się w końcu obudziła, jednak ta spała nadal. Leżała nieruchomo na brzuchu, jej nagie plecy były opuchnięte od licznych szwów, które szły przez prawie całą długość pleców, a na prawej łopatce się rozgałęziały. Z takimi ranami będzie dochodziła długo do siebie. Nawet jak na nią. Mimo to, iż była praktycznie od góry naga, nikt nie zobowiązał się, by choćby szczelniej okryć ją kołdrą. Pogłaskałem moją siostrę czule po głowie. Jej włosy były takie jak mamy, miłe i gładkie w dotyku. Niczym najszlachetniejszy jedwab. Zgarnąłem je i zaplotłem w luźnego warkocza, by jej nie przeszkadzały. Jak była mała, lubiła jak plotłem jej warkocze. Nawet mamy sporo zdjęć, jak bawię się we fryzjera...
Koło mnie stanęła Mirajane, która popatrzyła na Sorayę bliżej nieodgadnionym wzrokiem.
-- To moja młodsza siostra, Soraya. Jest uwięziona w śnie przez Ciernia. Bardzo się o nią martwię... -- westchnąłem, bo cóż innego mi pozostało..? Nie mogę nic z robić. Jest zdana na siebie.
-- Bracie, będzie ok. Znasz ją. To Dreyar. Nie sprzeda skóry tak łatwo. O, i wiiitaaaj...! Oktay jestem... -- Okeś wyszczerzył się do Mirajane, która zaś na jego widok prawie zemdlała. No tak, dwóch boskich adonisów, jak to określa Okej, zaszczyciło tą że niewiastę swoją obecnością. Co za głupi, chamski tekst...
< Mira? I reszta spółki? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz