Byłem na granicy wybuchu. Bezszczelne zachowanie Ariany doprowadziło mnie do szewskiej pasji, jednakże, gdy wspomniała o osobie, która była także dla mnie wzorem, moje nerwy nieco zostały ostudzone. Wiem, kogo miała na myśli. Odkąd uciekłem z domu sam na swojej drodze spotkałem wielu, jakby to odpowiednio ująć, osobistości. Jak byłem małym chłopcem, ojciec opowiadał mi o legendarnych zabójcach, ich dokonaniach. Opowiadał mi nawet o pewnym stowarzyszeniu, które werbowało ludzi o specjalnych talentach do uśmiercania. Mówi się, że to duchy, które przychodzą w nocy i wymordowują całe wioski i miasta. Że są nie z tego świata upiorami. Demonami.
-- Cieszę się, że jednak masz kogoś na wzór, ale nie ty jedna miałaś z nim styczność. Mówiłem ci, że na świecie chodzą ludzie, których boi się sam Cierń. Uważasz się za dorosłą, a ciągle zachowujesz się niczym rozkapryszone dziecko. -- Popatrzyłem surowo na przyszywaną siostrę. Melody była taka sama, zawsze podążała własnymi ścieżkami. Skrzyżowałem ramiona na piersi i spojrzałem śmiertelnie poważnie, także z wielkim smutkiem na Arianę. -- Ona też taka była, a teraz nawet nie wiem, czy jeszcze żyje. Ariano, za kilka dni rozpęta się tu prawdziwe piekło. Rozumiem, że chcesz się oderwać od zaistniałej sytuacji, ale nie zapominaj, że martwa, czy ranna na nic się przydasz. Twój smok sam bez ciebie sobie nie poradzi. Słudzy Ciernia są przebiegli i potężni. Jak myślisz, dlaczego każdy drży na sam dźwięk jego imienia. Kiedy w końcu dotrze do ciebie, że się o ciebie martwię? Że nie chcę tobie, mojej siostrzyczce, coś się stało?! By i ciebie mi nie zabrano?! -- Znowu podniosłem głos na Ariś. -- Bycie dobrym zabójcą to w tych czasach za mało, moja droga. Musisz być najlepsza. Stać się morderczynią posługującą się śmiercią, i której sama Śmierć się nie ima.
Nie wiem, czy moje słowa coś tutaj zdziałają. Ariana stała i patrzyła się na mnie, jakby tylko połowa tego, co powiedziałem do niej dotarła. Jest dorosła..., ta akurat. Nie ma nawet osiemnastu lat! Dopiero, co z piaskownicy wyszła. Beztroskie zabijanie to nic w porównaniu z tym, czym jest prawdziwe mordowanie. Bez jakichkolwiek uczuć, bez sumienia.
Bez człowieczeństwa. Jak widać, nie pojęła jeszcze istoty bycia prawdziwym mordercą. Ale przekona się, jeszcze się przekona i to na własnej skórze.
Spojrzałem na dziewczynę, która towarzyszyła Ariś. Była zdenerwowana i z lekka przerażona. Sądząc po jej młodzieńczym wyglądzie, jest w podobnym wieku do mojej nieusłuchanej siostruni. Miała przy sobie nawet ciekawe zwierzaki. Jak tylko o tym pomyślałem, obok mnie wylądował mój wolf geger. Vihar zatrzepotał swymi imponującymi skrzydłami, po czym je złożył i z gracją usiadł po mojej prawej stronie. Zula pogłaskała go delikatnie po głowie, dzięki czemu zwierz mruknął zadowolony.
-- Gdzie moje maniery... -- rzekłem, już nieco milej. Uśmiechnąłem się do niebieskowłosej. Wystawił bym rękę, ale aktualnie jest ubrudzona zakrzepłą juchą Sarka. -- Jestem Drake, taki jakby brat tej tu, pyskatej i niesłuchającej się Ariany. A to Zula, jej starsza siostra -- pokazałem na blondynkę.
Moje oczy spoczęły na Avenie. Chcę z tobą porozmawiać, tygrysie. Na osobności.
< Ariana? Mirajane? Zu;a? Aven? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz