-- Mogę polegać? Naprawdę mogę? -- spytałam patrząc aniołowi głęboko w oczy. -- Nie chcę się zawieść. Nie znowu, Simon. -- Przez dłuższą chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. Ciemnowłosy uśmiechnął się do mnie, obdarzając czułym i pokrzepiającym gestem. Schylił się powoli i złożył delikatny pocałunek na moim zapłakanym policzku.
-- Gorzkie... -- szepnął, nie przestając na mnie patrzeć. Sama uśmiechnęłam się leciutko, jakby nieśmiało.
-- Tak... Moje łzy są gorzkie, nie słone. Takie jak Boga Dreyara w legendzie -- szepnęłam cicho. Przystawiłam swoje czoło do czoła Simona. Zamknęłam oczy, wsłuchując się we własne bicie serca, które dzieliłam na tak wiele krwawiących części. Mimo prób jedną z nich wciąż pozostawał Drake. Objęłam anioła, który tak samo ukrył mnie w swoich ramionach. Poczułam się bezpiecznie, czułam, że mogę mu zaufać, ale... Nadal coś mnie blokowało. Nie dawało mi spokoju. Tym kimś był Orion. Ja ciągle mam go w swojej głowie, w duszy i sercu. I nie wiem dlaczego. Bliskość Simona pozwala mi choć na chwilę przestać myśleć o złych rzeczach. O całym piekle, które pozostawiłam za sobą, i którego ja byłam sprawczynią. Moje krzywdy... One są w pełni zasłużone. Wiem o tym.
-- Zabierzesz mnie do mojego domu? -- spytałam wciąż pozostając w jego ramionach.
< Simon? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz