Obecność Drake'a tutaj, przy grobach moich bliskich, nawet mnie za bardzo nie zdziwiła. Moi rodzice byli dla niego niemal jak rodzina. Wszyscy byliśmy nią kiedyś. Zanim Cierń postanowił pobawić się we władcę całego świata.
-- Ale pamiętaj Drake, zgadzam się ci pomóc pod jednym warunkiem; nie namieszasz już w jej życiu. W jej ani w naszym.
-- Możesz być o to spokojny. Chcę jedynie wszystko naprawić.
-- Niech więc tak będzie... -- Odwróciłem głowę od mojego rozmówcy, by jeszcze raz spojrzeć na mogiłę matki. Los za szybko nam ją zabrał. Za szybko. Moje dłonie zacisnęły się w pięści na samo jej wspomnienie. -- W sumie to..., powinieneś o czymś wiedzieć. -- Nadal patrząc na krzyże, postanowiłem, że powiem o tym Drake'owi. -- Gdy odbiliśmy Sor od Ciernia, ona była wtedy ledwo żywa. Tobiraya do dzisiaj zachodzi w głowę jak ona to przeżyła. Długo zajęło jej dojście do siebie, a raczej... Dojście do stanu w jakim jest teraz. Zmieniła się. To nie jest już nasza Sor. Przestała nam ufać. Ma tajemnice, zamknęła się w sobie. Drake... -- wreszcie spojrzałem na bruneta. W moich czarnych oczach stanęły łzy. -- Ona nie chce trenować. Wiesz co to znaczy, prawda? Wiesz co to oznacza dla niej. Tracimy ją. Z każdym dniem będzie coraz gorzej. Ta siła ją zabije od środka tak jak naszego stryja.
Drake nie odpowiedział mi. Jedynie patrzył na mnie, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Od razu było po nim widać, że obwinia się o wszystko. Zrobiło mi się go nawet szkoda. Uczynił to co uczynił, fakt. Jednak zrobił to dla siostry. Sor o tym nie wie. To jedyny argument, którym Axall może się posłużyć w rozmowie z nią.
-- Wracajmy, wieczór nas tu zaraz zastanie.
Drake udał się w stronę Akademii, jednak ja postanowiłem iść w innym kierunku. Ominąłem dom i pokierowałem się nad morze. Coś kazało mi tam iść, dlatego zaufałem własnym odczuciom i pozwoliłem nogom tam mnie ponieść. Z oddali wyczułem wielkie wahania energii. Duża część była mi nad wyraz znajoma. Bez problemu mogłem wyczuć obecność mojego rodzeństwa, ale...
Co oni wszyscy tam robią?
W powietrzu wyczułem jeszcze coś, obcą obecność, która była coraz silniejsza i silniejsza. Niemal dorównywała burzy, która coraz bardziej się rozwijała nade mną. Nad Dragoso nadciągnął kolejny silny sztorm, pomyślałem w pierwszej chwili, jednak nie mogłem się bardziej pomylić w tamtej chwili. To nie był zwykły sztorm, a wywołana magią burza. Zaniepokoiło mnie to, dlatego przyspieszyłem kroku. W oddali ujrzałem sylwetki Oktaya i Tobirayi, oraz Sorayi, trzymanej przez tego pierwszego. Potem ujrzałem jeszcze kogoś. Nie rozpoznałem tej osoby, ale jego energia nie spodobała mi się. Poza tym, jego wygląd.... Przypominał moją siostrę. A to wydało mi się niezwykle podejrzane.
< Do kompletu zmierza i Matayas. Także, cała zgraja Dreyarów stoi przed Simonkiem. Powodzenia...! >
-- Ale pamiętaj Drake, zgadzam się ci pomóc pod jednym warunkiem; nie namieszasz już w jej życiu. W jej ani w naszym.
-- Możesz być o to spokojny. Chcę jedynie wszystko naprawić.
-- Niech więc tak będzie... -- Odwróciłem głowę od mojego rozmówcy, by jeszcze raz spojrzeć na mogiłę matki. Los za szybko nam ją zabrał. Za szybko. Moje dłonie zacisnęły się w pięści na samo jej wspomnienie. -- W sumie to..., powinieneś o czymś wiedzieć. -- Nadal patrząc na krzyże, postanowiłem, że powiem o tym Drake'owi. -- Gdy odbiliśmy Sor od Ciernia, ona była wtedy ledwo żywa. Tobiraya do dzisiaj zachodzi w głowę jak ona to przeżyła. Długo zajęło jej dojście do siebie, a raczej... Dojście do stanu w jakim jest teraz. Zmieniła się. To nie jest już nasza Sor. Przestała nam ufać. Ma tajemnice, zamknęła się w sobie. Drake... -- wreszcie spojrzałem na bruneta. W moich czarnych oczach stanęły łzy. -- Ona nie chce trenować. Wiesz co to znaczy, prawda? Wiesz co to oznacza dla niej. Tracimy ją. Z każdym dniem będzie coraz gorzej. Ta siła ją zabije od środka tak jak naszego stryja.
Drake nie odpowiedział mi. Jedynie patrzył na mnie, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Od razu było po nim widać, że obwinia się o wszystko. Zrobiło mi się go nawet szkoda. Uczynił to co uczynił, fakt. Jednak zrobił to dla siostry. Sor o tym nie wie. To jedyny argument, którym Axall może się posłużyć w rozmowie z nią.
-- Wracajmy, wieczór nas tu zaraz zastanie.
Drake udał się w stronę Akademii, jednak ja postanowiłem iść w innym kierunku. Ominąłem dom i pokierowałem się nad morze. Coś kazało mi tam iść, dlatego zaufałem własnym odczuciom i pozwoliłem nogom tam mnie ponieść. Z oddali wyczułem wielkie wahania energii. Duża część była mi nad wyraz znajoma. Bez problemu mogłem wyczuć obecność mojego rodzeństwa, ale...
Co oni wszyscy tam robią?
W powietrzu wyczułem jeszcze coś, obcą obecność, która była coraz silniejsza i silniejsza. Niemal dorównywała burzy, która coraz bardziej się rozwijała nade mną. Nad Dragoso nadciągnął kolejny silny sztorm, pomyślałem w pierwszej chwili, jednak nie mogłem się bardziej pomylić w tamtej chwili. To nie był zwykły sztorm, a wywołana magią burza. Zaniepokoiło mnie to, dlatego przyspieszyłem kroku. W oddali ujrzałem sylwetki Oktaya i Tobirayi, oraz Sorayi, trzymanej przez tego pierwszego. Potem ujrzałem jeszcze kogoś. Nie rozpoznałem tej osoby, ale jego energia nie spodobała mi się. Poza tym, jego wygląd.... Przypominał moją siostrę. A to wydało mi się niezwykle podejrzane.
< Do kompletu zmierza i Matayas. Także, cała zgraja Dreyarów stoi przed Simonkiem. Powodzenia...! >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz