Byłam trzymana przez Oktaya, a z każdą kolejną sekundą jego uścisk stawał coraz mocniejszy. Moje żebra zaczynały protestować, czułam jak zaczyna brakować mi powietrza. Wszyscy moi bracia zjawili się jak na zawołanie. No po prostu świetnie. Gniew wypełnił mnie od środka. Oni nie mają prawa zakazywać Simonowi zbliżania się do mnie. Nikt nie może tego zrobić. Tobiś przywołał swoje gromy, które i mnie napędziły do działania. Zaczęłam się szarpać z bratem, gdy ten na dosłownie sekundę stracił czujność. Wykorzystałam to bezwzględnie. Odepchnęłam od siebie Oktaya, jednocześnie zabierając mu broń, którą trzymał w prawej dłoni. Wymierzyłam prosto w jego głowę. Jako, że jest ode mnie o co najmniej dwadzieścia centymetrów wyższy, musiałam swoją zadrzeć dość wysoko. Posłałam mu spojrzenie zimniejsze od lodu. Gdzieś nad naszymi głowami rozległ się pierwszy grom. Jego energia przeszyła mnie, dodała sił. Moje własne zmysły wyostrzyły się. Z daleka wyczułam obecność Arrow, która się do nas zbliżała. Bez większego zastanowienia skierowała pistolet w jej stronę, nie odrywając oczu od Oktaya. Moi bracia popatrzyli na mnie oniemieli. Co jak co, ale taki ruch z mojej strony zaskoczył ich. Nawet Simona lekko zaskoczyło moje zachowanie. Ale teraz, w tej chwili, nie myślałam nad tym co robię. Czysty gniew zaślepił mnie całkowicie.
-- Nie będziecie mi mówić co mam robić -- warknęłam. -- Nie zabronisz mi widywać Simona. To przyjaciel. Nie obchodzi mnie wasze zdanie.
-- Sor, spokojnie... -- Tobiraya próbował mnie udobruchać, jednak marnie mu szło. Oktay nie odrywał za to swoich oczu od moich. Mierzyliśmy się na spojrzenia. Zarówno on, jak i ja, żadne z nas nie chciało ustąpić. Wtedy i Okeś wyczuł obecność tej lali za sobą. Widziałam jak coś w jego spojrzeniu się zmienia. Za to ja uśmiechnęłam się złośliwie, ponieważ właśnie zdobyłam nad nim przewagę.
-- Wiesz, że strzelę.
-- Nie odważysz się... -- Oktay uniósł wyżej głowę, przez co stał się jeszcze wyższy.
-- Nie..? A chcesz się przekonać, że jednak odważę? -- spytałam ściszając głos i mrużąc zawistnie oczy. Wtedy właśnie Arrow znalazła się na tyle blisko, by usłyszeć naszą kłótnię. W międzyczasie Matayas podszedł mnie od tyłu, chciał mnie obezwładnić. Gdy wyciągnął rękę w moją stronę moje ciało poraziło go błyskawicą. Szybko się cofnął, wymieniając z Tobim porozumiewawcze spojrzenie.
-- Siostra, nie daj sobą zawładnąć. To nie jest silniejsze od ciebie Poza tym, nie będziemy ci niczego zakazywać... -- Mat uniósł ręce w geście obronnym. Jego słowa sprawiły, że Tobi i Okeś popatrzyli na niego jak na wariata.
-- CO TY WYGADUJESZ?! -- krzyknął zdenerwowany Tobiraya.
-- Mówię to co myślę! -- odkrzyknął mu. -- Nie mamy prawa jej niczego zakazywać czy nakazywać. Jest dorosła. Jeśli ona zaufała temu człowiekowi... -- Matayas spojrzał na Simona poważnym wzrokiem. Zeskanował go całego z góry na dół. -- Ja też mu zaufam.
-- Ciebie chyba do reszty pogięło! To zabójca! Chciał zabić Arrow...! A co, jeśli... -- Srebrzystowłosy był kompletnie zszokowany słowami naszego starszego brata. Ja byłam równie zdziwiona, ale nie opuściłam broni. Gniew nadal szalał w moim wnętrzu. Spojrzałam na Arrow. Coś nakazało mi przenieść spluwę z jej głowy na brzuch. Ta druga strona zaczynała przejmować nade mną coraz większą kontrolę. Białowłosa zesztywniała w sekundę. Z każdym jej nerwowym ruchem, moje serce biło coraz szybciej. Zaczynało już nawet boleć... Zastanowiłam się, jak by to było, gdybym serio do niej strzeliła. Czy Okeś by ją zasłonił? Może sam Simon by to zrobił? Przecież ją kocha...
No właśnie.
On ją kocha. Darzy uczuciem, którym mnie nigdy nie obdarzy. Tak samo jak Orion. Oni obaj... Co, jeśli naprawdę się mną bawią? Tyle różnych myśli i emocji... Sama nie wiedziałam już co mam myśleć. Lewą ręką złapałam się za głowę.
Simon i Orion.
Wszyscy faceci są tacy sami. Bawią się kobietami. Mają je za nic. Porzucają je, łamią serca, niszczą wewnętrznie.
-- Przestań... -- syknęłam pod nosem. -- To nieprawda. Nieprawda...
Moje dziwne zachowanie zwróciło uwagę mych braci. Ale także i Arrow i Simona. Mocniej ścisnęłam broń w ręku, palec automatycznie powędrował na spust. Okeś, jakby wyczuł moją reakcję, zasłonił sobą bezbronną dziewczynę. Moja chwila nieuwagi wystarczyła, by Tobi i Mat wytrącili mi pistolet z ręki. Tobiś złapał mnie, wykręcając ręce. Moja wzburzona energia poraziła go mimo mojej woli, ale on to jakoś wytrzymał.
-- Spokojnie... Spokojnie... -- mówił od mnie najstarszy brat. Ta druga Ja nie chciała się uspokoić. Ona... Ona się wydostała. Piorun uderzył niebezpiecznie blisko nas, przez co wszyscy musieli przed nim uciec, ale nie ja. Wyciągnęłam rękę. Chwyciłam błyskawicę, która naładowała mnie nową siłą.
-- Będę robić co mi się żywnie podoba. Bo tak chcę i koniec. I żadne z was mnie nie zatrzyma. -- Uniosłam lekko głowę, by popatrzyć na moich braci. Potem przeniosłam wzrok na Arrow. Zagotowało się we mnie w jednej chwili.
-- Ty... Nie zasługujesz na jego miłość -- rzekłam i obróciłam się do Simona przodem. -- Ona na ciebie nie zasługuje... Nie zasługuje... I ja też nie.... -- dodałam już ciszej. Puściłam błyskawicę, którą ciągle trzymałam w dłoni. Tobirayi udało się jakoś opanować rozszalałą burzę, ponieważ wiatr coraz mocniej tarmosił naszymi ubraniami, rozwiewał włosy na wszystkie strony. Wszystko co we mnie siedziało zaczęło ze mnie wychodzić. Cały żal, ból, gniew i rozgoryczenie. Ponownie złapałam się za głowę, tym razem obiema rękami. Wtedy poczułam, jak ktoś mnie obejmuje. Tym kimś był Matayas.
-- Już dobrze Soruś... Wszystko będzie dobrze... Nie pozwól jej nad sobą zapanować -- uspokajał mnie.
-- Ona jest coraz silniejsza... Ona nie chce już siedzieć cicho... -- szepnęłam.
-- Wiem kochana. Pozwól sobie pomóc. Jeszcze wszystko może być tak jak dawniej...
-- Nic nie będzie takie jak dawniej! -- oderwałam się od brata i popatrzyłam na niego przez łzy. -- Nic już nie będzie takie jak dawniej... Nie ma już tego co było...! -- krzyknęłam. -- Nie chcę pomocy. Nie chcę TEGO! -- Uderzyłam siebie w pierś zamkniętą pięścią. Zaczęłam się cofać. Chciałam odejść od nich. Zostać sama. Wyładować się gdzieś, gdzie nikogo by nie było. Tylko ja i moje popękane wnętrze. Obróciłam się na pięcie i, tak po prostu, zaczęłam biec przed siebie. Tyle przeróżnych myśli zalewało mi głowę, tworząc mętlik. Tyle sekretów, spraw, zobowiązań... Nie dawałam sobie już z tym wszystkim rady. Energia we mnie rozbujała się na dobre, było jej tak wiele, że czułam, iż zaraz mnie rozsadzi. Musiałam się jej jakoś pozbyć. Inaczej... zabiłaby mnie od środka. Nie wiedzieć czemu znowu pomyślałam o Orionie, potem o Simonie. Zabolało mnie w klatce piersiowej, co było zgubnym znakiem. Bolało coraz bardziej. Nie potrafiłam tego kontrolować, nie umiałam się pozbyć tego z siebie. Mimo, iż mówiłam, że nie chcę pomocy, tak naprawdę jej potrzebuję Tak bardzo... Uciekłam od nich wszystkich. Od rodziny, na którą się zamknęłam, by ich uchronić przed sobą samą. Mimo, że ich tak strasznie kocham, nie umiem już z nimi rozmawiać. Cierniowi udało się namieszać w mojej głowie. Moje zaufanie, nawet do rodziny mocno osłabło. Ja stałam się słaba. Teraz to widzę. Jestem taka słaba...
-- Chcę umrzeć..... -- rzekłam, gdy upadłam na mokry piasek wśród skał.
< Reszta? >
-- Nie będziecie mi mówić co mam robić -- warknęłam. -- Nie zabronisz mi widywać Simona. To przyjaciel. Nie obchodzi mnie wasze zdanie.
-- Sor, spokojnie... -- Tobiraya próbował mnie udobruchać, jednak marnie mu szło. Oktay nie odrywał za to swoich oczu od moich. Mierzyliśmy się na spojrzenia. Zarówno on, jak i ja, żadne z nas nie chciało ustąpić. Wtedy i Okeś wyczuł obecność tej lali za sobą. Widziałam jak coś w jego spojrzeniu się zmienia. Za to ja uśmiechnęłam się złośliwie, ponieważ właśnie zdobyłam nad nim przewagę.
-- Wiesz, że strzelę.
-- Nie odważysz się... -- Oktay uniósł wyżej głowę, przez co stał się jeszcze wyższy.
-- Nie..? A chcesz się przekonać, że jednak odważę? -- spytałam ściszając głos i mrużąc zawistnie oczy. Wtedy właśnie Arrow znalazła się na tyle blisko, by usłyszeć naszą kłótnię. W międzyczasie Matayas podszedł mnie od tyłu, chciał mnie obezwładnić. Gdy wyciągnął rękę w moją stronę moje ciało poraziło go błyskawicą. Szybko się cofnął, wymieniając z Tobim porozumiewawcze spojrzenie.
-- Siostra, nie daj sobą zawładnąć. To nie jest silniejsze od ciebie Poza tym, nie będziemy ci niczego zakazywać... -- Mat uniósł ręce w geście obronnym. Jego słowa sprawiły, że Tobi i Okeś popatrzyli na niego jak na wariata.
-- CO TY WYGADUJESZ?! -- krzyknął zdenerwowany Tobiraya.
-- Mówię to co myślę! -- odkrzyknął mu. -- Nie mamy prawa jej niczego zakazywać czy nakazywać. Jest dorosła. Jeśli ona zaufała temu człowiekowi... -- Matayas spojrzał na Simona poważnym wzrokiem. Zeskanował go całego z góry na dół. -- Ja też mu zaufam.
-- Ciebie chyba do reszty pogięło! To zabójca! Chciał zabić Arrow...! A co, jeśli... -- Srebrzystowłosy był kompletnie zszokowany słowami naszego starszego brata. Ja byłam równie zdziwiona, ale nie opuściłam broni. Gniew nadal szalał w moim wnętrzu. Spojrzałam na Arrow. Coś nakazało mi przenieść spluwę z jej głowy na brzuch. Ta druga strona zaczynała przejmować nade mną coraz większą kontrolę. Białowłosa zesztywniała w sekundę. Z każdym jej nerwowym ruchem, moje serce biło coraz szybciej. Zaczynało już nawet boleć... Zastanowiłam się, jak by to było, gdybym serio do niej strzeliła. Czy Okeś by ją zasłonił? Może sam Simon by to zrobił? Przecież ją kocha...
No właśnie.
On ją kocha. Darzy uczuciem, którym mnie nigdy nie obdarzy. Tak samo jak Orion. Oni obaj... Co, jeśli naprawdę się mną bawią? Tyle różnych myśli i emocji... Sama nie wiedziałam już co mam myśleć. Lewą ręką złapałam się za głowę.
Simon i Orion.
Wszyscy faceci są tacy sami. Bawią się kobietami. Mają je za nic. Porzucają je, łamią serca, niszczą wewnętrznie.
-- Przestań... -- syknęłam pod nosem. -- To nieprawda. Nieprawda...
Moje dziwne zachowanie zwróciło uwagę mych braci. Ale także i Arrow i Simona. Mocniej ścisnęłam broń w ręku, palec automatycznie powędrował na spust. Okeś, jakby wyczuł moją reakcję, zasłonił sobą bezbronną dziewczynę. Moja chwila nieuwagi wystarczyła, by Tobi i Mat wytrącili mi pistolet z ręki. Tobiś złapał mnie, wykręcając ręce. Moja wzburzona energia poraziła go mimo mojej woli, ale on to jakoś wytrzymał.
-- Spokojnie... Spokojnie... -- mówił od mnie najstarszy brat. Ta druga Ja nie chciała się uspokoić. Ona... Ona się wydostała. Piorun uderzył niebezpiecznie blisko nas, przez co wszyscy musieli przed nim uciec, ale nie ja. Wyciągnęłam rękę. Chwyciłam błyskawicę, która naładowała mnie nową siłą.
-- Będę robić co mi się żywnie podoba. Bo tak chcę i koniec. I żadne z was mnie nie zatrzyma. -- Uniosłam lekko głowę, by popatrzyć na moich braci. Potem przeniosłam wzrok na Arrow. Zagotowało się we mnie w jednej chwili.
-- Ty... Nie zasługujesz na jego miłość -- rzekłam i obróciłam się do Simona przodem. -- Ona na ciebie nie zasługuje... Nie zasługuje... I ja też nie.... -- dodałam już ciszej. Puściłam błyskawicę, którą ciągle trzymałam w dłoni. Tobirayi udało się jakoś opanować rozszalałą burzę, ponieważ wiatr coraz mocniej tarmosił naszymi ubraniami, rozwiewał włosy na wszystkie strony. Wszystko co we mnie siedziało zaczęło ze mnie wychodzić. Cały żal, ból, gniew i rozgoryczenie. Ponownie złapałam się za głowę, tym razem obiema rękami. Wtedy poczułam, jak ktoś mnie obejmuje. Tym kimś był Matayas.
-- Już dobrze Soruś... Wszystko będzie dobrze... Nie pozwól jej nad sobą zapanować -- uspokajał mnie.
-- Ona jest coraz silniejsza... Ona nie chce już siedzieć cicho... -- szepnęłam.
-- Wiem kochana. Pozwól sobie pomóc. Jeszcze wszystko może być tak jak dawniej...
-- Nic nie będzie takie jak dawniej! -- oderwałam się od brata i popatrzyłam na niego przez łzy. -- Nic już nie będzie takie jak dawniej... Nie ma już tego co było...! -- krzyknęłam. -- Nie chcę pomocy. Nie chcę TEGO! -- Uderzyłam siebie w pierś zamkniętą pięścią. Zaczęłam się cofać. Chciałam odejść od nich. Zostać sama. Wyładować się gdzieś, gdzie nikogo by nie było. Tylko ja i moje popękane wnętrze. Obróciłam się na pięcie i, tak po prostu, zaczęłam biec przed siebie. Tyle przeróżnych myśli zalewało mi głowę, tworząc mętlik. Tyle sekretów, spraw, zobowiązań... Nie dawałam sobie już z tym wszystkim rady. Energia we mnie rozbujała się na dobre, było jej tak wiele, że czułam, iż zaraz mnie rozsadzi. Musiałam się jej jakoś pozbyć. Inaczej... zabiłaby mnie od środka. Nie wiedzieć czemu znowu pomyślałam o Orionie, potem o Simonie. Zabolało mnie w klatce piersiowej, co było zgubnym znakiem. Bolało coraz bardziej. Nie potrafiłam tego kontrolować, nie umiałam się pozbyć tego z siebie. Mimo, iż mówiłam, że nie chcę pomocy, tak naprawdę jej potrzebuję Tak bardzo... Uciekłam od nich wszystkich. Od rodziny, na którą się zamknęłam, by ich uchronić przed sobą samą. Mimo, że ich tak strasznie kocham, nie umiem już z nimi rozmawiać. Cierniowi udało się namieszać w mojej głowie. Moje zaufanie, nawet do rodziny mocno osłabło. Ja stałam się słaba. Teraz to widzę. Jestem taka słaba...
-- Chcę umrzeć..... -- rzekłam, gdy upadłam na mokry piasek wśród skał.
< Reszta? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz