Przeciągnąłem się po długiej drzemce. Jednak spanie w formie lwa jest sto razy lepsze niż normalnie. Owocem tej drzemki był nadmiar energii do spożytkowania, a efektem ubocznym solidne ziewnięcie. Póki co życie Złotego Strażnika zapowiadało się spokojnie. Znałem sposób, w jaki kariera jak ta się może rozkręcić, lecz nie martwi mnie to - tak już sobie wybrałem spędzić życie. Po długim i jeszcze bardziej płynnym przeciągnięciu postanowiłem się przejść. Rzecz jasna nie jako lew, ale ten stary gość z siwiejącymi, czarnymi włosami. Ciepły kominek, pod którym przyszło mi spać wyglądał tak samo kusząco jak przed drzemką, ale odmówiłem sobie jeszcze w wyjściu. Co dziś miałem zrobić? Patrolować jakieś miejsce? Chyba tak. Możliwe, że chodzi o las. Tak, na pewno las, bo tam chcę iść i na pewno mi to właśnie tam zlecono. Wszedłem pomiędzy bliskie Akademii drzewa. Czy to w ogóle można nazwać lasem? Zdaje się, że tak. Obchodziłem pnie, co niektóre w kółko, w końcu chyba robię jakieś zadanie. Rzuciłem od czasu do czasu spojrzenie na jakiś podejrzany krzew. Nic. Liście i gałązki trzaskały czasem pod moimi butami, a nad głową latały niekiedy pospolite ptaki. No cóż, obchód wykonany, czas wracać pod kominek. Zatem obróciłem się bardzo stanowczo i zacząłem wycofywać w kierunku Akademii, myśląc o cieple bijącym od płonącego w środku kamiennego ustrojstwa kawałka drewna. Wlazłem nieraz w pajęczynę, rzucając się przy tym jak oparzony, gdyż mam delikatną awersję do pająków. Po wejściu już chyba w czwartą zakląłem siarczyście, po czym wytoczyłem się niemal na ścieżkę, ledwie utrzymując równowagę. Poprawiłem nieco koszulę, przeczesałem włosy i mogłem ruszać wzdłuż drogi. Idąc tak wróciłem myślami do kominka, a wtedy przede mną wyrosła (choć i tak nie wyższa ode mnie) kobieta o ognistym spojrzeniu wojownika, któremu wchodzenie w drogę w złym momencie nie wychodzi na zdrowie. Zwykle omijam nieznajomych (chyba że mają coś ciekawego do zaoferowania), ale tak się składa, że nie była to do końca nieznajoma.
- Miałaś niedawno pasowanie. A zatem to ciebie mi przydzielili do pracy, prawda? - Rzekłem nieco jakbym rzucał wyzwanie. Bo chyba praca w moim towarzystwie jest wyzwaniem.
Ryōko?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz