Ostatnie dni były dość ciekawe.. Pojawienie się Simona.. Zaufanie jakim darzy go Soraya, to może być nie bezpieczne..ale ale widziałam jak Simon na nią patrzył, jak w stosunku do niej się zachowuje.. On ją kocha.. kocha na prawdę.. Tak jak nigdy nie kochał mnie. Z jednej strony cieszyłam się, że darzy tak wielkim uczuciem Sorayę, a z drugiej bałam się o nią.. Co jeśli Simon'owi znowu coś się stanie i wpadnie w furię? Można mieć tylko nadzieję, że tak się nie stanie.
Co ze mną? Stałam się..zdecydowanie..większa, można tak powiedzieć. Dziecko, które noszę w sobie lada moment może upomnieć się o przyjście na świat. Bałam się.. bałam się, że znowu mogę urodzić je martwe.. że nie dożyje.. Ale staram się myśleć pozytywnie. Wspierają nas..mnie i Oktaya wszyscy, a on najbardziej mnie, za co jestem mu bardzo wdzięczna.
---
Weszłam schodami do góry, wracałam właśnie ze spotkania z Falcomem, musieliśmy wiele sobie omówić i wytłumaczyć. Na szczęście zrozumiał mnie i nawet chce być ojcem chrzestnym dziecka. Jestem po prostu szczęśliwa.. a będę jeszcze szczęśliwsza gdy dziecko urodzi się zdrowe i silne.
Rozmawialiśmy z Adris o tym, co w moim rodzie zdarza się od wieków.. Że ciąża u nas jest cudem..co dopiero urodzenie żywego dziecka, które przetrwałoby dalszą część życia.
Zostałam poddana badaniom.. wykazały, że niosę w sobie ten nieodpowiedni gen. Nie byłam zaskoczona, przecież jestem z czystej linii mojego rodu..Po za tym już raz straciłam dziecko, o czym już Oktay się dowiedział podczas naszej rozmowy z Adris.
W związku z tym, nie będzie łatwo podczas porodu.. Muszę być pod czyjąś obserwacją 24 na dobę, gdyby coś zaczęło się dziać.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz