Minęła jakaś godzina odkąd poznałam znajomego Amarisy. Czy byłam zazdrosna? Oj tak. I to bardzo.
Postanowiłam przez jakiś czas podążać ich śladem. W pewnym momencie zobaczyłam jak ten facet unosi Amarise, a po chwili zaczynają się śmiać. Zrobiło mi się głupio. Ja byłam tu obca. Nowa. A oni się znali. Może nawet łączyło ich coś większego?
W chwili gdy weszli do gabinetu Dyrektora postanowiłam zostawić samym sobie. Ufałam Amarisie. Zresztą jest już chyba dorosła i sama decyduje o tym co jest dla niej bezpieczne.
Postanowiłam trochę się poprzechadzać po Akademii. Wolnym krokiem posuwałam się wzdłuż wysokich, często zdobionych ścian korytarzy. Akademia pełna była ślepych zaułków, ukrytych przejść i komnat.
Właśnie mijałam kolejny zakręt gdy ponownie wpadłam na tę dwójkę. To jakaś klątwa czy co?
Nie! Nie przesadzaj Es. Jak zwykle przesadzasz! - zganiłam się w myślach i ponownie spojrzałam na Amarise oraz jej przyjaciela. Oh jak ja go nie znoszę!
Eshia! Ty głupolu! Soke zawsze ci powtarzał, żebyś nie okazywała emocji!
- O Amarisa! Szukałam cię! Pan Eran ma do ciebie jakąś sprawę. - nie lubię jej okłamywać. Ale nie chce jej stracić
- Dziękuję. Wiesz może gdzie teraz jest?
- Jak z nim rozmawiałam to przechodził przez ogrody…
- Znalezienie go zajmie mi wieki!
- Nie martw się. Ja się wszystkim zajmę. Gdzie ten "mężczyzna" od siedmiu boleści ma pokój? Zaprowadzę go
- Ale….
- Obiecuję, że go nie zabije. Narazie….
- No dobrze… Komnata 14. Spotkamy się przy kolacji. Cześć! - pomachałam na odchodnym Amarisie, a gdy upewniłam się, że minęła już załom korytarza, bardzo powoli odwróciłam się w stronę "faceta"
Uśmiechnęłam się jak naj przyjaźniej i powiedziałam
- Choć za mną - spokojnie ruszyłam w głąb korytarza, a ten….. gnojek! Jak gdyby nigdy nic szedł za mną. Jeszcze tylko brakowało, żeby zaczął beztrosko gwizdać.
- Nienawidzę jak ktoś idzie tuż za mną - powiedziałam zrównując z nim krok
W tej samej sekundzie podcięłam mu nogi, założyłam dźwignie i przycisnęłam ukryte ostrze do jego gardła
- Tknij choć raz Amarisę tak jak się jej nie spodoba, a na własnej skórze przekonasz się o skuteczności Cichych.
Następnie lekko nacięłam skórę na jego gardle. Miałam nieodpartą chęć poderżnięcia mu gardła. W ostatniej jednak chwili powstrzymałam się i przerzuciłam go jedynie nad głową tak, że silnie uderzył plecami w marmurową posadzkę. Po chwili wstał rozcierając obolałe miejsca.
- Twoja komnata jest na końcu tego korytarza, po lewej stronie - powiedziałam stojąc do niego tyłem, a następnie udałam się do swojego pokoju.następnie spokojnie udając się do własnego pokoju.
< Amarisa? Mercury? >
x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz