-- Pomóc mi... -- szepnęłam, patrząc prosto w oczy Simonowi. Wyrwałam swoje dłonie z jego własnych. -- A kto pomoże tobie? Nie mogę... -- urwałam na chwilę. Moja twarz znowu pokryła się soczystym rumieńcem. Spuściłam wzrok. Musiałam to zrobić, ponieważ nie umiałam znaleźć w sobie wystarczająco sił, by powiedzieć mu prosto w oczy to, co chciałam. Poczułam się nagle taka... sama nie wiem. Jakbym była przed nim naga. Moje słowa na pewno go zranią. Na pewno... -- Zakochałam się... w tobie, Simon. Ale... w środku nadal darzę tym samym uczuciem Oriona. Pokochałam was obu. Zjawiłeś się tak nagle w moim życiu, przestawiłeś je do góry nogami. Uleczyłeś to, co było we mnie chore. To dzięki tobie nabrałam sił do dalszego życia, podczas gdy zniknięcie Oriona mi je odebrało. Jego strata tak bardzo mnie boli... Nie umiem tego wyjaśnić, skąd te wszystkie uczucia się we mnie wzięły.. Nie potrafię...
Gdy to mówiłam to czułam, jak okropnie go ranię. Znienawidziłam siebie za to. Simon był dla mnie tak dobry. Był obok, wspierał, czuwał, łagodził cierpienie. A ja..., tak mu się odwdzięczam. Jestem okropną osobą. Nie zasłużyłam na jakiekolwiek dobre uczucia z jego strony.
-- Nie chcę, byś się zmuszał do czegokolwiek. Nie chcę być przeszkodą w drodze do twojego szczęścia. Tak wiele już wycierpiałeś, tak wiele przeszedłeś, a ja moim zachowaniem tylko cię ranię. Zdaję sobie sprawę, że moje "przepraszam" jest nic nie warte. Nawet to, że się w tobie po uszy zakochałam, ale... Nie mogę ci tego zrobić. Bawić się tobą. Przyrzekłam znaleźć Oriona i sprowadzić go na Eter, jeśli on w ogóle żyje... Nie zasłużyłam na dobroć z twojej strony, Simon. Jestem okropna... wybacz mi. Proszę wybacz mi...
< Simon..? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz