Musiałam wydać z siebie krzyk gdy poczułam, jak Simon we mnie wchodzi. To było tak cudowne, tak... wspaniałe, że musiałam w jakiś sposób okazać swoje zadowolenie. Jego ruchy z początku były powolne, jakby sprawdzał na ile mu pozwolę, ale dla mnie to wciąż było za mało. Chciałam więcej. Simon wyczuł moje nieme przyzwolenie, ponieważ przyspieszył swoje ruchy, co ja nagrodziłam głośniejszymi westchnieniami. Oplotłam go szczelnie swoimi nogami, zaś ręce zarzuciłam mu na szyję. Palce po raz kolejny wplotłam w te jego przecudowne, gęste czarne włosy, lecz gdy poczułam ostrzejsze posunięcia Simona z przejęcia ugryzłam Simona w obojczyk. Moje zęby z łatwością przegryzły skórę. Z rany zaczęła płynąć błękitna krew. Zapragnęłam ponownie przejąć kontrolę nad sytuacją. Moja chęć dominacji była niemal równie wielka co pożądanie, jednak nic nie mogło się równać emocjom, które aż ze mnie wypływały. Tak jak obiecał mi to Simon, trafiłam z nim właśnie do nieba. I nie chciałam go tak szybko opuszczać. Udało mi się wyswobodzić spod anioła. Po raz drugi znalazłam się na Simonie. Jego członek nadal pozostawał we mnie, czułam go tak strasznie głęboko... Poruszałam biodrami rytmicznie, jednocześnie przejmując pełnie kontroli. Złączyłam nasze dłonie, pomagając również usiąść mojemu anielskiemu kochankowi, byśmy kolejny raz mogli się czule pocałować. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego spojrzenie było takie... takie... Wyjątkowe. Wzrok Simona przeszywał mnie całą, sprawiał, że czułam się idealnie. Jakbym wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi. Całowaliśmy się namiętnie, ale i zmysłowo. Tym razem, zamiast dzikiej żądzy, obdarzaliśmy się również czułością. Nagle poczułam coś jeszcze. Coś na kształt... miłości. Oderwałam się nagle od Simona, po raz tysięczny nasze spojrzenia się spotkały. Trwaliśmy tak, złączeni w jedno. Wpatrzeni w siebie i tylko w siebie. Ujęłam jego przystojną twarz w swoje dłonie. Rozpalonymi palcami poczęłam badać jego ryzy. W odwecie, dłonie Simona błądziły po moich poranionych plecach, pośladkach, udach i ramionach. Wtedy zrozumiałam coś bardzo istotnego. Zrozumiałam, że zaczęłam darzyć Simona nie tylko sympatią, ale czymś znacznie silniejszym. Ale z drugiej strony opanował mnie strach przed tym, co zaczęłam czuć. Czy ktoś taki jak ja zasługuje na tak wielki dar? Czy zasługuję na miłość?
-- Simon... -- zaczęłam. Nerwowo przełknęłam ślinę, nie odrywając spojrzenia od obejmującego mnie ciemnowłosego anioła. -- Czy jeśli cię pokocham, jeśli się w tobie zakocham... to będzie błąd?
< Simon? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz