Spojrzałam na Avena. Usiadłam na łóżko i wtuliłam twarz w jego futro. Moja dłoń nadal go głaskała po grzbiecie.
-Jak chcesz, nie musisz ze mną zostawać. Na pewno masz swoje sprawy... -szepnęłam.
Aven mruknął i wtulił się w moją pościel. On pachniał tak ładnie... Z uśmiechem oddałam się w krainę snu.
--*--
-Mamo! Mamo! -krzyczałam do kobiety leżącej na łóżku.
Ojciec, cały blady, przyglądał się mi i swojej żonie oraz reszcie swoich dzieci. Kobieta leżąca na łóżku, była sina, nie oddychała... Ciepło matczynej miłości zostało zalane falą śmierci. Poparzyłam na brata, który chwycił moje ramię. Odtrąciłam je i biegiem ruszyłam do swojego pokoju. Słyszałam kogoś za mną... Nie zareagowałam na krzyki. Odłączyłam się od rzeczywistości. Zamknęłam drzwi, a potem spojrzałam na pokój. Wisiały tak ciała. Ciała mojej całej rodziny. Nie mieli rąk. Na podłogę skapywała krew... Krzyknęłam i zapadłam się w ciemność.
--*--
Obudziłam się z krzykiem przy Avenie, który obudził się, patrząc na mnie z przerażeniem. Zakryłam twarz dłońmi, a jedyne co było widoczne, to skapywające na pościel słone łzy żalu.
<Aven? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz