Siedziałem nadal w tym samym miejscu..nadal patrząc na czarnowłosą..nie mogąc uwierzyć w to co powiedziała.
Co mi zdradziła..w końcu powiedziała co ją trapi. Nie wiedziałem co zrobić..jak zareagować..Zakochała się we mnie wówczas gdy i ja ją darzę równie silnym uczuciem.. Dopiero kiedy Soraya wstała,zbudziłem się z zamyślenia i ruszyłem zaraz za nią. Chwyciłem ją za dłonie i zmusiłem by popatrzyła na mnie. Nie byłem zły.. Byłem trochę zdezorientowany..ale rozumiałem.
-Nic złego nie zrobiłaś. To ja pojawiłem się w Twoim życiu niespodziewanie...Nie patrząc na to czy masz kogoś w sercu zbliżyłem się do Ciebie. To ja pomieszałem, nie ty.-mówiłem. Sor patrzyła na mnie jakby wyczekiwała u mnie furii gniewu.
-Wybacz mi..-zaczęła ponownie.
-Soraya to ty mi wybacz. Ja namieszałem w twoim życiu.. Ja.. Ja cię pokochałem.-wyjawiłem przed nią to co dawno sam przed sobą ukrywałem..
-Pomogę ci Soraya. Razem znajdziemy..Oriona. Wtedy zrobisz co zechcesz..-skończyłem nadal na nią patrząc. Objąłem ją, ta zaczęła drgać w moich ramionach, ale po chwili odsunęła się i spojrzała na mnie swoimi czarnymi oczyma.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz