A więc tak się poznali. W dodatku dowiedziałem się i to od obcej osoby, że z moją własną siostrą jest aż tak źle. Simon pomagał jej, a co zdziwiło mnie jeszcze bardziej, ona na to pozwalała.
-- Dziękuję ci. Bez ciebie Soraya najprawdopodobniej już by nie żyła. Spadłeś jej z nieba. -- Przeniosłem spojrzenie na czarnowłosą. Oddychała płytko. Jej klatka piersiowa nieznacznie unosiła się w górę i opadała. -- Widzisz, jej... choroba -- odezwałem się po chwili -- zaczęła się, gdy była jeszcze małym dzieckiem. Zanim na świat przyszedł nasz najmłodszy brat. Kiedy się urodził okazało się, że jest taki jak ona, choć z jedną różnicą. Jak zapewne zauważyłeś, Soraya może generować ogromne ilości energii. Jednak sama nie może jej używać, musi ją przekazać lub po prostu oddać. Dopiero za czyimś pośrednictwem może mieć na nią wpływ. Natomiast Katsuya mógł pochłaniać wręcz nieskończone jej ilości. Wraz z pojawieniem się Katsuyi choroba Sor zniknęła. Ojciec trenował ich, uczył jak żyć z takimi zdolnościami, ale wszystko się posypało siedem lat temu. Wraz ze śmiercią ojca i Katsu, Sor straciła naturalną możliwość pozbywania się nadmiaru lub regulacji energii. Jej istnienie pomaga trzymać w równowadze całe Eter, jednak bez odpowiedniego treningu ona po prostu umrze. Jako medyk nie mogę na to nic poradzić, jedynie złagodzić i leczyć cielesne objawy tej choroby, a będzie coraz gorzej. Brat naszego ojca tak wlaśnie umarł, stąd wiem jak mało wiele postępować.
Odwróciłem głowę, by jeszcze raz spojrzeć z troską na pogrążoną w głębokim śnie dziewczynę. Zmierzyłem ponownie jej puls, który nieco się polepszył.
-- Będę miał cię na oku. Narazie możesz tu zostać. W ramach podziękowania za opiekę nad nią. A będzie jej jeszcze potrzebować i to nie raz. Może tobie uda się jakoś nakłonić ją do treningu. Nie powiedziała nam dlaczego nie chce trenować.. A tobie powiedziała??
< Simon? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz