Kiedy czarnowłosa poszła się umyć, ja wyszedłem na taras.
Czułem się szczęśliwy mając przy boku Sorayę.. Jej każdy dotyk, uśmiech, samo bycie obok powodowało u mnie szczęście. Kocham ją.. Nie mogłem się dłużej oszukiwać.
Od początku darzyłem czymś wyjątkowym czarnowłosą dziewczynę. To, że i Sor się we mnie zakochała..było dla mnie niczym cud.. Przepiękny cud, z którego zawsze będę się cieszył. Pragnę by była szczęśliwa, by zaznała szczęścia i by ze mną była zawsze bezpieczna. Pomogę jej w odnalezieniu i sprowadzeniu Oriona na Eter, wiem, że w nim jest również zakochana..ale to ona musi zadecydować, ja mogę tylko się starać zatrzymać ją u mego boku, walczyć o nią.. Ale to Sor sama zadecyduje, posłucha swojego serca i wybierze w końcu jednego z nas.
--
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem ją.. stała przy komodzie i starała się coś znaleźć do ubrania.
Uśmiechnąłem się szeroko i niesłyszalnie pojawiłem się zaraz przy nagiej Sorayi, obejmując ją w talii. Ta pod wpływem niespodziewanego dotyku..jakże i mojego dotyku dostała dreszczy, które przeszły jej całe ciało. Wzięła głęboki oddech i odwróciła głowę w moją stronę, nadal jednak pozostając do mnie tyłem.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz