Wróciłem z gabinetu, pokój był pusty. Soraya wybyła, a mnie nawet to nie dziwi, byłem pewny, że nie poczeka tu na mnie. Otaczający ją tu świat jest ciekawszy od jakiejś tam maści, czy mnie.
Uśmiechnąłem się i odłożyłem maść na stolik obok łóżka, po czym wyszedłem z domu.
Przechadzałem się pomostem, obszedłem każdą jedną altanę i nic.. po ciemnowłosej ani śladu.
Jednak.. ubrania w ostatniej altanie ją zdradziły, szybko odnalazłem ją we wodzie. Ta jednak jeszcze nie spostrzegła, iż jestem tuż obok. Jej bandaż przemókł, jednak to problemem nie będzie, dam jej nowy. Niesłyszalnie zdjąłem swoje ubrania zostając jedynie w bokserkach, po czym wszedłem do wody od razu nurkując. Moje boskie znaki ujawniły się i zaczęły świecić na złoto, fakt iż delikatnie, ale to przez to, że mój organizm jest jeszcze osłabiony.
Woda była przyjemna jak zwykle, opłynąłem Sorayę i złapałem ją we wodzie.
-Witaj uciekinierko-powiedziałem i musnąłem jej usta swoimi. Ta zarzuciła ręce na moją szyję pogłębiając pocałunek, czego w tej chwili się nie spodziewałem.
Kiedy oderwaliśmy się od siebie ponownie zanurkowałem, jednak tym razem bardzo głęboko, dzięki czemu Soraya nawet w tak bardzo czystej wodzie nie ma szans by mnie zauważyła.
-Simon!-słyszałem jej wołanie, nie chciałem by się denerwowała więc wypłynąłem na powierzchnię.
-Simon!-zawołała raz jeszcze. Objąłem ją od tyłu zamykając ją w moich objęciach i oddając pocałunek w szyję na co cicho jęknęła.
-Jestem.. Czyżbyś się o mnie bała?-zapytałem uśmiechając się i pozwalając jej odwrócić się do mnie przodem.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz