Byłam niespokojna… Nie tyle co nie wiedziałam o co chodzi,
to jeszcze nie wiedziałam co mam zrobić. Nie miałam pojęcia, czy mam czekać,
czy mam sobie iść, czy uciekać gdzie pieprz rośnie… Kiedy mężczyzna odszedł za
Avenem, zabrałam dłoń od słuchawek. Jak go nie było, przestałam się bać, ale
nie zmieniało to faktu, że nadal ta cała sytuacja była nienormalna. Miałam chęć
porozmawiać z Arianą, ale to chyba nie czas na takie pogawędki. Zaczęłam bawić
się palcami. Wyginałam je, strzelałam nimi i inne rzeczy. Spojrzałam na siostrę
Ariś. Ładna. Uśmiechnęłam się lekko, ale mój uśmiech zrzedł, kiedy powrócił
Drake. Znowu poczułam się niepewna. Yuki krążyła wokół moich nóg, a Val nadal
stała na swoich girkach i tupała. Pogłaskałam ją lekko po grzbiecie, aby ją
uspokoić. Spojrzałam na mężczyznę, który coś powiedział do Ariany, a potem ją
przytulił. Wywołało to u mnie wspomnienia. Wspomnienia, w których ojciec
zwracał na mnie uwagę i byłam jego oczkiem w głowie. Eh… Spuściłam głowę i
patrzyłam w trawę, która wróciła do życia i była bardzo zielona, bo stała tutaj
Valurette. Westchnęłam cicho. Ukucnęłam i wzięłam moją magiczną lisicę na ręce,
uważając, aby nie dotknąć kwiatów w jej ogonie. Nie chciałam wracać do
wspomnienia, które za każdym razem się pokazywało po dotknięciu kwiatu w
puszystym ogonku Yuki. Popatrzyłam w oczy mojej pupilki i pogłaskałam ją po
głowie i posłałam jej nikły uśmiech. Niepewnie spojrzałam na Ari i na Drake’a.
Z pewnością dobrze się dogadywali i martwili o siebie… Przypomniała sobie
swojego bliźniaka. Posmutniała i ponownie spuściła głowę… Nie chciała pamiętać…
Tylko zapominać…
<Wszyscy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz