Kiedy Soraya nagle oderwała się ode mnie, byłem lekko zdezorientowany, ale ta ujęła moją twarz i jeździła palcami po niej. Ja gładziłem jej całe gorące ciało, nadal niespokojnie oddychaliśmy, dobiegały nas fale gorąca z każdym jednym dotknięciem.
-Simon..-zaczęła, a ja spojrzałem na nią z lekkim uśmiechem. -Czy jeśli cię pokocham, jeśli się w tobie zakocham... to będzie błąd?-Pytanie Sorayi jakby na chwilę spowodowało u mnie zaskoczenie.. Jednak ona mówiła teraz najzupełniej poważnie. Ująłem jej twarz i nadal patrząc w jej cudowne oczy pocałowałem ją delikatnie, ale za razem wyrażając w tym pocałunku moje uczucia.
-Nie potrafię ci na to odpowiedzieć.. Jestem taki jaki jestem, nie powiem, że jestem dobrą partią, ponieważ jeśli obdarzysz mnie miłością.. narazisz się tym samym na niebezpieczeństwo..-zacząłem. Pogładziłem ją lekko po policzku.-Odkąd ciebie spotkałem, mój świat jakby dopiero teraz dostawał jakiekolwiek barwy.. Pokazałaś mi światło.. Znalazłaś we mnie chodź odrobinę dobra. Przy tobie czuję się zupełnie inaczej, zawsze gdy jesteś obok.. wypełnia mnie dziwne, przyjemne uczucie. Sam nie wiem, czy to miłość..ponieważ znamy się dwa dni, ale również jakby całe życie.. Uczucie, które do ciebie czuję, jest potężne, i z każdą jedną sekundą rośnie. Od pierwszego pocałunku wiem, że poczułem, że jesteś wyjątkowa.. że razem potrafimy odnaleźć spokój. Jeśli się we mnie zakochasz..jeśli mnie pokochasz takim jakim jestem, doznam szczęścia na które nie koniecznie zasłużyłem.. -zakończyłem. Soraya wtuliła się we mnie, a ja pogładziłem ją po włosach.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz