Widząc Nerona i to, co się teraz działo, bardzo spanikowałem. Widząc łzy w oczach Nerona, chwyciłem jego ramiona.
-Co się stało?! Wiesz coś!-krzyknąłem.
Nie... On na pewno sobie coś znowu żartuje. Kiedy powiedział, że Moyra nie żyje. Zaczęło mi piszczeć w uszach. Opadłem na kolana, nie słysząc co mówi do mnie Neron. Nic a nic. Wszystkie chwile, które spędziłem z Moją Księżniczką zniknęły z mojej pamięci niczym zdmuchnięty z podestu proch. W moich oczach stanęły łzy, które zmieszały się z krwią. Białka moich oczu zmieniły kolor na czerń. Z pleców od razu zaczęły wydobywać się czarne chmury dymu. Mgła otoczyła mnie, tworząc kokon. Po chwili wyleciałem z niego w mojej niekontrolowanej formie. Byłem wściekły, smutny, zdesperowany... To nie było dobre połączenie. Krzyknąłem bardzo głośno. Moje skrzydła z nieopanowaniem zaczęły mną rzucać na boki. Otarłem ramieniem o drzewo, co rozdarło mój płaszcz.
~Moyra... Moyra... Kurwa!-tak myślałem.
Moja przerażona smoczyca patrzyła na mnie, starając się przemówić do mnie. Niestety. Mój mózg opanował Ashuramaru. Sannass poleciała bardzo szybko po Amaimona i Kuro. Spojrzałem na Nerona.
-Moyra... Gdzie...!-krzyknąłem ponownie.
Desperacja zapanowała moim sercem. Ashuramaru zdobył bardzo dużą kontrolę. Jednak... Gdzieś wewnątrz czułem się nadal sobą...
<Neron? Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz