Simon po raz kolejny mnie zaskoczył. Kiedy on przestanie to robić? Nigdy bym go o coś takiego nie podejrzewała. Gdy zostawił mnie samą z tyloma pięknymi strojami, ja wciąż nie mogłam wyjść z podziwu. Wszystkie były piękne, zapierały dech w piersi. Niektóre były okazałe, bogato zdobione, cekinowe, a jeszcze inne skromne i proste. Każda kobieta znalazłaby tu coś dla siebie. Jeśli chodzi o mnie, to nie przepadam za takiego typu strojami. Mimo szlacheckiego pochodzenia, moja rodzina jakoś nigdy nie przywiązywała wagi do ubioru. Preferowaliśmy sportową elegancję. Chociaż zdarzały się takie momenty, gdy wymagano od nas stosownego stroju. Bale, zebrania, wystąpienia... Nigdy ich nie lubiłam. A już zwłaszcza tańców. Walc jakoś nie jest moją mocną stroną. Lubię taniec, ale jest on dla mnie raczej formą treningu, niżeli czymś rozrywkowym.
Sięgnęłam po pierwszą lepszą sukienkę, jaka się natrafiła. Była błękitna, zabudowana aż po szyję, typu syrenki..., czy tam jakoś... Oj, nie znam się...!
-- Ana, przydałabyś mi się teraz, no... -- jęknęłam pod nosem. Nie umiem wybierać takich rzeczy. Jestem chłopczycą, wychowywałam wśród facetów odkąd pamiętam. Obok miałam zawszę tylko mamę. Potem zjawiła się Ana. Ona też projektuje ubrania. Coś czuję, że moja szwagierka i Simon znajdą wspólny język.
Wracając do tematu... Przejrzałam kilka następnych dzieł sztuki i natrafiłam na rozkloszowaną suknię w kolorze szafiru. Nawet uszłaby w tłoku. Ściągnęłam ją z wieszaka i założyłam. Trochę musiałam się namęczyć ze zamkiem. Bolące wziąć plecy wcale mi tego nie ułatwiły. Gdy wygrałam z tym przeklętym suwakiem podeszłam do lustra i się w nim dokładnie przejrzałam. Jak to zwykle, moja skóra wydała się niemal biała jak mleko w porównaniu z zimnym i głębokim kolorem sukni. Wyglądałam dobrze, ale taka kreacja nie nadawała się na dzisiejszy wieczór, a raczej na jakiś bankiet, dlatego zdjęłam ją i powiesiłam z powrotem na wieszak.
Minęło już jakieś dobre czterdzieści pięć minut, a ja nadal stałam naga na środku pokoju i z nerwów zaczęły mi się trząść już ręce.
-- Na Bogów, co ja mam robić? Nie nadaję się do takich rzeczy... Nie jestem na tyle kobietą... -- zaczęłam mamrotać pod nosem. Gdy w pośpiechu i panice podgarniałam niezliczoną już ilość wieszaków, przez przypadek jeden z nich spadł, wraz z wiszącą na nim czerwoną sukienką na podłogę. Szybko schyliłam się po materiał, by się nie pobrudził. Przyjrzałam się sukni w moich rękach. Stwierdziłam, że co mi tam i zaczęłam ją ubierać na siebie. Jak tylko zapięłam suwak, odgarnęłam suche już włosy do tyłu i przyjrzałam się swemu odbiciu. Z zaskoczeniem musiałam stwierdzić, że to, co w nim zobaczyłam nawet i mnie się spodobało.
-- Wyglądam chyba ładnie -- szepnęłam. Pobiegłam do łazienki, by zrobić coś z włosami. Kolejna rzecz w której nie mam kompletnie żadnego doświadczenia to czesanie się i malowanie. Te czynności to już w ogóle nie moja bajka. Zawsze to Matayas mnie czesał albo mama. Pozwalałam nawet Anie bawić się we fryzjera. Znalazłam grzebień i pobieżnie rozczesałam czarne kłaczory. Za pomocą mojej wstążki, która idealnie pasowała do ciemnoczerwonej sukienki z głębokim dekoltem i długim rozcięciem na prawej nodze. Uczesałam sobie, jako tako nawet, coś na kształt luźno puszczonego koka. Przemyłam jeszcze raz twarz letnią wodą uważając, by nie ochlapać sukienki.
-- Jestem gotowa -- rzekłam do siebie.
Tak, jak powiedział Simon, skierowałam się do umówionej altany. Moje bose stopy z każdym krokiem dotykały przyjemnie miękkiego dywanu na pomostach. Gdy dotarłam na miejsce, zastałam anioła i przepięknie nakryty stolik z kolacją dla dwojga. Chłopak podszedł do mnie, ujął moją dłoń i zaprowadził do krzesła. Sukienka od niego powiewała z każdym moim ruchem.
Nie mogłam powstrzymać lekkiego uśmiechu na twarzy, gdy wyczułam zapach jedzenia. Kolacja przy świecach... W sumie, to jeszcze nigdy nie byłam na takiej prawdziwej, romantycznej kolacji. To moja pierwsza, dlatego lekko się stresowałam. Jednak wzrok Simona, jego dotyk i cała atmosfera sprawiały, że nerwy odchodziły daleko. Myślałam już tylko tym, by miło spędzić z nim czas, i że jutro zacznie się moja.., nasza wspólna misja - odnalezienie Oriona. Zgarnęłam kosmyk ciemnych włosów za ucho i zabrałam się za jedzenie. Miałam lekkie opory przed spróbowaniem wina, ponieważ nie wolno mi go zbytnio spożywać. Moje leki to wykluczają. Simon powiedział, że zawiera ono bardzo mało procentów, dlatego postanowiłam je spróbować. Tak, jak powiedział anioł, było bardzo dobre w smaku, jak i również danie, które dla nas przygotował.
-- Naprawdę Simon, masz wiele ukrytych talentów. Co jeszcze przede mną ukrywasz? -- spytałam patrząc mu w oczy, jednocześnie upijając łyk czerwonego wina.
< Simon? >

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz